Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Od Cegielskiego do Goplany

Większe i mniejsze przedsiębiorstwa przemysłowe były przez lata motorem rozwoju Poznania. Cegielski, Centra, Goplana, Kantorowicz czy Deierling stały się markami znanymi i cenionymi nie tylko w Polsce. Skąd brały się ich sukcesy, można się dowiedzieć w muzeum Made in Poznań, otwartym niedawno na Starym Mieście. Opowiada o nim jego współzałożyciel i prowadzący, Maciej Sankowski. 

Ubrany na biało mężczyzna pokazuje coś na mapie. Za nim hasło Poznańskiego Czerwca "Chcemy jeść" i inne plakaty oraz eksponaty. - grafika artykułu
Maciej Sankowski, fot. Grzegorz Dembiński

Skąd się wzięło muzeum Made in Poznań? Jaka jest jego idea?

Inicjatorem, pomysłodawcą koncepcji muzeum jest Arkadiusz Baraniok, który w ubiegłym roku stworzył na poznańskim Szczepankowie Muzeum Starych Narzędzi i Maszyn GASPAR. To hołd złożony Hipolitowi Cegielskiemu, ponieważ Gaspar było jego drugim imieniem.

Idea przyświecająca Muzeum Made in Poznań jest może nie tyle przedłużeniem pomysłu związanego z muzeum GASPAR, ile kontynuacją pewnej myśli. Jej założeniem jest ochrona i promocja dziedzictwa przemysłowego Poznania. O tym dziedzictwie wiele osób nie wie, bo nie miało okazji się o nim dowiedzieć. W Poznaniu możemy się pochwalić wieloma ciekawymi, innowacyjnymi firmami, markami, producentami. Powstawały one najpierw pod zaborami, potem w niepodległej Polsce, w dużej liczbie w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Powstają także i działają obecnie. O nich i o tworzących je ludziach chcielibyśmy opowiadać w Muzeum Made in Poznań.

Będziemy mówić o fabryce Cegielskiego, fabryce Centra, o Goplanie, Herbapolu czy Pollenie. Uważamy, że dziedzictwo przemysłowe Poznania jest niezwykle ciekawe i cenne. Te przedsiębiorstwa były przecież motorem rozwoju Poznania i mieszkańcy także dziś mogą być z nich dumni. Chcemy się nimi chwalić.

Muzeum rozpoczęło działalność z rozmachem, ale dysponuje na razie tylko jednym niewielkim pomieszczeniem, Salką Hipolita (Cegielskiego), w której jest pokazywana pierwsza wystawa czasowa i w której będą prezentowane kolejne. Trwają prace w następnych salach - w jednej na parterze i w piwnicach budynku. Co w nich zobaczymy i kiedy cała ekspozycja będzie gotowa?

Przygotowania do otwarcia pierwszej sali trwały rok, a prace w kolejnych, większych, potrwają dłużej. Optymistycznie zakładając, chcemy otworzyć całość muzeum pod koniec 2027 lub do połowy 2028 roku. W pomieszczeniach podziemnych znajdą się eksponaty i opowieści o poznańskich firmach i ich produktach, założycielach i pracownikach. Zadbamy o zrównoważoną strukturę ekspozycji, będą więc oryginalne eksponaty, których już wiele mamy zgromadzonych, ale też multimedia, zdjęcia i inne, cyfrowe treści. W sali na górze znajdzie się kawiarenka, a w Sali Hipolita będą się odbywały wystawy, ale także spotkania z twórcami, autorami książek, propagatorami historii Poznania, pielęgnującymi pamięć o dziedzictwie przemysłowym naszego miasta.

Rozpoczęliście działalność wystawą z okazji 70. rocznicy Czerwca '56, którą początkowo zapowiadaliście hasłem "70/70/56". Miała ona pokazywać 70 eksponatów z wydarzeń Poznańskiego Czerwca. Potem tytuł wystawy zmienił się na "28/70/56". Dlaczego? Nie udało się zebrać 70 eksponatów czy zabrakło miejsca na ekspozycji?

Chodziło o to drugie. Eksponatów, gdyby policzyć dokładnie, mamy nawet więcej niż 70, ale chcieliśmy, żeby nie tylko były oglądane, ale także opowiadały własne historie, by towarzyszył im interesujący kontekst. Gdyby zrobić tak z wszystkimi eksponatami, oglądanie wystawy musiałoby trwać kilka godzin. Teraz można ją obejrzeć wnikliwie w kilkadziesiąt minut.

Skąd pochodzą eksponaty muzeum Made in Poznań? Te na wystawę o Czerwcu '56 i te na przyszłą ekspozycję stałą?

Obecna wystawa powstała dzięki pomocy wielu ludzi i instytucji. Najwięcej eksponatów pochodzi z Muzeum Maszyn i Narzędzi Gaspar. Przede wszystkim przedmioty dotyczące Hipolita Cegielskiego i jego fabryki. Na wystawę o Czerwcu '56 eksponaty przekazała Izba Pamięci PRL-u z ulicy Hetmańskiej. Stamtąd mamy np. okuloki, czyli buty z drewnianymi podeszwami, które nosili robotnicy Cegielskiego w latach 50. i których stukot niósł się po ulicach w pamiętny "czarny czwartek". Mieliśmy też wsparcie z Poznańskiego Muzeum Pyry, dzięki któremu otrzymaliśmy eksponaty medyczne, pokazywane na części wystawy poświęconej lekarzom i sanitariuszkom. Wsparła nas też pani Anna Moryto z Muzeum Historii Ubioru z ul. Kwiatowej, dzięki której mogliśmy w profesjonalny sposób zaprezentować ubrania z tych czasów: mundur tramwajarki czy strój robotnika. Z poznańskiego oddziału Telewizji Polskiej udało się pozyskać film, który powstał na 40. rocznicę Czerwca '56, pokazujemy go na wystawie. Nieocenioną pomocą był Paweł Cieliczko, który w ramach Fundacji Kochania Poznania wsparł nas merytorycznie. Do tego w dniu otwarcia wystawy pojawiła się u nas pani, która podarowała nam zdjęcia wykonane przez jej tatę podczas wydarzeń Poznańskiego Czerwca, na których widać czołgi na ulicach miasta. Z tego, co wiemy, te zdjęcia nie były wcześniej pokazywane ani nigdzie publikowane. W związku z tym znaleziskiem mam apel: jeśli są osoby, które nie bardzo wiedzą, co z takimi pamiątkami robić, mogą się do nas zgłosić, a my się temu przyjrzymy i jeśli będą pasowały do naszej ekspozycji, zostaną u nas. Jeśli nie, skontaktujemy właściciela z odpowiednimi instytucjami, które się nimi zajmą. Często bywa tak, że zwłaszcza starsze osoby, często samotne, nie bardzo wiedzą, co mogą zrobić z takimi pamiątkami, a nie wolno nam tego po prostu wyrzucić na śmietnik, bo mogą to być rzeczy ważne z punktu widzenia czy to dziedzictwa Poznania, czy innych instytucji, o których warto w tym kontekście pamiętać.

Zaskakująca jest zbieżność nazwy muzeum z tytułem wydanej niedawno książki Lucjana Morosa "Made in Poznań".

Tworząc nazwę muzeum, opieraliśmy się raczej na tym, co w muzeum będzie prezentowane, i tym, co chcemy przekazać. Znamy Lucjana Morosa i bardzo się lubimy, więc ta zbieżność nazwy z tytułem książki nie wywołała żadnego konfliktu. Lucjan Moros nie ma o to pretensji, a nawet nas wspiera. Wkrótce będziemy mieli spotkanie autorskie z Lucjanem na terenie naszego muzeum, dotyczące właśnie książki "Made in Poznań", której koncepcja jest w pełni zgodna z tym, co my chcemy robić w muzeum.

Zaskakująca jest informacja, że tematem kolejnej wystawy, którą otwieracie w sierpniu, będzie fotografia.

Założenie jest takie, że w Muzeum Made in Poznań chcemy się skupić na produktach, wytwórcach, firmach i osobach, które były związane z przemysłem poznańskim. Natomiast idea Muzeum Made in Poznań jest szersza. Chciałbym, żeby to muzeum prezentowało nie tylko przemysłowe aspekty, ale również pokazywało osoby dużego formatu, np. artystów, którzy w Poznaniu tworzą. Izabella Sapuła, której prace będą prezentowane u nas na wystawie, jest poznańską artystką, nagradzaną fotografką, która robi rewelacyjne zdjęcia. Pomyślałem, że jej twórczość również mieści się w ramach koncepcji, którą chcemy tworzyć. Każdego, kto jest zainteresowany współpracą w tym obszarze, zachęcamy do kontaktu. Być może udałoby się w naszej przestrzeni pokazać inne ciekawe wytwory, nie tylko przemysłowe, ale także np. artystyczne czy rękodzielnicze. Planując przyszłość muzeum, myślimy już o programie wydarzeń towarzyszących, choć do tego daleka droga, bo najpierw chcemy dokończyć remont i udostępnić kolejne sale muzeum. Na pewno będziemy zapraszać grupy szkolne i seniorów, by poznawali historię Poznania i przemysłowo-fabryczne dzieje miasta.

Powiedział Pan, że będziecie pokazywać historię polskich przedsiębiorców, którzy działali w Poznaniu, ale nasze wielokulturowe miasto było miejscem narodzin i działalności wielu wybitnych, znanych przedsiębiorców niemieckich i żydowskich. Czy będziecie pamiętali także o tym dziedzictwie, np. o słynnej firmie Kantorowicza?

Jeżeli znamy historię osoby, która w Poznaniu pracowała, produkowała, tworzyła, była konkurencją dla polskich firm, ale mimo wszystko pozostawiła po sobie ślad, to nie widzę powodu, dla którego nie mielibyśmy o tej osobie czy firmie opowiedzieć. Wspomniał pan o Kantorowiczu, twórcy wytwórni wódek i likierów. Mamy eksponaty z tej wytwórni i oczywiście będziemy je prezentować. Wiele firm niemieckich było po odzyskaniu niepodległości sprzedawanych po bardzo korzystnych cenach polskim przedsiębiorcom. Przykładem tego jest chociażby Cegielski, który na Wildzie przejął kilka zakładów po przedsiębiorcach niemieckich, pruskich. O tym wszystkim też chcemy opowiadać. Nie zamierzamy zamykać się tylko i wyłącznie na polskie firmy. To, czy ktoś pochodził z polskiej czy niemieckiej rodziny, jest mniej ważne, bo chcemy skupić się na historiach, które dotyczą Poznania. A czy to jest historia napisana przez żydowskiego przedsiębiorcę, niemieckiego czy polskiego, dla nas nie ma wielkiego znaczenia. Tym bardziej że byłoby to, myślę, niejednokrotnie dosyć kłopotliwe - rozróżnienie, rozstrzygnięcie, kto był kim w Poznaniu. Na pewno chcemy opowiedzieć o Janie Deierlingu, twórcy gigantycznego przedsiębiorstwa handlu artykułami żelaznymi, który tutaj obok nas, przy ul. Szkolnej 5, miał swój wielki sklep. Jego firma była tak potężna, że dyktowała warunki hutom, które na jej zlecenie wytwarzały asortyment żelazny. Deierling był poznańskim Bambrem. Z pewnością więc pokażemy jego historię w muzeum.

Muzeum mieści się w ciekawym miejscu, na Starym Mieście, przy ul. Jaskółczej. Kamienica wygląda okazale. Czy ma jakąś ciekawą historię? Czy to jest po prostu zwyczajna kamienica staromiejska?

Zwyczajna z pewnością nie jest, chociażby ze względu na to, że jest to budynek już bardzo wiekowy. Wiemy np., że tędy przebiegała linia murów miejskich. Brama Wrocławska, która mieściła się w pobliżu, była potężną fortyfikacją, a odchodzące od niej mury miejskie, skierowane na zachód, przebiegały właśnie w linii ul. Jaskółczej. Planujemy więc symbolicznie zaznaczyć w piwnicy przebieg murów miejskich.

Rozmawiał Szymon Mazur

  • Muzeum Made in Poznań
  • ul. Szkolna 15a, wejście od ul. Jaskółczej
  • czynne: śr., pt., sob., g. 12-18
  • bilety

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026