Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Ten stres jest też we mnie

- Dziś określenia "marksizm kulturowy" używa prezydent Polski i inne osoby, które są na szczycie władzy. A jeśli takie słowa wypowiadają osoby u władzy, to są one opiniotwórcze, kulturotwórcze i prawotwórcze - mówi artystka Liliana Piskorska*. Jej wystawa Łagodny bieg w dół w ramach programu Rezydenci w rezydencji w Centrum Kultury Zamek zostanie otwarta 3 września. Odbędą się również trzy spotkania, z których pierwsze pt. Dziwne narzędzia - już w tę środę.

. - grafika artykułu
Liliana Piskorska rozpoczyna trzymiesięczną rezydencję, fot. Maciej Kaczyński/CK Zamek

Opowiedz, czym zajmowałaś się w trakcie rezydencji w Zamku.

Rezydencja ta z założenia miała być badawcza. Nie przyjechałam tutaj z myślą, że zrobię projekt i będzie on zakończony po trzech miesiącach, ale chciałam go rozpocząć i pracować nad nim dalej w kolejnych latach. Było to dla mnie idealnym rozwiązaniem. Nie zamierzałam też robić czegoś, co jest klasycznie rozumianą wystawą, tylko stworzyć pewnego rodzaju przestrzeń odbioru, która jest trochę jak badanie socjologiczne czy "pseudodziennikarstwo".

W jakim sensie?

W sensie tworzenia teorii spiskowych. Wszystkie informacje, które znajdą się w tej przestrzeni, pochodzą z alternatywnych mediów prawicowo-nacjonalistycznych. Opowieści spiskowe tworzy się bez sprawdzenia źródeł, w sposób dość autoreferencyjny, w którym jeden fakt dostosowuje się do kolejnego. W tworzonej przeze mnie instalacji prezentuję nagromadzenie mitów i opowieści spiskowych, doprowadzone do momentu kulminacyjnego zagęszczenia. Taka sytuacja przestrzenna ma pokazywać ilość wiedzy i opowieści wytwarzanych, łączonych ze sobą i pączkujących od siebie.

Co takie polskie media prawicowo-nacjonalistyczne odróżnia od ich odpowiedników zagranicznych?

Jest to nasz polski wynalazek, rodzime prawicowe opowieści spiskowe są bardzo związane z krytyką Unii Europejskiej. W Stanach tego oczywiście nie ma, ale nasz alt-right bardzo intensywnie wyewoluował w stronę antyunijności. Jest to dla mnie bardzo interesujące. Może nie jest to widoczne w tych mediach na pierwszy rzut oka, bo najsilniej wyróżniają się w nich przede wszystkim słowa-klucze. Teraz najbardziej widoczna jest kwestia LGBT, a wcześniej były to aborcja, gender itd. Pojawiają się też kwestie związane z konwencją stambulską. Ale wiele z nich podszyte jest grubą warstwą antyunijności.

Czy już wcześniej interesowałaś się teoriami spiskowymi, zbierałaś prawicowe gazetki, czy nigdy nie były one obiektem twojej fascynacji?

No nie, nigdy się tym nie fascynowałam. Raczej te teorie i mity spiskowe przyszły do mnie i zainteresowały się mną, jako nienormatywną seksualnie osobą w Polsce, obywatelką i człowiekiem. Nie tyle miałam ochotę się nimi zajmować, co nie mogłam ich po prostu ignorować. Zastanawiałam się: "co na poziomie emocjonalnym, robi mi to, że te wszystkie mity, które kiedyś można było ignorować, nagle przeszły do mainstreamu, nagle nie są częścią dalekiego marginesu?".

Jak długo już pracujesz nad tym zjawiskiem?

Research do tego projektu zaczęłam ponad rok temu. Nie interesują mnie wszystkie opowieści i mity spiskowe, a tylko te, które są używane w sposób narzędziowy przez ruchy prawicowe do osiągania konkretnych politycznych celów. To przede wszystkim fikcyjne pojęcie "marksizm kulturowy". Jest to przykład mitu totalnego, totalnej teorii spiskowej, która w ciągu zaledwie kilku lat bardzo w Polsce wypączkowała na obrzeżach i weszła do polityki. Dziś określenia "marksizm kulturowy" używa prezes PISu i inne osoby, które są na samym szczycie władzy. A jeśli takie słowa wypowiadają osoby u władzy, to stają się one opiniotwórcze, kulturotwórcze i prawotwórcze. Mają przez to zupełnie inną wagę.

Czy wystawa jest podsumowaniem rezydencji w Poznaniu?

Jest to jeden z elementów, ale nie jedyny. Moim głównym założeniem było wytworzenie formatów spotkań, które miałyby emocjonalnie przetwarzać potęgujący się dyskurs prawicowy. Tą wzbierającą falę, która sprawia, że tak często czujemy się bezsilnie. Dzięki rezydencji w Zamku mam przestrzeń na to, aby stworzyć formaty, które mogą być potem reprodukowane także i w innych miastach, dla innych grup. Są one czymś pomiędzy storytellingem a warsztatami. Sama przestrzeń/wystawa bardziej skupia się na wiedzy, na tym co idzie z głowy, a spotkania mają bardziej skupiać się na tym co idzie z serca: bardziej na poziomie bycia ze sobą, wsparcia, dzielenia się, przetwarzania w jakiś sposób tej systemowej społecznej traumy.

Cały czas muszę się mierzyć się z tym, jak to wszystko przeprowadzać. Moja rezydencja pierwotnie miała przebiegać w oparciu o spotkania i zacząć się już w marcu, ale cały świat się zmienił. Projekt został przesunięty i teraz zastanawiam się nad tym, jak go robić w tym nowym dziwnym świecie - trochę online, a trochę offline.

Opowiedz o pierwszym spotkaniu Dziwne narzędzia.

To wydarzenie dotyczące dziwnych narzędzi sztuki. Będziemy się łączyć online i offline z artystami i artystkami, które będą się z nami dzieliły swoimi "dziwnymi narzędziami" działania poprzez sztukę. Chociaż sztuka nie jest może potężnym narzędziem, to może ukazywać, w jaki sposób działa społeczeństwo i obnażać te z jego struktur, o których czasem nie pamiętamy, bo są one dla nas tak przezroczyste.

Bardzo cieszę się na to spotkanie, bo dużo osób związanych ze światem sztuki zgodziło się wziąć w nim udział. Będzie to możliwość, aby porozmawiać z artystkami i artystami, którzy działają poza Poznaniem i nie miały/mieli tutaj wcześniej dużej widoczności.

A kolejne spotkania?

Dwa pozostałe spotkania odbędą się podczas trwania wystawy: 23.09 oraz 3.10. Jedno z nich będzie się skupiało na temacie grupowego stresu mniejszościowego, który wydarza się nie na poziomie indywidualnym, a na poziomie grup społecznych, poprzez systemową dyskryminację. Taki systemowy mniejszościowy stres to jest coś, co cały czas ci towarzyszy, jeśli jesteś osobą dyskryminowaną. To jest coś, co jako lesbijka bardzo mocno odczuwam w ostatnich latach i miesiącach w Polsce. Spotkanie ma być próbą namysłu, jak sobie z tym radzić - ale nie na poziomie intelektu, a emocji.

Co ta praca daje tobie - czy pozwala się uporać z traumą, czy raczej przytłacza?

Nie jest tak, że sprawiało mi przyjemność śledzenie treści w tych najbardziej nieprzefiltrowanych, i w związku z tym, bardzo przemocowych, zakątkach internetu.

A czy nabrałaś do tego tematu dystansu?

Jednocześnie nie i tak. Nie na początkowym etapie. Ale mam wrażenie, że im dłużej się tym zajmuję i im częściej pojawią się w tym spotkania z innymi ludźmi, rozmowy, dzięki którym przestaje się być w tym samym, przez co pojawiają się momenty wspólnego przerabiania tego problemu - to myślę, że tak.

Dzięki moim działaniom, bardzo dużo przetwarzam w swojej głowie. Wychodzę jednak z założenia, że sztuka nie jest terapią i jej nie zastąpi. Ostatni czas w Polsce i na świecie był bardzo trudny, prawda? Szalenie stresujący. Dla osób LGBT czas wyborów prezydenckich i ilość nienawiści, która lała się na nas od polityków i z mediów była nieprawdopodobna. Ten stres jest też we mnie, cały czas jest ze mną, budzę się z nim rano i z nim zasypiam. Nie da się go zapomnieć, wyłączyć, zignorować, bo jest zapisany w ciele.

Zastanawiam się, jak o tym opowiadać przez różne działania artystyczne. Jak sobie radzić z tym stresem, z tym strachem, nie przez wypieranie, tylko przez przechodzenie przez jego etapy. A wydaje się pociągające, żeby to wypierać i starać się myśleć o innych rzeczach, chodzić z psem na spacery, robić rzeczy w ogrodzie. Ale wiem, że na dłuższą metę nie jest to skuteczne.

Jakie rodzi to też niebezpieczeństwa?

Zastanawiam się, jak nie wypierać, a jednocześnie nie spalić się, nie wypalić zajmując się tematami, które są bardzo polityczne w tym trudnym momencie politycznym, który mamy w Polsce.

Co zrobisz po zakończeniu rezydencji w Poznaniu?

Do końca roku mam również zaplanowane dalsze trzy spotkania, które odbędą się już w innych miastach. Projekt zaczynam teraz, a będę go kontynuowała przez kolejne dwa lata, już poza Poznaniem i na innych zasadach. Jego kolejną część będę realizowała w przyszłym roku na rezydencji w Utrechcie.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Liliana Piskorska - rocznik 1988, artystka wizualna, doktor sztuk pięknych. Absolwentka Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, w 2011 studentka Uniwersytetu Warszawskiego. W 2017 obroniła pracę doktorską Pragnienie kontaktu na toruńskim Wydziale Sztuk Pięknych. Od 2013 roku członkini Grupy nad Wisłą. Finalistka Forecast Forum w Haus der Kulturen der Welt w Berlinie w 2017 roku. Laureatka nagrody publiczności: Spojrzenia 2019: Nagroda Deutsche Bank. W swojej działalności artystycznej analizuje problematykę społeczną z perspektywy radykalnej wrażliwości, zakorzenionej w praktyce i teorii feministyczno-queerowej i feministyczno- posthumanistycznej. W Poznaniu przebywa na rezydencji w ramach programu Rezydenci w rezydencji w Centrum Kultury ZAMEK.

  • wystawa Łagodny bieg w dół
  • 3.09, g. 18
  • sala 22 i Dziedziniec Różany CK Zamek
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020