Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Człowiek ginie w tej masie

- Dosyć długo szukałem, w jaki sposób mogę przedstawić tę historię, opowiedzieć o tym kraju. Pierwszym pomysłem było objechanie i sfotografowanie granic obecnych Węgier - mówi fotograf Michał Adamski*, którego książkę Pies o dwóch ogonach wydała fundacja Pix.house.

fot. Michał Adamski
fot. Michał Adamski

Dlaczego zdecydował się pan na wyjazd na Węgry i podjęcie tematu Psa o Dwóch Ogonach?

Byłem ciekawy kraju, który przez jedną z naszych opcji politycznych został w pewnym momencie wskazany Polsce za wzór. Zastanawiałem się, jak ludzie tam żyją i jak działa państwo na Węgrzech.

Kiedy pan zaczął przygotowania do podróży?

Na pierwszy pomysł, z którym chciałem pojechać na Węgry, wpadłem w 2014 roku, ale faktyczną pracę rozpocząłem w 2017.

Jak długo trwały prace nad tematem Węgier?

Fotografowanie zajęło mi trzy lata, ale nie polegało na tym, że stale tam jeździłem. Wyjeżdżałem na Węgry na tydzień, bądź trochę dłużej lub krócej, w zależności od odbywających się wydarzeń - takich jak na przykład wybory do parlamentu.

Czy najpierw rozpoczął pan od stolicy, a potem zdecydował, że będzie podróżować po mniejszych miejscowościach, z których fotografie trafiły też na wystawę, czy było przeciwnie - to właśnie ta węgierska prowincja okazała się najważniejsza?

Dosyć długo szukałem, w jaki sposób mogę przedstawić tę historię, opowiedzieć o tym kraju. Pierwszym pomysłem było objechanie i sfotografowanie granic - ze względu na obecny tam sentyment do Wielkich Węgier. Zresztą, wokół tych współczesnych granic mieszka w sąsiednich krajach duża mniejszość węgierska.

Gdy zacząłem od wyjazdu na południe, rząd kończył tam właśnie budowę ogrodzenia przeciwko uchodźcom. To w pewnym stopniu zdeterminowało dalszą moją trasę. Ostatecznie nie objechałem dookoła granic, ale wyruszyłem w głąb Węgier. Byłem zainteresowany tym, co się teraz dzieje w środku.

Na wystawę trafiło zdjęcie ogrodzenia z budką wartowniczą, które odruchowo przywodzi mi na myśl architekturę obozów koncentracyjnych. Czy chciał pan zbudować taką wizualną analogię i za jej pomocą odnieść się do problemu pamięci o II wojnie światowej, a także zapomnianej lekcji totalitaryzmu?

Gdy zobaczyłem to ogrodzenie i wieżyczki, to może pierwsze skojarzenie też było wojenne. Zgłębiając temat Węgier oglądałem wiele filmów - w tym i Duży zeszyt Jánosa Szásza. W jego finale dwaj bracia uciekają do Austrii i trafiają na podobne, podwójne ogrodzenie.

Dla mnie ten współczesny płot jest symbolem autorytaryzmu, a równocześnie odcięcia się od wartości zachodnich i europejskich, przejścia systemu politycznego w rządy jednej osoby. Wydawało mi się wcześniej, że Węgrzy wierzą w te zachodnie wartości i są im one bliskie - potem okazało się, że rządzący próbują ich skierować jednak w inną stronę.

Na wystawie umieścił pan zdjęcie Viktora Orbána, a w książce nie - są w niej za to cytaty z jego wypowiedzi. Czy to próba zdiagnozowania sytuacji, że jego wpływ na Węgrzech jest obecnie wszechobecny, a ten polityk został w ten kraj niejako wpisany?

Chciałem nawiązać do początków jego kariery politycznej, dlatego wybrałem klatkę filmu z 1989 roku. Gdy Orbán zaczynał, odegrał dużą rolę na Węgrzech prowadząc przez dłuższy czas ten kraj w kierunku prozachodnim. Kiedy dziś wspominam doniesienia dochodzące stamtąd w latach 90., to wydawał mi się wówczas bardzo otwartym politykiem.

Jednak, gdy czytałem jego biografię autorstwa Józsefa Debreczeniego, to wynika z niej, że stopniowo już w tamtych czasach zmieniał ten kierunek. Ta zmiana zaszła zresztą bardzo płynnie. Bynajmniej nie była podyktowana konkretną ideologią, a tylko wyrachowaniem Orbána. Szukał sposobu na dotarcie do społeczeństwa - chciał wygrać wybory i zdobyć władzę. Mam wrażenie, że jest osobą, która dziś nie jest elementem w polityce Węgier, lecz faktycznie rządzi państwem i wpływa na ten kraj, a bez niego dużo nie da się w nim zrobić.

Czy węgierską partię Pies o Dwóch Ogonach powinniśmy traktować jako twór polityczny, czy jest to rodzaj działania z pogranicza performansu, artystycznego komentarza dotyczącego lokalnej polityki?

Podróżując po Węgrzech szukałem klucza jak opowiedzieć tę historię - spoiwa dla moich zdjęć. I tak znalazłem partię Pies o Dwóch Ogonach. Jest dosyć znana, ale moim zdaniem trzeba ją traktować właśnie jako działanie performatywne. Będąc papierkiem lakmusowym węgierskiej polityki ukazuje tamtejszy przerost ego i patosu patriotycznego.

Nawet, gdyby jakimś trafem Pies o Dwóch Ogonach dostał się do parlamentu węgierskiego i miał w nim jednego czy dwóch członków, co mógłby tak naprawdę zrobić? Zresztą, ich program jest też dość utopijny. Ci, którzy na nich głosują wyrażają w ten sposób sprzeciw wobec węgierskiej polityki.

Jak Psa o Dwóch Ogonach postrzegają sami Węgrzy? Czy członkowie tej partii są odbierani jako dziwacy?

Węgrzy nie traktują ich zbyt poważnie pod względem politycznym, bo nie posiadają realnego programu. Pies o Dwóch Ogonach zdobył sympatię wśród ludzi przez swoje działania w przestrzeni publicznej. Przed wyborami w swoich okręgach stawiali na przykład brakującą wiatę na przystanku albo remontowali dziurawą drogę.

Gdy podróżował pan po małym miejscowościach, jaki obraz węgierskiej prowincji ułożył się z tych wyjazdów? To chyba ta strona Węgier, którą Polacy znają najmniej.

To było dla mnie duże zaskoczenie - ja też miałem na ten temat inne wyobrażenie. Wiedziałem co prawda, że Węgry to przede wszystkim Budapeszt, a cała reszta jest uważana za prowincję.  Samo centrum Budapesztu jest bardzo urokliwe i piękne, robi też spore wrażenie na turystach. Ale jeśli wyruszymy do dzielnic peryferyjnych, od razu zauważymy różnicę - choćby po wyglądzie samych ludzi, którzy chodzą po ulicach smutni i przygaszeni. Również osiedlowe bloki - tak, jak zostały wybudowane w czasach komunizmu - dalej w tej formie stoją. W Polsce jest inny klimat i takie bloki wymagały ocieplenia, przez co są, przynajmniej z zewnątrz, pomalowane i "polukrowane". Tam tego procesu nie było, przez co wszystko wygląda zdecydowanie gorzej.

Wschodnia i północno-wschodnia część kraju jest dużo biedniejsza od zachodniej, leżącej bliżej Austrii. Na całą prowincję dociera propaganda - w każdej, nawet najmniejszej miejscowości, trafiałem na rządowe plakaty. Północno-wschodnie Węgry zamieszkuje duża społeczność romska, co jeszcze potęguje ogólne wrażenie biedy tego regionu.

Na wystawę trafiło zdjęcie, którego nie ma w książce. Wykadrował pan stary billboard developerski, reklamujący inwestycję, na którym spacerują białe sylwety anonimowych ludzi. Tacy są właśnie Węgrzy w obecnej rzeczywistości politycznej - nie mają jako jednostki żadnej pozycji, stali się mało istotni, bezsilni?

Tak mi się wydaje. To zdjęcie traktuję też jak symbol każdej władzy, która chce być autorytarna. Człowiek staje się mało ważny, przeistacza się w bezkształtną masą pozbawioną twarzy. Politycy chcieli go tylko uformować, aby dobrze zagłosował, a oni mogli zdobyć władzę. Choć to zdjęcie nie weszło do książki chciałem, żeby zostało pokazane na wystawie.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

Książkę Michała Adamskiego Pies o dwóch ogonach można kupić on-line bezpośrednio u wydawcy. Na tę i inne pozycje Pix.house obowiązuje obecnie zniżka 20% na hasło "zdrówko!".

rozmawiał Marek Bochniarz

*Michał Adamski - ur. w 1976. Mieszka i pracuje w Poznaniu. Współzałożyciel fundacji Pix.house. Członek Związku Polskich Artystów Fotografików, student Instytutu Fotografii Kreatywnej w Opavie. W 2015 roku wydał książkę I can't get through the chaos.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

Zobacz także: