Jednym z pierwszych pytań, które kuratorki tej ekspozycji zadają odwiedzającym, jest pytanie o to, czy ufamy sztucznej inteligencji. W grupie, z którą odwiedziłem wystawę, nikt nie odważył się przyznać do zaufania wobec AI. Przynajmniej nie otwarcie. Tak jak i nikt nie ośmielił się napisać, że wyobraża sobie naszą przyszłość z nią w jasnych barwach. A i taką możliwość twórcy wystawy dopuszczają, w jednym z korytarzy pozostawiając całą ścianę na przyklejanie karteczek z odpowiedziami na pytanie o domniemane losy tej nieuchronnej symbiozy. Wspomniane karteczki są analogowe, stojąc niejako w opozycji do technologii. W wypisanych ręcznie długopisami i ołówkami notatkach dominował strach i lęk, poczucie beznadziei i konieczność walki. Przypomina to czasy, gdy najpierw bano się radia, następnie niepokój wzbudzała telewizja, a w dalszej kolejności nadejście ery komputerów.
Dla kuratorek wystawy, Sylwii Szykownej i Aleksandry Kosior, niezwykle ważnym komponentem jest jej walor historyczno-edukacyjny. Pojęcie sztucznej inteligencji zostało ukazane jako niekończący się proces, którego początków należy upatrywać w Mechanicznym Turku, wywodzącej się z XVIII wieku maszynie szachowej, która okazała się oszustwem - zamiast zaawansowanej technologii ruchami figur sterował po prostu schowany w jej wnętrzu utalentowany gracz. Oprócz dzieł wprost odnoszących się do tej szachowej mistyfikacji na wystawie znajdziemy wiele "kapsuł czasu", w których można prześledzić proces dochodzenia do AI, powstawanie kolejnych algorytmów i maszyn.
Artyści zgromadzeni wokół "Algorytmów Iluzji" bardziej dostrzegają w nich zagrożenia niż perspektywy. Widzą je jako próbę oszustwa (Weronika Gęsicka generująca nieistniejące ilustracje do nieistniejących haseł i ludzkie AI wytworzone przez grupę rybn.org), straszą możliwościami, na które używanie tej technologii pozwoli i w zasadzie już pozwala (skądinąd bardzo ciekawa praca Przemysława Jasielskiego "Kontroler Osądu - urządzenie do monitorowania wymiaru sprawiedliwości", w której algorytm wciela się w sędziego i wymierza kary cielesne). Zwizualizowane przez Joannę Żylińską - czy może raczej przez sztuczną inteligencję spytaną przez Joannę Żylińską - "Kwiaty zła" Charles'a Baudelaire'a to fantasmagoryczne stworzenia budzące w oglądających odrazę. Natomiast przyrząd stworzony przez Jakuba Koźniewskiego generujący obraz na podstawie włożonego wysiłku ludzkiego staje w opozycji do tworzenia za pośrednictwem sztucznej inteligencji - tworzenia bezwysiłkowego, w którym akt twórczy sprowadza się do wpisania odpowiedniego prompta (frazy, polecenia czy zapytania, które prowadzi do uzyskania odpowiedzi od narzędzia sztucznej inteligencji lub do wykonania przez nie jakiegoś zadania - przyp. red.).
I tak, bojąc się kolejnych wytworów sztucznej inteligencji, mijając "Kenosofię" Pawła Janickiego, czyli wielki ekran z kamerą, którego algorytm próbuje rozpoznawać, nazywać i klasyfikować oglądających w oparciu o prozę H.P. Lovecrafta, dochodzimy wreszcie do pracy kluczowej, crème de la crème prezentowanych w zamkowych przestrzeniach "Algorytmów Iluzji". Do dzieła, które wystawę wieńczy, jest jej grande finale, a zarazem pracą tak naprawdę nigdy się niekończącą, którą jej autorzy mogliby aktualizować do końca świata. Mowa o "Calculating Empires" autorstwa Kate Crawford i Vladana Jolera. Monumentalizm tej pracy przytłacza, ogrom wgniata w podłogę, a kompletność sprawia, że nie chce się opuszczać Zamku. Wchodząc do Sali Kominkowej (miejsce nie jest przypadkowe, ale o tym za moment), zostaniemy skonfrontowani z historią technologii. Każdej technologii.
Obejrzeć, ale tak świadomie obejrzeć, całość dzieła Crawford i Jolerta wprost nie sposób. Można spędzić w wieńczącej wystawę sali kilka czy kilkanaście godzin, można powracać, a i tak nie uda się zanotować w pamięci wszystkich misternie utkanych przez artystyczny duet powiązań. W końcu ich mapa technologii i siły to tak naprawdę mapa wszystkiego. Militaria, medycyna, władza, internet, smartfony, film, telewizja, fotografia, edukacja, biopolityka, industrializacja i postindustrializacja, architektura, nawigacja... Godzinami można wymieniać poruszone w tej pracy tematy. Bo czy jest jakakolwiek dziedzina współczesnego życia niezalezna od technologii? Czy da się od niej uciec, zupełnie wyłączyć się z onlajnu do offlajnu, nie wkładać wtyczki do gniazdka?
Praca tego australijsko-serbskiego duetu idealnie pokazuje naszą zależność. Robi to swoim rozmiarem, a zarazem czytelną formą i prostotą. Wykres z datami, do tego kolumny i wiersze, odnogi i odnóża, punkty styczne w poprzek, wzdłuż i wszerz. Jak jedna wielka, przerażająca strona Excela, marzenie wszystkich księgowych świata dążących do tego, by zielony arkusz kalkulacyjny objaśniał nam świat. "Calculating Empires" robi to, bezdusznie i z nieludzką surowością. To ostatnie nie powinno dziwić, bo chociaż umieszczone na mapie hasła odwołują się do wytworów stworzonych przez człowieka, to spoglądając w górę tej mapy, tam gdzie lata na wykresie zbliżają się do roku 2025, człowieka widzimy jednak coraz mniej.
Obiecałem wrócić do umiejscowienia "Calculating Empires", którego dokonały kuratorki "Algorytmów Iluzji" w przestrzeniach CK Zamek. Jest w tym pewien smaczek. Praca Crawford i Jolera znalazła swoje miejsce w Sali Kominkowej, czyli w gabinecie, który w czasach Trzeciej Rzeszy miał służyć Adolfowi Hitlerowi. Praca opowiadająca o technologii i władzy trafiła do miejsca kojarzonego z człowiekiem, który władzę i technologię wykoślawił do granic możliwości. Niech to posłuży za przestrogę.
Adam Jastrzębowski
- Wystawa "AI - algorytmy iluzji"
- CK Zamek
- czynna do 12.07
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026