Poznań po raz pierwszy ujrzał ich zeszłego lata i od tamtej pory z niecierpliwością czekał na więcej. Bilety na środę, 28 stycznia, sprzedały się na pniu, gospodarze poznańskiego Zamku postanowili nawet uruchomić ich kolejną pulę, dzień później. Miało być pomysłowo i barwnie, cyniczne, ironicznie, momentami wulgarnie. Język miał giąć się we wszystkich kierunkach, siarczyste przekleństwa miały nie być przy tym jedynie wytrychem, jak to ma miejsce w innych, popularnych kabaretach. Miało być dynamicznie i intensywnie, ale zawsze w porę, za każdym razem w punkt. Nie było.
Pożar w burdelu ponownie w Poznaniu [recenzja]
Zobacz również
Kultura na weekend
KOLEBKA FANTASTYKI. Kwazar - potrzeba działania
Podchody po Głównej i Śródce