Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Jak nas widzi Anglik?

Rzuć wszystko i jedź do Polski! Tak postąpił pewien Anglik - Benjamin Aitken. Większość wybiera co prawda kierunek odwrotny, ale Aitken chciał się dowiedzieć, co skłania Polaków do emigracji na Wyspy Brytyjskie. Podszedł do sprawy na serio. Wynajął na rok mieszkanie w Poznaniu i znalazł pracę za najniższą krajową. Czego się dowiedział?

Okładka książki "Anglik w Poznaniu". Widać na niej kolorowe kamienice na Starym Rynku w Poznaniu. Tło jest błękitne, radosne. - grafika artykułu
Ben Aitken, "Anglik w Poznaniu", fot. materiały prasowe

W socjologii istnieje subdyscyplina nazywana socjologią wizualną. Zajmuje się ona badaniem społeczeństwa na podstawie obrazów, które to społeczeństwo wytwarza. Naukowcy analizują zdjęcia i filmy, by na ich podstawie stworzyć opis rzeczywistości. Książka Bena Aitkena jest źródłem danych, które ucieszyłoby każdego socjologa. Wizualnego w szczególności.

Aitken przyjeżdża do Polski w 2016 roku. Codziennie spisuje wrażenia, spotkania i przygody, których doświadcza. Te obrazy układają się jakby w film, na którym zarejestrowano pobyt w naszym kraju. Lektura jest pouczająca. Wybór Poznania jako celu eksploracji kulturowej jest przypadkowy. Warszawę odrzuca, bo stolica wytwarza nieprawdziwy obraz kraju, o Krakowie zaś sporo słyszał od kolegów jeżdżących tam na pijatyki. Pada na Poznań, bo bilety lotnicze z Anglii na Ławicę są wyjątkowo tanie.

Pierwsze zetknięcie z Polską jest wyjątkowo szczęśliwe. Na krótko zatrzymuje się w hotelu, ale szybko wynajmuje pokój na Jeżycach. Nie napotyka żadnych przeszkód biurokratycznych i podpisuje umowę najmu na rok. Błyskawicznie znajduje też pracę. Napotkane w mieście małżeństwo proponuje mu posadę nauczyciela języka angielskiego w szkole. Aitken dużo się rusza. Do pracy ma dosyć daleko - z Jeżyc na Starołękę. Jeździ też tramwajami różnych linii do końca tras, by wyrobić sobie zdanie o mieście. Prowadzi intensywne życie nocno-imprezowe. Jego ulubionym miejscem jest Dragon Pub. Siedząc przy barze, robi notatki i często jest zaczepiany przez ludzi, którzy chcą się dowiedzieć, o czym pisze. Nawiązuje w ten sposób znajomości, które wykorzystuje do zadawania pytań i pogłębiania wiedzy o Polsce.

Praca w szkole nie za bardzo odpowiada Benowi. Spóźnia się, przychodzi na lekcje skacowany, uczniowie wykorzystują jego nieporadność i nieznajomość języka, ignorują go i rozrabiają. Szuka czegoś nowego i znajduje. Dostaje pracę w knajpie nad Wartą. Nie ma doświadczenia w gastronomii, ale szefowa lokalu uznaje, że jako Anglik poradzi sobie z "fish and chips". Ben uczy się więc obierać góry ziemniaków, smażyć frytki i filetować dorsza. Zarabia najniższą krajową stawkę, która oczywiście nie starcza mu na życie. Swój budżet musi więc zasilać pieniędzmi zarobionymi wcześniej w Anglii, chociaż planował, że będzie to robił tylko w sytuacjach kryzysowych. To jedna z pierwszych prawd, którą odkrywa o Polsce. Za najniższą krajową pensję trudno jest przeżyć, trzeba dorabiać na drugim etacie albo... wyjechać do Anglii.

Weryfikując popularne mity o Polsce, robi rzeczy dość nietypowe. Na przykład, chcąc się dowiedzieć, czy naprawdę jesteśmy gościnni, puka w Wigilię Bożego Narodzenia do drzwi wybranego losowo domu. Czy drzwi się otworzą i Ben, jako samotny wędrowiec, zostanie zaproszony do stołu, na którym, zgodnie z tradycją, zostawiamy puste nakrycie?

Szymon Mazur

  • Ben Aitken, Anglik w Poznaniu. Mój nieprawdopodobny rok w Polsce
  • tłum. Szymon Kołodziejski
  • Wydawnictwo Świat Książki

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020