Kultura Poznań.pl

Teatr

opublikowano:

Stare dobre baśnie z kłami

"Był sobie raz mężczyzna, który miał trzy żony. Żadna z nich nie dawała mu potomstwa, więc... zabił je wszystkie" - tak rozpoczyna się monodram Opowieści z pustyni: Blask kaganka w Baraku Kultury. Już wiele lat przed Alfredem Hitchcockiem Vijydan Detha wiedział, jak ważne dla całej opowieści jest odpowiednio dynamiczne rozpoczęcie.

.
fot. Emilia Staszków

Baśń to jeden z gatunków literackich, któremu z biegiem czasu bardzo mocno spiłowano kły i stanowczo nakazano być grzecznym i dobrze ułożonym. Clarissa Pinkola Estes, amerykańska pisarka i psychoanalityczka, nie wypowiadała się pochlebnie o tej tendencji, ostrzegając wręcz, że baśń wyczyszczona na błysk ze wszystkich ciemnych naleciałości nie ma szansy zadziałać na słuchacza z taką samą mocą i przekazać mu tych samych uniwersalnych wartości, co jej starsza, "brudniejsza" forma. Można to zresztą zauważyć już przy rozpoznaniu gatunku, który kojarzy się teraz przede wszystkim z historiami dla dzieci, niepozbawionymi dzielnych i interesujących bohaterów oraz dynamicznych przygód i awantur, ale nadal przeznaczonymi głównie dla ucha młodszego słuchacza.

Czy dzięki współczesnym bajarzom, takim jak Madar Purandare, baśń ma szansę wreszcie znów zapuścić kły i trochę się pobrudzić? Tak! I to wcale nie oznacza, że należy się tej baśni obawiać i podchodzić do niej jak do jeża. Przeciwnie, warto zająć miejsce w pierwszym rzędzie i otworzyć umysł na dziecięce zdziwienie, które potem, dzięki magicznej sztuce transmutacji, przemieni się w zupełnie dorosłe zrozumienie. Na czas transmisji online zajęłam zatem pierwsze miejsce na pierwszorzędnej domowej kanapie i całkowicie uległam egzotycznej magii wypełzającej z ekranu.

Domyślam się, że godzina 22 wybrana przez organizatorów wydarzenia, nie była przypadkowa. To czas, kiedy umysły większości z nas już dryfują w kierunku relaksu i snu - nie w głowie nam wtedy ani domowe obowiązki, ani zawodowe formalności, a wszystkie nagromadzone napięcia zaczynają powoli ustępować. O tej porze, niezależnie od pory roku, jest już całkowicie ciemno i nietrudno wyobrazić sobie naszych protoplastów, którzy słuchali tych samych lub bardzo podobnych opowieści, za źródło światła mając jedynie kaganek świecy lub (na dalekim wschodzie) płomyk zapalonej lampy. Ta godzina jest też dobitnym podkreśleniem ostrzeżenia organizatorów - tym razem nadstawiają ucha wyłącznie słuchacze dorośli.

Monodram w wykonaniu Madara Purandare to zresztą uczta nie tylko dla ucha. Ciemność spowija całą scenę, a poszczególne jej segmenty oświetlane są tylko wtedy, gdy wymaga tego akcent w opowieści. W najbardziej tajemniczym momencie w mroku widać jedynie twarz bajarza oraz wątły płomyk orientalnej lampy, który po chwili gaśnie, pogrążając scenę w całkowitej czerni. Sam Purandare wygląda jak postać wyrwana ze środka baśni Dethy. Ten aktor o hinduskich korzeniach zakłada kolorową tunikę, która mieni się różnymi barwami w zależności od światła. Wszystkie szczegóły sceniczne oraz kolorystyczne są tutaj dopracowane bardzo pieczołowicie, wszystko to pomaga orientalnej gawędzie wybrzmieć jeszcze lepiej.

Sama opowieść jest inspirowana twórczością Dethy, który zasłynął jako pisarz oraz zbieracz starych baśni Radżastanu (stanu w północno-zachodnich Indiach). Wraz ze śpiewakiem Komalem Kotharim założyli instytut, w którym obaj, niczym radżastańscy bracia Grimm, dokumentowali folklor oraz wszystkie ludowe naleciałości z tego regionu. Ktoś mógłby zauważyć, że to m.in. z Indii pochodzą Baśnie Tysiąca i Jednej Nocy. I uważny, zaznajomiony z opowieściami Szeherezady słuchacz na pewno dostrzeże kilka związków, lecz tylko kilka. Według Piotra Kłodkowskiego bowiem (autora książki Imperium Boga Hanumana), mówienie o Indiach jako o jednym kraju to jak generalizowanie całego kontynentu europejskiego. Radżastan jako region może się pochwalić pewnym unikatowym nurtem opowieści, których uniwersalizm jest zdecydowanie trudniejszy do wyłapania niż w przypadku dobrze nam znanych, popularnych baśni.

Dlaczego trudniejszy? Bo nie jest czarno-biały. Słuchacz, porwany emocjami, może kibicować stronie, która finalnie wcale nie okaże się tą zwycięską. Dlatego na pierwszym poziomie zrozumienia baśni niemal każdy słuchacz może poczuć się nieco zdezorientowany i skonfundowany. Różnice kulturowe oczywiście się pojawiają, lecz nie są one utrudnieniem - raczej pomostem do tradycyjnego, uniwersalnego słuchania, ponad podziałami. Dlatego właśnie warto słuchać takich baśni. Pomagają odrzucać szablony myślowe, przekonają słuchacza do tego, że uprzedzenia i myślowe skróty warto zostawić za drzwiami. Tu jest miejsce tylko dla opowieści i chłonącego ją, otwartego ducha.

Izabela Zagdan

  • monodram on-line  Opowieści z pustyni: Blask kaganka
  • Fundacja Barak Kultury
  • online
  • premiera: 29.04

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020