Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Taniec dla wtajemniczonych

Polska Platforma Tańca to festiwal dla określonej (wąskiej) grupy odbiorców.

"Oops" Anity Wach. Fot. materiały oganizatorów - grafika artykułu
"Oops" Anity Wach. Fot. materiały oganizatorów

Sama nie tańczę, ale przez to, że ruch jest językiem uniwersalnym, niecierpliwie czekałam na 6 grudnia. Właśnie wtedy Poznań miał się zamienić w stolicę tańca. Nastawiłam się na coś wyjątkowego, ponieważ wiedziałam, że dwanaście spektakli, które znalazły się w programie Polskiej Platformy Tańca zostało starannie wybranych. Organizatorzy zaznaczali, że prezentacje są na najwyższym poziomie i że festiwal jest ważnym wydarzeniem zarówno dla artystów, jak i dla nas, widzów.

Zobaczyłam tylko dwa spektakle. To wystarczyło mi, by przekonać się, że festiwal jest przeznaczony dla wąskiego grona odbiorców. Nie widziałam tam ludzi, którzy przyszli na spektakl, bo chcieli inaczej spędzić popołudnie. Na widowni i na scenie byli tancerze, którzy najwyraźniej rozumieją język, który dla mnie był raczej obcy... Język ciała, który tylko pozornie łączy wszystkich ludzi.

Poza tym na obu prezentacjach - jednej w świeżo wyremontowanym gmachu CK Zamek i drugiej w Słodowni Starego Browaru - większą część widowni stanowili obcokrajowcy. Miałam wrażenie, że wszyscy się znają i stanowią zamkniętą grupę. I właśnie z myślą o nich przygotowano prezentacje w angielskiej wersji językowej. Na dwóch spektaklach, które zobaczyłam, zabrakło tłumaczeń (na język polski). Twierdzę, że mogło to przeszkadzać w odbiorze widzom, którzy nie posługują się językiem zza Tamizy.

Słowa górą

Fakt - słów nie padło wiele, jednak w jednym ze spektakli były kluczowe. Mam na myśli "Oops"- projekt Anity Wach. Podczas przedstawienia artystka dyskutowała ze... sceną, która zwracała się do widzów i tancerki za pomocą wyświetlanych napisów. Ten pozornie prosty dialog nadał kolorytu spektaklowi. Aktorka i scena cały czas się oszukiwały i wprowadzając się w błąd, dowcipnie negowały swoje istnienie. Scena wydawała się zmuszona do tolerowania obecności tancerki. Anita Wach pokazała, jak można w naturalny sposób poruszać się na scenie, jednocześnie nie zapominając o warsztacie, jaki się posiada. Jej dialog ze sceną był lekki, przyjemny i oryginalny. Jednak, choć był to projekt taneczny, słowa były nie mniej ważne.

Język obcy

W niedzielę, ciągle z nadzieją, że zobaczę coś, o czym będę rozmyślała przez kolejnych kilka dni, wybrałam się na pokaz Alexa Baczyńskiego. I... poczułam się na nim całkowicie i bezwzględnie wyobcowana. Być może moje poczucie samotności było spowodowane brakiem wrażliwości lub niewiedzą, jednak niespełna godzinny spektakl trwał dla mnie wieczność. W przedstawieniu punktem wyjścia były zapisy Oscara Schlemmera i jego partytura do "Baletu Triadycznego". A w praktyce młody mężczyzna biegał po sali, rzucał się na podłogę, skakał i machał rękoma. Z klasycznym baletem nie miało to nic wspólnego. Z czymś nowoczesnym, co wyrosło na jego gruncie, również. Miałam wrażenie, że niemalże każdy, kto wszedłby na scenę, mógłby wykonać te sekwencje. Powolne w czasie szumu morza czy śpiewu ptaków i rytualne, szaleńcze, nieopanowane i chaotyczne podczas dźwięków jak z koncertu rockowego, przy których widownia zatykała uszy. Język, jakim posługiwał się Alex Baczyński, znają chyba nieliczni... Ja do tego grona niestety nie należę.

Monika Nawrocka

  • Polska Platforma Tańca 6-9.12
  • "OOPS", Anita Wach/Via Negativa
  • "Displaced and perforated" Alex Baczyński-Jenkins
Odwiedź także: