Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Okrutność śmierci poznajcie!

Spektakl Krótka rozmowa ze Śmiercią zapowiadał się niczym spełnienie snów. Oto ceniony i utalentowany reżyser teatralny Marcin Liber wszedł w porozumienie z duetem nekro polo Nagrobki, by dać polskiej publiczności nowe, odświeżające spojrzenie na Rozmowę mistrza Polikarpa ze Śmiercią supportowaną Mikołajem Rejem. A jednak powstał spektakl nierówny, w którym z Kostuchą wygrywa jedynie nieposkromiona muzyka Adama Witkowskiego i Macieja Salamona. Zły to spektakl, a zarazem dobry koncert?

.
fot. Dawid Stube

Latem roku 2018 profesor Wiesław Wydra w katalogu Biblioteki Uniwersyteckiej Erlangen-Nürnberg odnalazł szesnastowieczny druk z pełną wersją Rozmowy mistrza Polikarpa ze Śmiercią - w tomie, który określił jako "złoty klocek". Każdy Polak był dręczony fragmentami tego utworu w ramach przymusowej edukacji szkolnej. Odsuńmy jednak na bok to, jak lekcje polskiego gruntownie zabijają w większości młodych ludzi pozytywne emocje względem literatury, w tym zwłaszcza naszej, rodzimej.

Pamiętam, że Rozmowa... - jeśli było się w ogóle skłonnym wczytać w ten najdłuższy polski wiersz średniowieczny - miały w sobie surowe, trochę przemocowe piękno leżące w tym, jak ich autor epatował opisami rozkładu - ślicznym obrazkiem Śmierci jako mówiącego, gnijącego trupa. Na etapie edukacji wyższej, szukając odpowiednich wizualizacji, odruchowo łączyłem ten aspekt Rozmowy... z włoskimi filmami giallo, a zwłaszcza ze sceną otwarcia z dość obrzydliwego gore Lucio Fulciego Siedem bram piekieł, w której grupa mężczyzn zaciąga nieszczęśnika do piwnicy, by w ramach dziwnego rytuału przybić go gwoździami do ściany i oblać kwasem.

Pewnie jednak bez dosadnego humoru w serii scenek społeczno-zdychających nie miałoby się tej dziwnej przyjemności z lektury Rozmowy.... Ich bohaterką była dość wredna i szydercza Śmierć, która zabijała wielu ludzi, w tym i tych niegodnie postępujących - i to właśnie przenikliwa charakterystyka ówczesnego społeczeństwa była w tym wszystkim najciekawsza. Trudno się dziwić, że w listopadzie ubiegłego roku na II Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Europy Środkowo-Wschodniej Eufonie wystawiono ją w formie monodramatu czytanego przez Jana Frycza, przetykanego pieśniami Adama Struga w wykonaniu Monodii Polskiej.

Przyjemność / niestrawność tekstu

Marcin Liber poszedł zdecydowanie dalej - chciał przywrócić ten tekst, ba!, uświadomić odbiorcom, jak sporą przyjemność można czerpać z tego tylko pozornie trudnego utworu; zasygnalizować, że nie wszystkie stare zabytki polszczyzny to niezrozumiałe i obojętne nam dziś dzieła czy wstrętne ramoty, co są w stanie zainteresować jedynie brać akademicką. Znalazł dla Rozmowy... odpowiedniego partnera w formie renesansowej Krótkiej rozprawy między trzema osobami, Panem, Wójtem, a Plebanem... Mikołaja Reja. Poszukiwał też ciekawszej formy teatralnej (na pewno nie będącej tak grzeczną jak monodram), stosownych scenografii i - rzecz jasna - muzyki pasującej do humorystyczno-brutalnego charakteru utworu.

Liber postawił - bardzo słusznie! - na Nagrobki, czyli duet Adama Witkowskiego i Macieja Salamona, artystów wizualnych komponujących w ramach tego projektu zwięzłe piosenki o śmierci. Z pomocą ironii obłaskawiają w nich tabu umierania, wliczając w to również i jego fizyczne, przykre aspekty. Bezpośredniość ich twórczości cofa nas wstecz do czasów, nim kultura europejska o katolickich podstawach zdążyła po części wyrugować w człowieku słowiańskim jego bardzo bezpośrednie związki z ciałem, seksualnością, a również tego ciała rozkładem. Nim zaczął się wstydzić, rozdzielać sfery fizyczności i duchowości, a przy tym nauczył się o to ciało nie dbać, lekceważyć je i ogólnie się umartwiać tym, jak jest przez naturę zmajstrowany. I jeśli współczesność z kultem młodości i aseptyczności ten proces domknęła, to Nagrobki wykonały wiele tanecznych kroków wstecz, wracając do naszych wyklętych, pogańskich korzeni. Niejako na powrót odczarowały to, co przykre i nie nadające się do rozmowy. A co jest właśnie przedmiotem i problemem w Krótkiej rozmowie ze Śmiercią.

Zmierzenie się z materiałem tekstowym średniowiecznym i renesansowym nie wyszło jednak Marcinowi Liberowi na zdrowie. Głównym powodem jest to, że od początku przedstawienia aż boli to, jak aktorzy nie radzą sobie z dykcją podając teksty stare - co jest zresztą obecnie kłopotem wielu, zwłaszcza młodych, w tym fachu. Te potknięcia najbardziej uderzają w pierwszej części spektaklu. Bo oto widzimy wspaniałą scenografię Mirka Kaczmarka: pobazgrolone jasne, kościelne ławy i czarne, geometryczne podesty na tyłach sceny, przed zespołem muzycznym. Podziwiamy kostiumy Grupy Mixer, w których pojawiają się Roland Nowak (Pan), Wojciech Kalinowski (Wójt) i Wojciech Siedlecki (Pleban), a zwłaszcza niesamowite cztery Śmierci (Kamila Banasiak, Zuzanna Czerniejewska, Martyna Rozwadowska i Joanna Żurawska). Ale sam tekst Mikołaja Reja już staje aktorom kołkiem w gardle - wyraźnie nie są w stanie sobie z nim poradzić, by brzmiał płynnie, był czytelny, komunikatywny. I miast stać się na powrót świeżym, jest on w Krótkiej rozmowie ze Śmiercią okropnie anachroniczny i odległy. Biedny Rej, którego utwór został w Gnieźnie prawie że boleśnie wykrztuszony przez aktorów - gdyby usłyszał to, jak nieudacznie sobie z nim poczynają, zapewne wyrzuciłby z ust wiązankę niezrozumiałych dla nas przekleństw i czym prędzej skierował sprawę do sądu.

Mocne dekoracje, lśniący kostium, twarda muzyka, tępa mowa

Druga część wypada już trochę lepiej. Cztery aktorki grające kostuchę we wspaniałych kostiumach i krzykliwej charakteryzacji z tekstem Rozmowy mistrza Polikarpa ze Śmiercią radzą sobie nieznacznie lepiej (może to oznaczać głównie to, że anonimowy autor napisał rzecz bardzo i dziś chwytliwą, jako-tako poddającą się deklamacji). Jednak - podobnie zresztą, jak sam Paweł Dobek jako Mistrz - bardziej odnajdują się w scenicznym geście, w okrzykach, wyciach, czy dobrej, acz miejscami dość niewyszukanej czy wręcz irytującej choreografii Hashimotowiksy.

Muszę przyznać, że dopiero Krótka rozmowa ze Śmiercią uświadomiła mi, jak długi jest nasz wybitny zabytek średniowieczny. Struktura przedstawienia polega na dość monotonnym przeplocie scenek z Rozmowy Mistrza Polikarpa ze Śmiercią z piosenkami wykonywanymi na żywo przez Nagrobki. To, jak bardzo aktorzy i aktorki męczą się ze starą literaturą widać tym ostrzej na tle współczesnych piosenek precyzyjnie wykonanych przez Witowskiego i Salamona. Są i krótkie chwile "pogodzenia" tych dwóch porządków, gdy muzycy akompaniują czterem Śmierciom. Przez dobrą akustykę gnieźnieńskiego Teatru miałem wręcz wrażenie, jakbym uczestniczył w bodaj najlepszym koncercie Nagrobków, który na nieszczęście słuchacza rozdziela teatr z ambicjami nie przekładającymi się na rzemiosło aktorów.

Zapewne w czasie spektaklu mieliśmy odkryć, że nagrobkowe teksty aż tak daleko nie leżą od średniowiecznych rozmów i rozpraw, że również i twórczości Mikołaja Reja da się dziś posłuchać. Jednak trudna materia tekstu przerosła godną podziwu, acz nieudaną próbę podjętą przez Marcina Libera. Przedstawienie, które miało odświeżać literaturę starą raczej pokazało dzielący nas od niej dystans. Słowo, które miało być podstawą Krótkiej rozmowy ze Śmiercią, przegrało w starciu z muzyką współczesną, z teatrem fizycznym. Miało być ponowne odkrycie, a wyszła z tego najgorzej pojęta szkolność. W czasie premiery raziło niedopracowanie, ogólna niezdarność tego spektaklu.

Mam wręcz wrażenie, jakby to przedstawienie było świadectwem bezsilności współczesnego teatru względem naszego dziedzictwa, również i tego mniej patetycznego, "narodowego". Co prawda Marcin Liber sięga też w Krótkiej rozmowie... po krytykę kościoła katolickiego i wpisuje się w spór polsko-polski o kulturę i kto-ma-prawo-do-czego, ale ten aspekt spektaklu wypada chyba nawet jeszcze gorzej od kwestii wystawiania literatury trudnej.

A Nagrobki? To chyba już kolejny niezbyt udany spektakl ze świetną muzyką duetu. Czy i kiedy Witkowskiemu i Salamonowi się bardziej poszczęści w tej serii przygód ze sceną naprawdę trudno stwierdzić.

Marek S. Bochniarz

  • spektakl Krótka rozmowa ze Śmiercią
  • reż. Marcin Liber
  • muzyka: Nagrobki
  • Teatr Fredry, Gniezno
  • 18.01

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020