Po lekturze książki czuję ulgę, że tytułowa reprezentacja nie jest próbą oddania głosu braciom mniejszym. Sośnicki doskonale zdaje sobie sprawę, że żaden gatunek nie wejdzie w buty innego. Zamiast tego czytelnik dostaje opowieść o narzędziu ewoluującym synchronicznie do człowieka. Reprezentacja na początku służyła do oswajania lęku (jak w przypadku malowideł jaskiniowych), później ulegała stopniowej dematerializacji (procesowi podobnemu do tego, który spotkał kruszcowy, fizykalny pieniądz), aż wreszcie została odesłana do hotelu W Chmurze, czekając odtąd na odszukanie gdzieś w światłowodowych jaskiniach internetu.
Reprezentację zwierząt odmienia się w tym tomiku przez różne przypadki. Widać to zwłaszcza w pierwszej z trzech części książki zatytułowanej "Wiersze zwierzęce". Tu każdy utwór odnosi się do konkretnego gatunku wskazanego w tytule, opowiada jednak o sytuacjach dotyczących człowieka, choć czasem w nieoczywisty sposób. Znajdziemy tu między innymi przyprawiający o ciarki utwór "Łastoczka i Leleka albo Atawizmy", o gniazdujących w ruinach ("na dachu, który zniknął") ptakach, które tak naprawdę są dronami używanymi do niszczenia ukraińskich osiedli przez wojsko rosyjskie w trakcie aktualnej inwazji.
Zwierzęta, a w zasadzie ich przedstawienia, są u Sośnickiego uwikłane w liryczną materię, stają się świadkami polowania na odpowiedzi dotyczące poezji, choć nie są to wnyki, których trzeba się obawiać:
"Po nadejściu prawdziwego bobra poezji krajobraz rodzimej liryki się zmienia.
Po jego odejściu długo pozostaje niezmieniony."
("Bóbr", s. 8)
Jestem pod dużym wrażeniem elegancji języka, który buduje ten tomik. Odbiorca częstowany jest tutaj długim wersem i niespieszną, a zawsze staranną metaforą. W tym torcie o warstwach pyszniących się imiesłowami, wtrąceniami czy wyrazami zachwytu znalazł się nawet humor.
W wierszu otwierającym książkę śmiech pojawia się podczas wędrówki podmiotu przez las. Takie okoliczności nie mają miejsca przypadkowo, bo to topos kolei losów ludzkich znany od wielu wieków. Wspomniany śmiech jest tu stematyzowany, bo podmiot go słyszy, choć nie wiadomo od kogo pochodzi - może to chichot historii, kto wie? Może też zostać wywołany u odbiorcy poprzez użycie żartu językowego:
"Podejrzenie pada na małpę -
zwierzę odwija się na haczyku ogona, a podejrzenie górą.
Zarzut kieruje się pod adresem papugi -
ptak przestępuje z nogi na nogę. Zarzut bokiem."
("Małpa, papuga", s. 6)
Krotochwilność jest tu jednak tylko tymczasowa i niedługo potem wywołuje w wierszu pytanie o ciemną stronę rzeczy, które się wydarzają: "Po jakim śmiechu cichość taka? / Po jakim taka próżnia głucha / jak po zabiciu kogoś, czegoś?" (s. 7).
Druga, najkrótsza część tomiku zatytułowana "Inne wiersze" składa się z kilku utworów, w których pojawiają się głównie ludzie, choć zawsze w asyście zwierząt. Istnieją tu albo w postaci metafory, jak w "Dziennikarzu" dosiadającym dzień, "tę połyskliwą rybę", która powinna go połknąć, lub dane są wprost jak w "Czterech kartkach z dziennika czasu wojny", gdzie stają się obiektem ludzkiej troski w związku z sytuacją zbrojną, choć wcześniej były maltretowane.
Tymczasem część ostatnia, "Osiem scen z życia reprezentacji zwierząt. Fantazja", wydaje się znacznie bardziej zagadkowa niż poprzednie dwie. Rozgrywa się w czymś na kształt światłowodowego limba, miejsca oddzielenia reprezentacji od ludzi i jednocześnie punktem, w którym ta zyskuje samoświadomość.
"ale zawsze i wszędzie - reprezentacja zwierząt chce być dobra:
to jest strategiczny cel, a reszta to konsekwencje."
("Scena 5. Celowanie strategiczne", s. 51)
Świadomość siebie zwiększa lęk; reprezentacja odesłana do chmury uświadamia sobie zagrożenia natury technologicznej, takie jak uzależnienie egzystencji od prądu, ale też zyskuje dostęp do reprezentacji, które na przykład nie chcą być dobre, jak Lewiatan, Behemot i Ziz. Uzmysławia sobie istnienie przedstawień potworów, które mają niszczyć, bo tylko po to zostały stworzone. Jest nimi wyraźnie zaciekawiona, fantazjuje o nich, chciałaby ich... spróbować.
"I ryzykuje drugą [hipotezę - przyp. autorki], że skoro ma w swoim składzie przystojnych roślinożerców,
to ma w nim pewnie także dostojnych mięsożerców.
I może to jest właśnie pięć minut dostojnych mięsożerców reprezentacji
zwierząt."
("Scena 7. Ryzykowanie hipotezy albo Dolny i górny obrazek", s. 56).
W ostatniej partii książki zanosi się więc na zmianę, chyba przerażającą, bo w ostatnim utworze czytamy " (...) ona, biedna, chce popatrzeć wstecz -", cofnąć bieg spraw. Jednak, jak uprzedza tytuł utworu, z którego pochodzi cytat, "Scena 8. Oddawanie się złudzeniom i nieudana próba popatrzenia wstecz", nie jest to możliwe. Wiersz i cały tomik kończą się właśnie tym urwanym zdaniem.
A może tak naprawdę po nim jest jeszcze cisza? Dziwne, chyba nikt się nie śmiał.
Joanna Żabnicka
- Dariusz Sośnicki, "Reprezentacja zwierząt"
- wyd. Warstwy
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026