Zanim przejdziemy do samej fotografii, powiedz dwa zdania o sobie. Kim jesteś, skąd przychodzisz i w jakim punkcie się teraz znajdujesz?
Jestem fotografem na stałe związanym z Poznaniem. Artystycznie przychodzę trochę z przedmieść, bo to właśnie te nieoczywiste, codzienne przestrzenie i tak zwane nie-miejsca fascynują mnie najbardziej. A w jakim punkcie jestem teraz? Mam za sobą lata nauki, m.in. na UAP-ie (Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu - przyp. red.), udało mi się pokazać swoje prace w kilku miejscach w ostatnim czasie, niedawno podczas rezydencji w Sopocie, ale obecnie po prostu cieszę się łapaniem oddechu i tym, że moje prace mogą żyć własnym życiem blisko ludzi - tak jak tutaj, w Szkle.
Wróćmy do winiarni. Tradycyjna galeria wymusza specyficzny rodzaj celebracji, barierę wejścia. Czy uważasz, że miejsca takie jak Szkło skracają dystans między widzem a sztuką?
Miałem obawę czy to zdjęcie - które w zeszłym roku było wystawiane w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie - odnajdzie się w winiarni. Ale stwierdziłem, że to dobry wybór. W galerii praca po wystawie zostaje schowana, czeka w moim archiwum na kolejną okazję. W Szkle jest duży przepływ ludzi, a zdjęcie wisi w centralnym punkcie. Porównałbym to do klubów jazzowych, gdzie muzyka gra w tle gdy ludzie rozmawiają i piją wino. Lepiej, żeby praca wisiała na ścianie i była oglądana.
W galerii poświęcamy dziełu kilka sekund. W kawiarni siedzimy przy stoliku godzinę patrząc na ten sam obraz. To buduje zupełnie inną relację.
Właśnie o tym myślałem. Widz w muzeum robi często "przemarsz". A tutaj ktoś siada na godzinę i jego wzrok spotyka się z tą pracą wielokrotnie. Podświadomie wchodzi z nią w relację. Cieszę się, że ponad połowa ludzi, którzy tu przychodzą - a pewnie nie poszliby specjalnie do galerii - ma możliwość obcowania ze sztuką na żywo. W dobie mediów społecznościowych, gdzie wszystko jest szybkie, takie zatrzymanie ma dużą wartość.
Zdjęcie, które wisi w Szkle, pochodzi z rezydencji w Sopocie. Opowiesz o założeniach tego projektu?
Byłem jednym z trzech rezydentów festiwalu "W ramach Sopotu". Tematem przewodnim była "Transformacja". Sopot, jak każde miasto nadmorskie, przechodzi co roku przemianę lub transformację - przed sezonem buduje się tymczasowe struktury architektoniczne, które
potem znikają. Mnie jednak zainteresował Stadion Leśny w Sopocie. To niezwykłe miejsce pod względem architektury - stara, metalowa konstrukcja, szkielet, który powoli jest zawłaszczany przez las. To transformacja między naturą, a tym co stworzył człowiek. Zrealizowałem też cykl o wszystkich 45 wejściach na plażę - od pierwszego do ostatniego widać zmianę od dzikiej natury, przez krajobraz zmieniony przez człowieka, aż po powrót do surowości na samym końcu.
A jak czujesz Poznań? Mamy tu sporo "betonozy" i gwałtownego rozwoju deweloperskiego. Czy w tym mieście da się jeszcze znaleźć Twoje ulubione szczeliny w rzeczywistości?
To pytanie trafia w mój aktualny projekt. Od zeszłego roku mieszkam na Jeżycach i fotografowanie tego, co się tu dzieje, przyszło do mnie samoczynnie. Obserwuję jak deweloperka zawłaszcza przestrzeń - Goplana, tereny wokół Wiepofamy, nowa Modena. To jest czysta transformacja tkanki miejskiej. Szukam tych szczelin, w które wciska się nowa zabudowa, zabierając to, co było tu od lat. To jest proces powrotów. Wcześniej moje projekty polegały na tym, że bywałem gdzieś na chwilę, łapałem kadr i zamykałem temat. Na Jeżycach mieszkam, więc wracam w te same miejsca po dziesięć razy, żeby uchwycić odpowiedni moment i światło. Na Sołaczu mam na przykład drzewka na parkingu, które fotografuję o różnych porach, nawet o świcie. To dla mnie nowa metoda pracy - długotrwała obserwacja zmiany.
Zastanawia mnie, czy fotograf patrzy inaczej nawet na prozaiczne czynności, jak na przykład jedzenie?
To sprawa indywidualna, ale ja mam swój system. W miejscach publicznych jest mi ciężko skupić się na samym jedzeniu czy rozmowie, bo moja głowa cały czas pracuje. Obserwuję światło, układ stolików, ludzi. Nawet na spacerze z kimś cały czas podświadomie szukam kadrów. To myślenie towarzyszy mi przez cały dzień.
A co myślisz o sztuce generowanej przez AI i masowych obrazach, które często wiszą w restauracjach? Sam jesteś rzemieślnikiem, dokumentalistą. Czy autentyczna fotografia artysty staje się nowym luksusem w takich miejscach?
To co mamy na ścianach, mówi o nas bardzo dużo. Nie chcę brzmieć jak purysta, ale uważam, że otaczanie się autentycznymi rzeczami jest kluczowe. Właściciele lokali powinni dbać nie tylko o to, co podają na talerzu, ale o całą otoczkę. To powinno być tworzone przez ludzi dla ludzi, najlepiej lokalnie. Jeśli chodzi o AI, to w fotografii dokumentalnej i reportażowej nie boję się go. AI nie dotrze do prawdziwych emocji, do surowego rzemiosła. Dokument to prawda o miejscu, której algorytm nie wygeneruje.
Gdybyś miał zrobić jedno zdjęcie, które oddaje klimat Poznania w 2026 roku, co by to było?
Nie robię pocztówek. Moje rzeczy są raczej krytyczne. Zawsze staram się badać realną kondycję miejsca, a nie tworzyć ładne widokówki czy snapshoty. Interesuje mnie komentarz do rzeczywistości. Mam na przykład zdjęcia niebieskiej zjeżdżalni na Arenie, której już nie ma. To był fantastyczny basen. Takie obrazy pokazują Poznań prawdziwy, a nie ten z folderów reklamowych.
Nad czym pracujesz teraz, poza projektem o Jeżycach?
Cały czas wracam do mojego projektu dyplomowego "Dwie drogi do domu". To temat, który pewnie będę kontynuował przez całe życie - relacja między miejscem, w którym się wychowałem, a Poznaniem, w którym żyję. Ta droga ma dla mnie ogromne znaczenie symboliczne. Ostatnio pracowałem też z Dagmarą Barańską-Morzy nad dokumentacją ośrodka policji w Kiekrzu. Został już rozebrany; ocalał tylko fragment potężnej mozaiki, o której zachowanie toczyła się walka. Fotografowałem ją dzień przed tym, jak zaczęto dzielić ją na części do magazynu. To są te momenty, które chcę zapisywać.
Rozmawiała Barbara Pilawska
Paweł Jaśkiewicz (ur. 1991 w Poznaniu) - fotograf, absolwent Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, studiował również na Central Saint Martins w Londynie. Uczestnik warsztatów Magnum Photos w Tokio. Finalista konkursu Artystyczna Podróż Hestii 2015, nominowany do nagrody C/O Berlin Talent Award 2019. Rezydent XI Festiwalu Fotografii "W ramach Sopotu" 2025. Jego fotografie były prezentowane m.in. podczas Fotofestiwalu w Łodzi, TIFF we Wrocławiu, PARIS CIRCULATION (S), w MSN w Warszawie oraz podczas 7. Wielkopolskiego Festiwalu Fotografii im. I. Zjeżdżałki w Poznaniu.
- Fotografia z cyklu "Nie-miejsca transformacji: Przestrzenie przejściowe"
- Szkło, ul. Gwarna 10
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026