Janusz Zaorski - reżyser "Matki Królów" i "Piłkarskiego pokera" - nieczęsto ostatnio staje za kamerą. Swój poprzedni film fabularny, "Syberiadę", nakręcił w roku 2013. Najnowszy, "Syrenka Picassa", jest powrotem do lżejszej formy i czasów PRL-u.
Punktem wyjścia scenariusza Romana Jarosza stała się historia tytułowej Syrenki, narysowanej na ścianie jednego z mieszkań warszawskiej dzielnicy Wola przez sławnego hiszpańskiego artystę podczas jego pobytu w Polsce w 1948 roku. Film nie jest jednak wierną rekonstrukcją dziejów muralu, lecz opowieścią łączącą współczesność z przeszłością. Mieszkanie, w którym znajduje się Syrenka, kupuje młoda kobieta, Mary. Obok mieszka emerytowany malarz, Stefan Radomski, który, jak się okazuje, miał swój udział w powstaniu dzieła. Cofamy się siedemdziesiąt parę lat wstecz, gdy młody Radomski rysuje portrety Stalina i kocha się w swojej sąsiadce...
Za komediową konwencją filmu kryje się kilka całkiem poważnych kwestii. Pierwsza z nich to komercjalizacja sztuki - Mary może dostać za swoje niewielkie mieszkanie i półtora miliona złotych, potencjalni kupcy liczą bowiem na krociowe zyski ze sprzedaży dzieła Picassa. Druga to pozycja artysty, czy szerzej - jednostki, w różnych systemach, niegdyś socjalistycznym, dzisiaj kapitalistycznym. Mary pracuje w agencji PR-owej, która przechodzi właśnie restrukturyzację, co jest eufemizmem oznaczającym zwalnianie ludzi z pracy.
Jest to wreszcie opowieść o więzi międzypokoleniowej, przyjaźni między młodą, rzutką menadżerką a dużo starszym, nieco zgorzkniałym artystą i outsiderem, słuchającym muzyki klasycznej ze zdartych płyt winylowych. Połączy ich między innymi rozczarowanie rzeczywistością, która nie spełniła ich oczekiwań. W ostatecznym rozrachunku znaczenie ma więc tylko drugi człowiek.
Bartosz Żurawiecki
- "Syrenka Picassa"
- reż. Janusz Zaorski
- premiera: 23.10
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026