Kultura Poznań.pl

Teatr

opublikowano:

Wszystko na przekór!

Nie wierzymy w sprawiedliwość, w USA, w piękno bezinteresownego dobra i w oczywistą brzydotę zła - mówią twórcy tego spektaklu.

12 gniewnych ludzi, fot. B. Sowa
12 gniewnych ludzi, fot. B. Sowa

Mowa o przedstawieniu " Dwunastu gniewnych ludzi" w Teatrze Nowym. Jego autorzy dodają również, że nie wierzą w triumf demokracji oraz w możliwość przedłożenia dobra publicznego nad własne.

Ten spektakl to teatralna wersja znanego filmu z 1957 roku, do którego scenariusz napisał Reginald Rose, a wyreżyserował go Sidney Lumet. Spektakl - jak film - opowiada historię dwunastu ławników: nie znających się wcześniej mężczyzn, którzy zasiedli w jednym pokoju, by wydać wyrok w sprawie nastolatka oskarżonego o zabójstwo ojca. Wyrok nie zapadł od razu, ponieważ panowie nie byli jednogłośni. Przysięgły numer 8, którego w filmie zagrał Henry Fonda, stwierdził, że młodzieniec jest niewinny. Był jedynym, który nie chciał go skazać na krzesło elektryczne. Przekonał też wszystkich pozostałych przysięgłych do swojego zdania i uratował oskarżonego. W filmie wygrało dobro i prawda. Stał się on triumfem demokracji, pochwałą panującego w USA ustroju. Dał poczucie, że tam - mimo uprzedzeń - zawsze wygrywa dobro i prawda. Kolejne pokolenie karmiły się tym poczuciem.

Tymczasem twórcy przedstawienia w Teatrze Nowym zaznaczają, że spektakl nie jest repliką kultowego dzieła z lat 50-tych. Wręcz przeciwnie. Reżyser Radosław Rychlik - w przeciwieństwie do Lumeta - nie wierzy w USA, w mit demokracji i w oczywiste zwycięstwo dobra. Chciałby natomiast, by zaproszona na jego spektakl dziewczyna, po wyjściu z teatru, urządziła awanturę swojemu chłopakowi. Dlaczego? Ponieważ "awantura jest początkiem prawdy".

Twórcy w czasie konferencji prasowej przed premierą powiedzieli także, że pierwszym etapem pracy nad spektaklem było znalezienie odpowiedniej formy teatralnej, bo film jest bezdyskusyjnie niedościgniony. Nie wierząc w to, że widza zaciekawi ciągła rozmowa dwunastu mężczyzn, którzy są zamknięci w małym pomieszczeniu, wybrali coś zupełnie innego. Padło na Dużą Scenę, ponieważ wszystko miało być na przekór i to właśnie najbardziej zauroczyło w ich pomyśle dyrektora Teatru Nowego - Piotra Kruszczyńskiego. Twórcy wybrali dużą przestrzeń, w której panowie ze sobą konkurują i posługując się prostym językiem opowiadają o sobie. Mówią o swoich problemach, wadach, pragnieniach i traumach, zapominając jednocześnie o tym, w jakim właściwie celu znaleźli się w tym miejscu.

Anna Maria Karczmarska, która przygotowała scenografię oraz kostiumy, powiedziała, że wybrali otwartą, dużą przestrzeń, ponieważ aktorzy będą "biegać, skakać, żonglować i ziać ogniem". W spektaklu nie będzie zbliżeń, które wykorzystano w filmie. Tu łatwiej będzie wydobyć gest - tłumaczyła scenografka. Wspomniała również, że nad sceną zamontowała ogromnego, wściekłego psa, który "jest symbolem i daje ogromne pole do interpretacji". To "wiszący fetysz". To "rzeźnia", jednak "nikt nie będzie mordował zwierząt".

Na koniec artyści dodali, że czas akcji oraz miejsce się nie zmieniło. Historia dzieje się w USA, ba artyści woleliby, by "zniesmaczeni tą sztuką teatromanii związali ją wyłącznie z amerykańską przestrzenią".

A co ze spektaklu ma wynieść widz? Z tym pytaniem twórcy pozostawili nas samych. Powiedzieli jednak, że "dobry czasem bywa złym, a zły dobrym".

Monika Nawrocka

  • Teatr Nowy im. Tadeusza Łomnickiego
  • "Dwunastu gniewnych ludzi" Reginalda Rose'a
  • przekład i dramaturgia Jan Czapliński
  • reżyseria Radosław Rychlik
  • scenografia i kostiumy Anna- Maria Karczmarska
  • muzyka Michał Lis
  • choreografia Rafał Urbacki
  • obsada: Michał Kocurek, Grzegorz Gołaszewski, Tomasz Nosiński, Zbigniew Grochal, Mariusz Zaniewski, Mariusz Puchalski, Tadeusz Drzewiecki, Mateusz Ławrynowicz, Wojciech Deneka, Andrzej Lajborek, Cezary Łukaszewicz, Janusz Andrzejewski
  • premiera: 2.03. g. 19
  • kolejne spektakle: 3.03. g. 19 (premiera Loży Patronów) a także 6.03. (premiera prasowa i studencka) oraz 7.03. g. 19