Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Żadna religia nie gwarantuje nam spokoju

W swoich książkach dotyka granic absurdu, ukazując w ten sposób płynność wszystkiego, co nas otacza. Bawi się formą, konceptem i językiem, a swoich bohaterów lepi z gliny, która nigdy nie wysycha, więc postaci z jego powieści wciąż ewoluują, stwarzają się na nowo. A propos stworzenia: Bóg w pojęciu Karpowicza to "dwubiegunowa postać, która miała chandrę, więc postanowiła zniszczyć Wieżę Babel". Czy to oznacza, że porozumienia nie będzie?

. - grafika artykułu
Ignacy Karpowicz. Fot. Wojciech Wojtkielewicz

Spotkania pod hasłem "Boskie narracje. O wierze, religii i bogach rozmowy z pisarzami", to nowy cykl Teatru Polskiego, który w swoim założeniu dotykać chce Absolutu. Żeby jednak nie było tak śmiertelnie poważnie, robi to za pomocą książek i pisarzy, którzy - mówiąc wprost - nie mają w sobie utartej kanoniczności. Po Michale Witkowskim przyszedł czas na Ignacego Karpowicza, autora, którego każda kolejna powieść nie pozostaje bez echa na polskim rynku wydawniczym.

Bohaterem pierwszej powieści Karpowicza jest chłopiec, wtłoczony w określone ramy już w podstawówce. Dorośli wciąż mówią mu, co jest dobre, a co złe, symbolem opresji staje się tu nawet niepozorne mleko z kożuchem lub bez w szkolnej stołówce. "Niehalo" to powieść-manifest, w której autor (pochodzący z Białegostoku, a więc miasta, w którym narodził się język esperanto) udowadnia, że nie ma jednego języka, a porozumienie między ludźmi nie jest możliwe, co widać już na poziomie naszej polskiej narracji politycznej.

- Wychowanie, emocje, smaki i niesmaki, nawet rzeczony kożuch na mleku - to wszystko ma na nas niesamowity wpływ - tłumaczył podczas spotkania w Poznaniu Karpowicz. Jego zdaniem nawet po zdarciu otoczki jaką stanowi historia, bohater (a wraz z nim i my), "wcale nie stanie bliżej prawdy, nie spłynie na niego ontologiczny spokój".

W "Cudzie" nie ma już tego młodzieńczego buntu, a ludzie którzy dostali już w kość od życia wiedzą nagle, co jest w nim możliwe, a co nie. Bohaterowie zawieszają na haku wszystkie dotychczas znane wartości, bo ani rodzina, ani nauka, ani nawet religia nie są w stanie wyjaśnić tytułowego cudu, w którym ciało nieboszczyka nadal zachowuje świeżość, w dodatku staje się obiektem wyidealizowanej miłości. Z kolei "Gesty" to słodko-gorzka opowieść o trudnej relacji matki i syna. - W naszym nastawionym na relacje międzyludzkie świecie, takie narracje są wbrew pozorom czymś niesłychanie rzadkim - uważa prof. Przemysław Czapliński, który prowadził wtorkowe spotkanie.

O ile trzy pierwsze powieści prezentują w gruncie rzeczy wspólny ogląd świata, o tyle najgłośniejsza z nich - "Balladyny i romanse" zupełnie przewartościowuje dotychczasowe postrzeganie rzeczywistości. - To jakby suma, nie synteza, poprzednich powieści - zauważa Czapliński.

I rzeczywiście. Oto bowiem bogowie, mimo iż nadal są w posiadaniu swych boskich talentów, schodzą na ziemię, gdzie mieszają się ze zwykłymi śmiertelnikami. Następuje zespolenie kilku porządków, panteon bóstw miesza się i przenika, będąc przy okazji źródłem groteskowych sytuacji. Ze sklepowych półek znikają na przykład kawa i żelazka. Dlaczego? To arbitralna decyzja Zeusa, który doskonale zdaje sobie sprawę, że aby w kwestii religii coś mogło się udać, musi być absurdalne.

Jaka korzyść z tego boskiego zamieszania wynika dla nas - ludzi?

Ignacy Karpowicz: - Żadna. Bo żadna religia nie może zagwarantować nam spokoju przez swoje zmultiplikowanie.

Profesor Czapliński: - Pomnożyć może się jedynie nasze poczucie winy.

Anna Solak

  • Spotkanie z cyklu "Boskie narracje. O wierze, religii i bogach rozmowy z pisarzami": Ignacy Karpowicz
  • Teatr Polski
  • 16.02