Kultura Poznań.pl

Varia

opublikowano:

TWÓRCZA SAMOTNOŚĆ. To nie jest złe

- Pandemia mocno mnie zmęczyła, lecz póki co jest to czas dość inspirujący. Dla uniwersytetu to nienajgorszy moment, choć jest bardzo kłopotliwy. Może będzie pożyteczny - mówi Michał Larek*, wykładowca, pisarz i podcaster.

.
Grafika ilustrująca jeden z podcastów Michała Larka, rys. Mariann Fogtman-Budaj

Kim teraz jesteś, jak się identyfikujesz? Jako pisarz, pedagog wykładający na uczelni? A może inaczej - bo tak jak Inga Iwasiów robisz to wszystko, tylko ludzie próbują cię umieścić w jednej szufladce i nie podoba im się, że robisz tyle rzeczy?

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Nie wiem, czy jestem w stanie wskazać jedną ze swoich, powiedzmy, trzech działalności jako główną. Na pewno wykładowcą jestem zawodowo. To jest póki co robota, która przynosi mi największe dochody, i pewnie najmocniej mnie ukształtowała. Choć czasami nie chcę się aż tak mocno do tego przyznawać.

Czy to źle, że tak mocno cię ukształtowała?

To nie jest złe. Był taki moment, kiedy poczułem, że chcę pisać książki - najpierw reportażopodobne, potem powieści. Widziałem, że muszę się na nowo sformatować, aby odważyć się to robić nie po akademicku. Żeby pisać prozę, która będzie na przykład brudną literaturą policyjną, czyli zawierającą różne, brzydkie myśli, słowa i uczynki. Wtedy zacząłem się troszkę różnić  od swoich kolegów i koleżanek. Powiedzmy: mentalnie.

Na uniwersytecie wychowuje się w kulcie dla arcydzieł. A to z kolei odbiera odwagę do pisania książek, które podobają się ludziom. Kiedyś prowadziłem warsztaty na Uniwersytecie Warszawskim. Mówiłem uczestnikom, że przed pójściem na polonistykę marzyłem o byciu pisarzem, a kiedy zacząłem ją studiować, to po jakimś roku stwierdziłem, że nie chcę jednak nim być, bo nie będę tak genialny jak Szekspir czy Joyce. To prawda, ale niebezpieczna. Otworzyłem się dopiero po piętnastu latach.

Co masz na myśli mówiąc o wycofaniu się z grona koleżanek i kolegów z uczelni? Czy nie zaakceptowali ciebie jako pisarza?

Nie - może za mocnych słów użyłem. Większość ludzi pracujących na uniwersytecie jest teoretykami, zajmuje się "opowiadaniem o", komentowaniem, intepretowaniem. To sprawia, że w specyficzny sposób działają, myślą i piszą książki. Ja jestem w rozkroku. Bardzo dobrze się czuję w świecie ludzi uprawiających różne dyskursy, uwielbiam swoją firmę, klimat życia uniwersyteckiego, ale ciągnie mnie też bardzo do popkultury. Drugą nogą więc jestem w świecie, w którym inaczej się myśli, pragmatycznie, a przede wszystkim działa, sprzedaje. Kto wie, może mnie w końcu rozerwie?

Czyli wykładowca będący pisarzem?

Zobaczymy, czy będę kontynuował pracę na uczelni. Póki co, dzielę czas między te trzy działalności i to mnie mocno wyczerpuje. Przyznam, że w ostatnich dniach czuję już, że mam czterdzieści dwa lata. Śnię o emeryturze [śmiech].

Jesteś zmęczony też pandemią, czy niewiele wpłynęła ona na twoje życie i ma ono ten sam rytm, co do tej pory, wyznaczony przygotowywaniem wykładów, pracą nad odcinkami podcastu?

Muszę powiedzieć, że póki co pandemia nie okazała się dla mnie straszliwym żywiołem, jak w przypadku producentów czy przedsiębiorców. Cały czas pracuję na uniwersytecie, chociaż robię to zdalnie. Zaczyna to już mocno męczyć, ale otwiera też oczy na inne możliwości edukacji. Pewnie po pandemii system edukacyjny, w tym także uniwersytecki, ulegnie zmianie. Mam nadzieję, że to niedługo się skończy i w czerwcu wrócimy już do naszych wspaniałych studentów.

Opowiedz o rozwoju swojego podcastu.

Kiedy startowałem z podcastem, to nie wiedziałem, z czym to się je. Byłem zdziwiony, że ludziom podoba się mój głos. Ale jakoś poszło. Uczyłem się pisania pod wypowiedź audio, co było bardzo ciekawe. Zaczynałem ze swoim byłym studentem,  Pawłem Daleckim, który przygotowywał mi kapitalne tło dźwiękowe. Myślę, że to dzięki jego muzycznemu wsparciu początek był całkiem niezły.

Dlaczego zaangażowałeś się właśnie w podcasty?

Kiedy spróbowałem ich za namową kolegi, youtubera kryminalnego Marcina Nyszki, to pomyślałem sobie, że to świetne medium. O wiele mocniej oddziałujące na odbiorców. Ten rodzaj budowania opowieści - zupełnie inny niż wtedy, kiedy pisze się powieść lub scenariusze - jest bardzo fascynujący. Gdy prowadzisz narrację, to od razu czujesz - jeśli jesteś w tym dobry - że uwodzisz. To specyficzny rodzaj doświadczenia, od którego można się uzależnić. Ale te podcasty traktuję jeszcze trochę po macoszemu. Nadal chciałbym być pisarzem. Chociaż czasami marzę o byciu  scenarzystą jakiegoś serialu.

Na jakim etapie teraz jesteś?

Eksperymentuję z różnymi formami i tematami, co czasami przynosi wzrost bądź spadek publiczności. Nie mogę się na tym całkowicie skoncentrować tak, jak inni podcasterzy czy youtuberzy, którzy nie pracują na etatach i nie mają innej pracy. Pewnie można by powiedzieć, że działam na pół gwizdka. No cóż, inaczej się nie da. Przynajmniej teraz.

Przez ostatni rok byłem skupiony głównie na habilitacji. Robiłem podcasty, trochę też pisałem nową powieść. Dzieliłem swoją osobę na trzy i nigdzie nie dawałem z siebie wszystkiego. Będę musiał wybrać. A ostatnio pojawiła się też jeszcze jedna opcja.

Jaka?

Jest związana z głosem, mówieniem, opowiadaniem audio. Niedawno wydałem książkę Chirurg. W jej fabule jest - jak to w prawdziwych śledztwach bywa - okres, gdy milicjanci kręcą się w kółko, czy utykają w ślepej uliczce na dwa-trzy miesiące, nie łapiąc żadnego sensownego tropu.

Kiedy usłyszałem prawdziwą historię kryminalną z Wielkopolski, to pomyślałem sobie, żeby poza tą książką stworzyć opowiadanie, które będzie jej brakującym ogniwem. Bo kiedy trwał bardziej jałowy proces śledztwa, to milicjanci nadal prowadzili jakieś czynności, mieli podejrzanych, a ja o tym nie napisałem. Chcę wykorzystać nieznaną historię kanibalizmu i stworzyć opowiadanie podcastowe.

Jaką formę przybierze nowy projekt?

Wydawnictwa zaczynają robić audiobooki, które zaczynają nieźle działać i są chwalone. Dogadałem się ze swoim nowym wydawcą, Oficynką, że pójdziemy za ciosem. Stworzę pięć opowiadań pod tytułem Zabójcze opowieści. Zrobimy z nich audiobooki, a potem wydamy papierową książkę, zbierającą te opowiadania.

Skąd tyle kierunków działań?

Nie wiem do końca. Nie potrafię skupić się na jednym, potrzebuję wielu wyzwań, coraz to nowych twórczych bodźców, chociaż jak już wspominałem zaczyna mnie to męczyć. Mam wrażenie, że znajduję w przełomowym momencie własnej biografii zawodowej. To po pierwsze.

A po drugie, zmierzam do stworzenia własnego uniwersum kryminalnego, które rozgrywa się w powieściach i podcastach. Chciałbym też kiedyś zaprojektować z kimś grę planszową. Chcę to uniwersum przekształcić w tzw. opowieść transmedialną, czyli rozgrywającą się w różnych kanałach, mediach, czy wymiarach rzeczywistości.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Michał Larek - dziennikarz, pisarz, wykładowca. Pracuje na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej UAM, gdzie bada literackie techniki przyciągania uwagi odbiorcy. Prowadzi podcast Zabójcze opowieści.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020