Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Kryptologia jest muzyką

- To od nas zależy, co zrobimy z tym cudownym wehikułem czasu, jakim jest Centrum Szyfrów. Uważam, że sama kryptologia nie wystarczy. Trzeba poszerzyć spektrum oddziaływania Enigmy o kontekst artystyczny, ponieważ jest to bardzo inspirujące narzędzie- mówi Patryk Piłasiewicz*, kompozytor, rezydent Centrum Szyfrów Enigma.

. - grafika artykułu
Patryk Piłasiewicz, fot. archiwum prywatne

Niedawno otwarto w Poznaniu Centrum Szyfrów Enigma. Skomponował Pan muzykę na inaugurujący weekend. To nie jedyne Pańskie związki z Enigmą - od lat interesuje się Pan jej historią. Skąd zainteresowanie nią i jak realizował Pan tę pasję?

Dla mnie to jest ciekawa historia na każdej płaszczyźnie. Enigma nie tylko jest moim zainteresowaniem, wręcz zaprogramowała mi sposób patrzenia na to co robię na co dzień - muzykę. W historii Enigmy, procesie szyfrowania i deszyfrażu i społecznej otoczce, która jej towarzyszyła, widzę metaforę ludzkich zmagań z tworzeniem, pamięcią i odszukiwaniem jej śladów we własnym życiu. Dzięki tej drodze zupełnie inaczej rozumiem siebie samego. Choć to patetycznie brzmi, dostrzegam, ile tajemnic jest w ludzkim życiu. Traci się też złudzenie, że rzeczy są proste: elementy tworzące rzeczywistość są nieskomplikowane, ale relacje między nimi powodują, że musimy być kryptologami.

Moje zainteresowanie Enigmą zaczęło się od warsztatów fotograficznych w 2013 roku. Dano mi tam temat, którego nie zrealizowałem, bo był zbyt obszerny. Miałem "opowiedzieć" zdjęciami o muzyce bez użycia bezpośrednich odniesień. Długo szukałem klucza, aż przyszła mi do głowy Enigma. Zauważyłem, że w języku angielskim słowo sheet oznacza kartkę papieru, płachtę, ale też partyturę. Skojarzyłem to z płachtami Zygalskiego i zacząłem podążać w stronę zacierania i odkrywania śladów, palimpsestów, ukrytych czy zatartych tekstów. Spojrzałem przez obiektyw na podest dyrygenta, którego antypoślizgowa powierzchnia przypomina papier ścierny. Na tym papierze jest mnóstwo różnych linii, które budują zapis wielu symfonii, niemożliwych do "odczytania". Wiemy tylko, że kiedyś były: zabrzmiały w tym miejscu, grane przez orkiestrę i słuchane przez publiczność. Fotografowałem też filharmoniczne instrumenty, na przykład stupięćdziesięcioletni kontrabas, który jest  popękany, porysowany i wielokrotnie klejony. To "przenikanie" przez kolejne warstwy było doświadczeniem podróży. Trafiłem też na teorię archeologii obrazu Georges'a Didi-Hubermana i pamięci jako zapisu warstw - pasowało to idealnie do koncepcji  płacht Zygalskiego. Mojej "enigmowej" podróży towarzyszył research, który zaczął się od wizyty u państwa Bryschaków. Gdy znalazłem się niedaleko dawnego domu Henryka Zygalskiego, zadzwoniłem spontanicznie i zapytałem, czy kiedyś się spotkamy. W odpowiedzi usłyszałem dzwonek domofonu otwierający drzwi. Spędziłem wspaniały czas z ludźmi, którzy przeżywają tę historię bardzo mocno. Od tego się zaczęło.

Jak to jest widzieć, że CSE staje się rzeczywistością? Czy ono wystarczy, żeby poznać tajemnice Enigmy?

To jest wielkie wzruszenie. Powierzono mi rezydencję artystyczną w Centrum i dzięki temu przychodzę tam, kiedy tylko mogę. Oddychałem tym powietrzem jeszcze przed otwarciem. Jednak to miejsce zacznie żyć, dopiero gdy pojawią się w nim ludzie. To od nas zależy, co zrobimy z tym cudownym wehikułem czasu, jakim jest Centrum Szyfrów. Uważam, że sama kryptologia nie wystarczy. Trzeba poszerzyć spektrum oddziaływania Enigmy o kontekst artystyczny, ponieważ jest to bardzo inspirujące narzędzie. Dla mnie - muzyka, który nie potrafi zastosować wzoru iloczynu permutacji - liczy się inspiracja. Siłą rzeczy musi mi wystarczyć to, co widzę. W żartach mówię, że "żeruję na okruchach", by znaleźć inspirację na obrzeżach matematyki, którą darzę nieodwzajemnioną miłością. Myślę, że wiele osób szuka inspiracji i dostrzega w Enigmie nie tylko narzędzie matematyczne. Chcą na przykład doświadczyć Enigmy jako rzeźby przestrzennej lub ją usłyszeć, w wyobraźni pójść śladami konstruktorów maszyn szyfrujących, którzy często byli potomkami kompozytorów. Chcą spojrzeć na kryptologię ze strony innej niż matematyka, ale bardzo jej bliskiej - wiele maszyn szyfrujących miało przecież klawiatury fortepianowe. Pisał o tym Marek Grajek w książce Nie tylko Enigma. Ryba, która przemówiła.

Środowiskiem naturalnym Enigmy jest eter, czyli przestrzeń nasłuchu. Daje mi to przekonanie, że trzeba mówić o Enigmie jako o instrumencie. Przyciągnie to do Centrum Szyfrów ludzi wrażliwych nie tylko na matematykę czy programowanie, ale również otwartych na artystyczny eksperyment. Umożliwi postawienie się w pozycji Rejewskiego, Zygalskiego i Różyckiego z samego początku ich kryptologicznej walki. Oni na starcie dostali "nic" - stos kartek w różnym kolorze i formacie, posklejanych chaotycznie i informację, że z tym nie da się nic zrobić. Z tej bezsilności wysnuli coś genialnego. Idźmy ich śladem.

Zajmuje się Pan wieloma gatunkami muzycznymi - praca w Filharmonii Poznańskiej, w Akademii Muzycznej jazz, własne projekty. Jak połączyć tak różne światy? Mówiąc żartem - czy one się Panu nie mylą?

Nie, ponieważ to jest trochę jak podróżowanie. Można być w wielu miejscach i elementem wspólnym jest to, że jesteśmy. To jest okej, gdy zachowujemy ostrość patrzenia i wewnętrzną przestrzeń, by przyjąć to, co jest, a nie tylko pytać, czy to jest to, czego oczekujemy. Jak spojrzymy na historię muzyki, to niewiele jest różnic w istocie i wyrazie na przykład między chorałem gregoriańskim a bluesem. Różnią się one szerokością geograficzną i sposobem utrwalania dźwięków. Przekaz, który dotyczy człowieka, pozostaje niezmienny. Muzyka działa w trzech obszarach niezależnie od epoki: jest hymnem, lamentacją albo medytacją. Radość, smutek lub wewnętrzna podróż. Myślę, że to się nie będzie myliło.

Skąd czerpie Pan inspiracje i pomysły? Jak wygląda Pański proces tworzenia?

Nie wiem. Pomysły często same mnie znajdują. Lubię oglądać rzeczy "pod światło" i zastanawiać się, co jest wspólnego między poszczególnymi elementami, które są od siebie odległe. Zadaję sobie wtedy pytanie, czy rzeczywiście są odległe. Dlatego moja głowa jest zaprogramowana na nietypowe pomysły. One mnie znajdują i czasem jest wręcz "eureka!" - podskok na fotelu i muszę natychmiast zanotować coś, co przyszło mi właśnie do głowy.

Na czym będzie polegać Pana rezydentura w CSE?

Powierzono mi zrealizowanie czterech projektów do końca roku. Będziemy nad nimi pracować wspólnie z kierownictwem Centrum Szyfrów. Na pewno będę realizować projekt Cyfrodziewczyny o udziale kobiet w kryptologii. Pierwszy kod napisała przecież kobieta: córka lorda Byrona, Ada, uznana za szaloną. Matematyka to kobieta i chcę pójść tropem przełamania patriarchatu i niegodzenia się z tym, że w Bletchley Park kobiety były "komputerami", czyli pracowały w sortowni. Chciałbym przyjrzeć się roli kobiet w kryptologii i opisać to w artystyczny sposób z udziałem rozmaitych mediów w przestrzeni Centrum Szyfrów. Po pierwszych rozmowach z osobami, które chciałbym zaprosić, myślę, że to będzie naprawdę świetne. Mam jeszcze sporo miejsca w głowie. Moje myśli krążą wokół pewnych rzeczy, ale nie chciałbym jeszcze o nich mówić.

Rozmawiał Paweł Binek

*Patryk Piłasiewicz - kontrabasista, kompozytor, dyrygent, wykładowca. Grał w orkiestrze Filharmonii Poznańskiej, prowadzi zajęcia w Instytucie Jazzu i Muzyki Estradowej Akademii Muzycznej w Poznaniu. W autorskich projektach łączy różne dziedziny sztuki. Pasjonat Enigmy, twórczo zaangażowany w jej historię.

  • spektakl wizualno-dźwiękowy dedykowany Henrykowi Zygalskiemu i Bercie Blofield Czy świat potrwa jeszcze trzy kwadranse?
  • wykonawcy: Andrzej Konieczny, Patryk Rynkiewicz, Patryk Piłasiewicz - muzyka, Arkadiusz Dobrychłop - światło i obraz, gość specjalny: Flavio Gullotta - kontrabas
  • 26.09, g. 20
  • Centrum Szyfrów Enigma
  • online na Facebook'u CSE


© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021