Kultura Poznań.pl

Varia

opublikowano:

Na smoka przyjdzie czas

- Księżniczki jeszcze nie ratowaliśmy, ale gracze musieli radzić sobie z gniewem Wiktorii Luizy - córki niemieckiego cesarza - mówi Szymon Dąbrowski*, autor gier miejskich i turystycznych.

, - grafika artykułu
Szymon Dąbrowski (w środku), fot. Anna Filipiak

Czy słusznie można Cię nazwać jednym z pionierów gier miejskich w Polsce? Jak to się wszystko zaczęło? Domyślam się, że przydała się tu Twoja harcerska przeszłość...

Zaczynaliśmy w 2006 roku, gdy otwarte gry realizowali Semp - performer z Warszawy oraz grupa Partyzantz ze Śląska. Nasz zespół znalazł się więc w gronie inicjatorów dużego dziś zjawiska. Zaangażowanie harcerskie dało mi praktyczne umiejętności, bo gry terenowe to ważny element metodyki skautowej. Tworząc pierwszą otwartą grę, wiedziałem już, jak się do tego zabrać...

W czym tkwi sukces gier miejskich? Co sprawia, że ludziom chce się wykonywać zadania, biegając kilka godzin po mieście?

Chyba każdy jako dziecko chciał przeżyć przygodę i odnaleźć skarb (czasem też zabić smoka i uratować księżniczkę). Później te marzenia gdzieś głęboko pozostają. W naszych grach można przeżyć przygodę, czasem również znaleźć skarb (rozbijając łomem zamurowaną skrytkę w podziemiach). Księżniczki jeszcze nie ratowaliśmy, ale gracze musieli radzić sobie z gniewem Wiktorii Luizy - córki niemieckiego cesarza. Na smoka jeszcze przyjdzie czas!

Kto bierze udział w grach miejskich? Czy przez lata zmienił się profil typowego gracza?

Chyba pozostał bez zmian. Większość zespołów tworzą ludzie młodzi - uczniowie i studenci, ale od początku nie brakowało rodziców z dziećmi czy dziadków z wnukami. Najstarszy uczestnik miał ponad 70 lat, najmłodszy 4, nie licząc tych w... wózkach.

Skąd pomysł, by oprócz gier miejskich zacząć tworzyć również gry bezobsługowe?

Organizacja gry to duże wyzwanie, a po kilku godzinach efekt pozostaje tylko w głowach uczestników i na fotografiach. Wpadliśmy więc na pomysł, by zrobić gry dostępne (niemal) cały czas. Chcieliśmy też zwiększyć szansę na udział osób z zewnątrz. Stąd nazwa "gry turystyczne" - bo turysta zawsze może z nich skorzystać. Początkowo nie doceniałem tego pomysłu, bo atutem naszych gier były spotkania z  animatorami. Okazało się jednak, że również gry turystyczne zdobyły swoich wiernych fanów.

Spora część Twoich gier ma charakter historyczny. Czy jako historyk uważasz, że gry to dobry sposób przekazywania wiedzy na temat dziejów miasta?

Zdecydowanie tak. Już nasza pierwsza gra dotyczyła powstania wielkopolskiego. Od początku zależało mi, by nie ograniczać się tylko do samej rozrywki. Reakcje uczestników pokazały, że był to strzał w dziesiątkę, choć mierzyliśmy się już z naprawdę trudnymi tematami (jak kryptologia w grach poświęconych złamaniu szyfru Enigmy).

Co podpowiedziałbyś tym, którzy chcieliby zorganizować swoją pierwszą grę?

Na pewno warto wziąć udział w warsztatach tworzenia gier, jakie od czasu do czasu organizujemy. Można też zapoznać się z narzędziami dla twórców gier (m.in. kreatorem gier mobilnych) w naszym serwisie www.miastotoplansza.pl. No i oczywiście - warto grać!

Rozmawiał Piotr Basiński

*Szymon Dąbrowski - twórca gier miejskich, planszowych i kryptologicznych, popularyzator wiedzy na temat dziejów Powstania Wielkopolskiego.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021