Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Lekcja zapomnianego języka

Tak doskonałe, że bezinteresowne, a czasem równie wielkie, co niedostrzegalne urządzenia. Neutralne informacje. Przedmioty sobie będące i na nic nie wskazujące. Formy o funkcji bezwzględnej. Bezczasowy i enigmatyczny świat twórczości Jerzego Rosołowicza powraca na wystawie Działanie neutralne w galerii Piekary.

. - grafika artykułu
Dokumentacja wystawy, fot. Zygmunt Gajewski

"Rezultatem świadomego działania neutralnego mogą stać się i są wartości materialne i niematerialne całkowicie nieprzydatne, ponieważ nikomu ani niczemu one nie służą, a zarazem mogą służyć wszystkiemu - nazywam je formami o funkcji bezwzględnej" - pisał Rosołowicz w tekście O działaniu neutralnym (1967), dodając: "Człowiek poprzez świadome działanie neutralne i w jego rezultatach może utożsamić się z naturą, równocześnie mając większą szansę asymilować ją a w zetknięciu z rzeczywistością zastaną, przetwarza ją w sposób bardziej doskonały dla własnego szczęścia".

Rosołowicz takie działanie postrzegał jako dopełniające aktywność człowieka, jednoczące "najbardziej twórczą część" ludzkości celem "uniknięcia zagłady". W sztuce miałoby przybierać formę niczym nieskrępowanej kreacji, co wymyka się nie tylko nurtom i modom, ale również ideologiom i polityce. Myśl artysty o możliwości szerzenia antyidei sztuki ulotnej, nieutylitarnej i w sumie "bezwartościowej", a jednak stanowiącej być może najlepsze, bo najmniej oczekiwane panaceum na koniec świata człowieka, onieśmiela i zachwyca mnie tak, jak w filmie Brzuch architekta amerykańskiego projektanta Stourleya Kracklite'a ekscytowało i tremowało wizjonerstwo minionego geniusza, Étienne-Louisa Boullé. Czy jednak niektóre myśli mogą być tak dobre, że nie sprawdzające się w praktyce, bo trafiające na opór tych nurtów, mód, ideologii i polityki?

Działanie neutralne to wystawa monograficzna Rosołowicza, na której zaprezentowano jego inspirujące teksty, archiwalne artykuły omawiające wszechstronną (wszędobylską) aktywność artystyczną, czy projekty urządzeń tak skromnych bądź wielkich, że w oku odbiorcy "niewartych uwagi" (narzędzie do łowienia rosy) bądź niemożliwych czy absolutnie niewdzięcznych w realizacji (monolityczny, bezkresny Neutrdrom, absurdalnie rozwleczone w czasie działanie Kreatorium Kolumny Stalagnatowej Millennium). Funkcjonowanie w skrajnościach doskonale go zresztą pod wieloma względami charakteryzowało. Można zatem zmierzyć się z wieloma, jakby wzajemnie się wykluczającymi twarzami Rosołowicza: tego, co tworzy prace humorystyczno-szydercze (metaartystyczny, czy może: metaekspozycyjny cykl Komu Rama), człowieka wierzącego w to, iż istnieją zdolności parapsychiczne (wybór z monumentalnego cyklu Telehydrografiki), czy wreszcie twórcę prac optycznych, zachęcających widza do aktywnego współtworzenia, dopełnienia dzieła widzeniem i utrwalaniem spojrzenia (Neutronikony, Obraz Dwustronny).

Te ostatnie z wymienionych prac doskonale wpisują się zresztą w kulturę selfie. W przeszłości Rosołowicz z pomocą Neutronikonów, czyli obiektów szklanych z przyczepionych do nich grupami soczewek, ułożonych w geometrycznym, ścisłym, matematycznym porządku, wykonywał oryginalnefotografie - i kilka można zobaczyć zresztą na wystawie. Oczywiście - takie odbicia rzeczywistości nie służą zbytnio funkcji mimetycznej i są to rozrywki godne zabawowości op-artu [kierunku w sztuce, modzie, malarstwie, którego zadaniem jest oddziaływanie na oko obserwatora - przyp.red.]. W Piekarach obiekty optyczne są zresztą tak usytuowane na ekspozycji, aby łatwo można było z ich pomocą robić również i własne fotki (bądź gapić się na świat wykrzywiony, odwrócony przez ich soczewki), do czego zresztą na profilu FB galerii organizatorzy wręcz zachęcają.

Dopada na tej wystawie widza trochę również i żal, gdy zapoznaje się z dokumentacją pierwszej i jedynej projekcji Kineutronikonu z 13 maja 1975 roku w galerii Akumulatory 2 w Poznaniu. Był to krótki film zrealizowany przez Marka Wąsa. Po seansie taśma filmowa została wtłoczona do worka z folii igielitowej i hermetycznie zamknięta. Gapimy się więc na ten film-obiekt i myślimy: "Co to była za projekcja?", bądź "Dlaczego nie można tego znów zobaczyć?".

- Przed projekcją Rosołowicz odczytał tekst O działaniu neutralnym. Później na projektorze 16 mm wyświetlił nagrany poprzez soczewkowy Neutronikon 6-minutowy film, przedstawiający fragment ulicy wrocławskiej z przemieszczającymi się przed ukrytym obiektywem kamery ludźmi i samochodami. Nie było żadnej szczególnej akcji, po prostu "odwrócony" widok ulicy. Po projekcji zapakował "wyrzuconą" przez projektor taśmę filmową do plastikowego pojemnika i oświadczył, że zgromadzeni w Galerii Akumulatory 2 widzowie byli świadkami wyjątkowej, bo jednorazowej prezentacji antydokumentacji sfery wizualnej, która nigdy już nie zostanie powtórzona. Podkreślił wagę wspólnoty tego doświadczenia oraz fakt nieważności materialnych i formalnych aspektów przeprowadzonego działania - relacjonuje Jarosław Kozłowski.

Nie dziwię się, że Rosołowicz - bezpretensjonalny, ironiczny prowokator - kierujący swą działalność w równym stopniu do zawsze głodnych antyidei intelektualistów, co ludzi szukających pozamainstreamowych, nieoczywistych przyjemności (nazwalibyśmy ich amatorami kwaśnych jabłek, czy bywalcami) - jest dziś zapomniany i jakby wykluczony, choć przy tym precyzyjnie zarchiwizowany. Czytając jego teksty pomylimy go łatwo z człowiekiem wyznającym filozofię zen i przekonanym o słuszności zasady absolutnie sprzecznej samotożsamości. Podchodząc do jego dzieł - poczujemy respekt przed starym mistrzem (uznając, że to pewnikiem klasyk op-artu) i nie odważymy się na zabawę z wykorzystaniem prac optycznych.

A przecież myśl Rosołowicza jest zaskakująco współczesna, wpasowując się po części także i w obecne mody artystyczne. Gdyby na niego natrafili i zechcieli go zrozumieć ekologiści, być może byliby w stanie go na trochę przytulić i pokochać w ramach letniego romansu z "dawną" awangardą. Trochę zbyt zawiły i niejednoznaczny w wypowiedzi, może nazbyt otwarty na nadinterpretację ze strony odbiorcy, artysta sytuuje się na granicy widzialności i nieostrości, zajmowanej przez dawnych mistrzów, patrzących na naszą marność i bezsilność w równym stopniu z trwogą, co lekko gorzkim rozbawieniem.

Polecam więc wizytę w galerii Piekary i robienie do woli własnych zdjęć z wykorzystaniem Neutronikonów - przy jednoczesnym zachowaniu ostrożności, co by nie zbić szklanych dzieł sztuki (i dołączyć tym samym do niesławnej grupy miłośników selfie, którzy robiąc fotkę na ekspozycji, coś pięknego i drogiego nieopacznie stłukli czy bezpowrotnie zepsuli).

Marek S. Bochniarz

  • Jerzy Rosołowicz, Działanie neutralne
  • kuratorzy: Jarosław Kozłowski, Cezary Pieczyński
  • 17.07-25.09
  • galeria Piekary
  • czynna pon.-pt., g. 10-18
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020