Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

W TO MI GRAJ. Pub czy gralnia?

- Gry planszowe są międzypokoleniowe. Najważniejsze, to nie bać się spróbować i odwiedzać takie miejsca jak Kosteczka. Zawsze znajdą się osoby, które wytłumaczą zasady czy dołączą do rozgrywki. Bo w życiu trzeba robić coś ciekawego - mówi Piotr Chudy*, właściciel pubu Kosteczka mieszczącego się w centrum Poznania.

. - grafika artykułu
rys. Marta Buczkowska

Skąd pomysł na stworzenie takiego miejsca i dlaczego akurat Kosteczka?

Zawsze chcieliśmy mieć jakieś swoje miejsce typowo dla graczy - w końcu sami nimi jesteśmy. Na początku były to głównie komputery, ale dorastając, planszówki zaczęły być coraz mocniej obecne w naszym życiu i je kształtować: sesje RPG, larpy, aż po tworzenie własnych planszówek... Przyszedł w końcu taki dzień, kiedy spotkaliśmy się w domu I, od słowa do słowa, powstał pomysł, który później mocno ewoluował.

To znaczy, że początkowe założenia były zupełnie inne?

W pierwszym założeniu mieliśmy być miejscem dla wszystkich graczy - miały być konsole, komputery, planszowki, sale do sesji RPG. Musieliśmy to jednak to ukrócić. Wyszliśmy z założenia, że jak jest się od wszystkiego, to jest się do niczego. Zdecydowaliśmy się skoncentrować na jednej rzeczy, a że planszówki w tamtym czasie mocno nas wkręciły poszliśmy właśnie w tę stronę.

W Poznaniu jest dużo miejsc, gdzie można pograć, wypić kawę, zjeść ciastko. Wy określacie siebie bardziej jako pub. Czy to znaczy, że jesteście bardziej nastawieni na imprezy, czy można tu pograć również w ciężkie tytuły?

Obecnie w Poznaniu nie ma wielu takich miejsc jak nasze. Owszem, są takie, które oferują planszówki jako dodatek. Kawiarnie, które przy okazji wiedzą, że planszówki są fajne, ale na tym się nie skupiają. Normalny człowiek powiedziałby, że powinniśmy się cieszyć, bo ze względu na małą konkurencję, jesteśmy częstszym wyborem. Dla nas to jest jednak gorsza opcja, bo chcielibyśmy, aby jak najwięcej osób po prostu grało w planszówki.

To bardzo ciekawe co mówisz. Spotykam się z taką opinią kolejny raz. Czyli im więcej miejsc, tym lepiej?

Dokładnie tak! Przyjdziesz kilka razy do nas, zagrasz i później idziesz poznać kolejne miejsca. Można powiedzieć, że w jakiś sposób wymieniamy się tymi klientami. Jesteśmy wkręceni w planszówkowy świat, więc chcemy, żeby jak najwięcej ludzi grało. Żeby ludzie widzieli, że można spędzić czas inaczej aniżeli przed telewizorem.

Jak to wygląda jeśli chodzi o koszt grania? Trzeba u Was płacić za stolik?

Jest to jedna z głównych kwestii, które wyróżniają nas od samego początku. Wszyscy na otwarciu dziwili się: "Ale jak to?". Założyliśmy, że działamy na zasadzie "kup sobie coś do picia, wybierz grę planszową i graj". Zero kontroli z naszej strony. Wyszliśmy z takim dużym kredytem zaufania do ludzi i to się nam opłaciło. Dzięki temu słyszymy opinie, że jest miła, rodzinna atmosfera - jak wizyta u przyjaciół w domu. Tak naprawdę przez te 5 lat zniknęła nam tylko jedna gra.

Dla takich miejsc jak Wasze pandemia to bardzo duże utrudnienie. Jak sobie z tym poradziliście?

Tak naprawdę działamy dopiero miesiąc po pandemii, prawie półtora roku byliśmy zamknięci. Był to dla nas bardzo trudny okres, bo Kosteczka to dla nas nie miejsce pracy, ale wręcz "dziecko". Często wchodziliśmy tutaj sami, żeby posprzątać. Wspominaliśmy wtedy normalne czasy, kiedy było u nas pełno grających ludzi. Dostaliśmy więc mocno w kość biorąc pod uwagę, że nie posiadamy usług na wynos. Jedyne co utrzymało nas tak naprawdę na powierzchni, to ogromne wsparcie finansowe od naszych wiernych fanów, którzy zebrali fundusze potrzebne do płacenia podstawowych rachunków na czas zamknięcia.

Tłumaczycie też zasady gier, czy odwiedzający powinni się przygotować na własną rękę?

Mamy na miejscu 324 gry, z których może do kilku nie znam zasad. Jeśli więc tylko mamy wiedzę i widzimy, że ktoś sobie nie radzi z instrukcją, to sami podchodzimy i wpraszamy się do stolika chociaż na pięć minut, żeby wytłumaczyć zasady. Podając jakąś grę, gdzie jest wątpliwość czy ktoś zrozumie zasady, zaznaczamy - sprawdźcie poradnik, ale jeśli będą niejasności wołajcie. Siadamy, rozgrywamy pierwszą turę i odpowiadamy na wszystkie pytania. Sami uświadamiamy ludzi, że tłumaczymy planszówki. W niektórych większych grach trwałoby to zbyt długo, żeby nauczyć się zasad i ludzie mogliby się zniechęcić.

A jeśli chodzi o Waszych odbiorców przychodzą też rodziny z dziećmi czy raczej są to osoby 18+?

Tutaj należałoby rozbić nasz tydzień na dwie części. W ciągu tygodnia, gdzie jest bardziej spokojnie, ludzie przychodzą typowo pograć w gry i spędzić czas rodzinny w ciszy. Mamy kilka planszówek, z którymi dzieci spokojnie sobie poradzą. W dni bardziej weekendowe, jak piątek i sobota, stajemy się bardziej pubem. Przychodzą grupy studenckie, gdzie najpierw zamawiane jest piwo, a później rozmawiamy o grach. Wtedy zwykle są to tytuły imprezowe i na sali jest dużo głośniej.

Jak wygląda kwestia społeczności? Są to stałe grupy klientów czy może pojedyncze osoby?

Organizujemy różne eventy. Jesteśmy zaangażowani w gry bitewne i wydarzenia z nimi związane w całej Polsce, więc tych stałych grup mamy kilka. Są tu również osoby, które odwiedzają nas dość często albo nawet częściej. Odgrywają rolę już nie klienta, a bardziej przyjaciół i rodziny. Nowe osoby też przychodzą i szukają ludzi do grania. Często, kiedy tylko mamy czas, sami z nimi siadamy. W przyszłości na pewno będziemy organizować więcej wydarzeń dla osób, które nie mają z kim grać.

Wspomniałeś o turniejach. Macie jakieś stałe spotkania, czy może mieliście przed zamknięciem?

Kiedyś mieliśmy tak, że organizowaliśmy turnieje w gry, w które nikt nie robi turniejów. Są to między innymi Karty Dżentelmenów, Splendor itp. Mieliśmy dużą rozbieżność. Obecnie organizowaliśmy turniej z Wydawnictwem Lacerta w grę karcianą OSTIUM. W przyszłości na pewno będziemy robić więcej tego typu wydarzeń. Ważne jest, żeby wprowadzić trochę rywalizacji. Jest to zachęta dla ludzi, żeby przyjść i pograć, tak samo, jak oferowane nagrody.

Współpracujecie z wieloma wydawcami?

Jeszcze parę lat temu odpowiedziałbym krótko, że nie. Na szczęście na przestrzeni lat się to mocno zmieniło. Wydawnictwa w końcu zobaczyły, że takie miejsca jak my, to jest dobra reklama. Jeśli ktoś przychodzi tutaj i facet za barem daje Ci grę, po wcześniejszym wywiadzie na temat tego, czego oczekujesz, jakie mechaniki lubisz, jaki klimat itd. jest większa szansa, że tytuł ten zostanie kupiony po wyjściu z gralni. Wydawnictwa widzą, że jesteśmy pierwszą linią frontu w reklamie, co pozwala nam na naprawdę fajną współpracę.

Prowadzicie Kosteczkę już ponad pięć lat. Czy zauważyliście zmieniającą się świadomość graczy?

Zdecydowanie! Kiedy się otwieraliśmy, w Polsce robiło się takie "BUM" na planszówki. Zaczęło to być coraz bardziej popularne, ludzie zaczęli się przyznawać, że grają w gry planszowe, tak jakby wcześniej był to temat do wstydu. Zmieniła się też kwestia szanowania gier. Obserwując osoby które nas odwiedzają, widzimy, jak starają się chować napoje, mieć czyste ręce itd.

A co Tobie samemu najbardziej podoba się w planszówkach?

Planszówki są dla mnie świetnym sposobem spędzania czasu z przyjaciółmi. Osobiście lubię rywalizację, to, że mamy jakiś cel do zrealizowania, czas płynie przyjemniej. Uwielbiam również negatywną interakcję między graczami, bo wbrew pozorom to potrafi bardzo mocno zbliżyć graczy. Taka rywalizacja jest bardzo zdrowa i uczy dystansu do wielu rzeczy. Polecam sprawdzić.

Rozmawiała Katarzyna Dzierżęga

*Piotr Chudy - "Prowadzę Kosteczkę, łącząc swoje hobby do gier planszowych z zamiłowaniem do piw kraftowych.  Lubię zarażać ludzi zajawką do gier, pokazując, że można spędzić inaczej wolny czas z rodziną i ze znajomymi. Zawsze powtarzam: Nie bójcie się planszówek, a gdy instrukcja przeraża, to zapraszamy do nas - chętnie pomożemy".

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021