Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Od zawsze obok olśniewających pejzaży czy posągowych zwierząt na płótna trafiały również bardziej pospolite widoki - drzewa, polne kwiaty albo przydrożne krzewy. Te same rośliny wkładamy do zielników - efemerycznych zeszytów, będących wypadkową pasji do katalogowania świata i sztuki. Wystawa "Świat jak zielnik. Natura w sztuce od XVII do XXI wieku" zbiera prace, które opowiadają m.in. o specyficznej relacji przyrody ze sztuką. Ale pokazują też ogrom natury - jeśli tylko owe dzieła uda się zobaczyć...

Wycięte z białego papieru roślinne kształty na pierwszym planie wystawy. - grafika artykułu
fot. Grzegorz Dembiński

Zacząć muszę od tego, że naprawdę sporo dzieł umieszczono na stosunkowo niewielkiej powierzchni. Panuje w niej przez to tłok, jak na tak popularnych ostatnio wśród neoogrodników łąkach kwietnych, gdzie na każde kolejne ziarenko, w tym przypadku to rycina lub obraz, znajdzie się odrobina miejsca. Być może taki był kuratorski zamysł - stworzyć wrażenie naturalnej gęstwiny. Zabieg ten również demokratyzuje pokazane na wystawie prace, nie wyróżniając żadnej z nich. Ale brakuje tam jednak przez to tak potrzebnego sztuce oddechu, miejsca i czasu na kontemplację.

Przepiękne miniatury Jana Stanisławskiego, umieszczone w środkowej części Sali Wystaw, giną otoczone innymi pracami. "Rycinę botaniczno-surrealistyczną" Salvadora Dalego, jedną z najciekawszych prac pokazanych na wystawie, można niechcący ominąć! Podpowiem zatem: owa rycina wisi w pierwszej sali, po drodze do sali głównej, na czarnej ścianie, tuż obok trzech kart z historycznych zielników. Bo przecież trochę głupio tego Dalego, niekwestionowanej gwiazdy światowej sztuki i pewnie najgłośniejszego nazwiska całej wystawy, nie zobaczyć.

Wspomnieć jeszcze trzeba o oświetleniu. Panujący w sali półmrok można wytłumaczyć względami konserwatorskimi, kruchością rysunków i koniecznością minimalnej ich ekspozycji na światło sztuczne. Ale odpowiedzi na pytanie: dlaczego, aby jakkolwiek zobaczyć "Czarny Staw nad Morskim Okiem" Leona Wyczółkowskiego, wykonać należy dziwaczną gimnastykę, doprawdy nie znam.

I te techniczne uwagi wstępne, które czułem się w obowiązku poczynić, smucą zwłaszcza dlatego, że sama wystawa jest niezwykle ciekawa! Przecież kuratorka Anna Król stworzyła fascynującą opowieść z pogranicza natury i sztuki. Zestawiła ze sobą te dwa światy, umiejętnie nimi żonglując i mieszając. Z tytułowych zielników, przyrodniczych zbiorów, będących jednocześnie dydaktycznymi pomocami, jak i świadectwem artystycznego kunsztu uczyniła lejtmotyw wystawy.

Świadectwem tej zmyślnej żonglerki może być prezentowana w Zamku postać Elizabeth Blackwell. Brytyjska ilustratorka botaniczna publikowała w XVIII-wiecznym Londynie swój zielnik... w odcinkach jak dobrą powieść. Kunsztownie wykonane barwne ilustracje, których reprodukcje możemy zobaczyć na wystawie, opatrzone opisami przedstawiającymi ich właściwości lecznicze były pożądane przez brytyjskich aptekarzy i medyków. Wspólna publikacja - dwutomowe dzieło zawierające ponad 500 plansz botanicznych i zatytułowane "A Curious Herbal" - stała się bestsellerem. Pokazane na wystawie karty zielnika cechuje pieczołowita szczegółowość. Jednak pomimo tego koniecznego realizmu (wszak głównym założeniem, które przyświecało Blackwell, nie była kreacja, a chęć dostarczenia produktu jak najbardziej uniwersalnego i obiektywnego) rysunki brytyjskiej botaniczki charakteryzują się łagodną kreską, mnogością barw i delikatnością.

Równie niesamowite są ilustracje wykonane przez Marię Sibyllę Merian. W czasach, gdy nie znano jeszcze zapisu fotograficznego, Merian jako pierwsza entomolożka zilustrowała wygląd żywych owadów i ich czteroetapowy cykl rozwojowy. Patrząc na prace niemiecko-holenderskiej badaczki i malarki, nie sposób nie odnieść wrażenia, że dla niej estetyka była równie ważna jak obiektywność doświadczeń. Drobiazgowo zakomponowane barwne prace pełne są fantazyjnych kształtów kwiatów, owoców i łodyg roślin, wśród których owady przechodzą przez kolejne stadia rozwojowe. I chociaż rośliny stanowią tylko tło dla przepoczwarzających się bohaterów rycin, to polecam przyjrzeć się fantazyjnym krzewom borówek i detalom kolorystycznym aksamitek. Zarówno wspomniana wcześniej Blackwell, jak i Merian starannie dbały o kolorystykę swoich odbitek i publikacji, osobiście nadzorując prace nad ich ostatecznym wykończeniem - i tę wyniesioną z krainy nauki staranność widać.

Nie sposób nie wspomnieć o schowanym w rogu zamkowej Sali Wystaw zakątku, w którym prezentowane są karty "Atlasu Roślin i Zwierząt" skompletowanego przez krakowską Akademię Sztuk Pięknych na początku XVIII wieku. Zakupione zostały jako... pomoc dydaktyczna, swoisty zespół malarskich wzorników, tablic, z których korzystać mieli krakowscy żacy. Dzisiaj karty te mają status, podobnie jak prace wyżej wymienionych twórczyń, pełnoprawnych dzieł sztuki, przykładów artystycznego kunsztu. I znowu - tej drobiazgowej dbałości. Ach, czegóż tam nie ma! Kwiaty, gałązki, papugi, żurawie. Wszystko wyrysowane skrupulatnie, przemyślanie, z anatomicznymi szczegółami papuzich skrzydeł i dziobów. I półcieniami oddzielającymi od siebie pióra. 

Dialog z zielnikami podejmuje twórczyni współczesna - Katarzyna Makieła-Organisty. Prace krakowskiej artystki nie muszą nosić znamion wierności świata przedstawionego, którymi obarczone są ilustracje wykonywane przez Merian czy Blackwell - w XXI wieku (prawie) wszystko zostało już pokazane i odkryte. Makieła-Organisty nie jest obiektywną entomolożka czy botaniczką, jest twórczynią. Jej minimalistyczne prace zamiast dawać odpowiedzi, stawiają pytania o rolę natury. Dla autorki przyroda jest źródłem fascynacji i inspiracji, nie tak jednak rozumianej jak u również pokazanych na wystawie "Świat jak zielnik" młodopolskich pejzażystów, tylko jako źródło nowej interpretacji. Kunsztowne "Słoneczniki" Jana Stanisławskiego czy klasyczne malarskie pejzaże Jana Fałata przywodzą raczej na myśl malarstwo Józefa Chełmońskiego. W opozycji do nich stoją prace z serii "Pejzaż z niepokojem" Adama Brinckena, gdzie próżno, poza samym tytułem, szukać natury. Tak jak w krajobrazach i naturze zwykliśmy szukać ukojenia i spokoju, tak prace Brinckena idą temu na przekór. "Pejzaż z niepokojem" to barwny malarski zapis emocji i obaw odczuwanych przez artystę w związku z wydarzeniami za naszą wschodnią granicą. Antypejzaże.

Ów poszukiwany spokój znajdziemy za to w japońskiej technice kachō-ga, sposobie przedstawiania kwiatów i ptaków, której wybitnym przedstawicielem jest prezentowany w CK Zamek artysta Seitei Watanabe. W jego twórczości wyczuwalny jest minimalizm, harmonia. Delikatne, przytłumione, ale zarazem żywe barwy, brak niepotrzebnych elementów i zredukowanie tła do absolutnego minimum. Na "Słowiki rudzikowe na wiśni", niewielki drzeworyt z 1900 roku, można patrzeć godzinami. Ze sztuką japońskiego artysty udanie korespondują prace Wojciecha Weissa, którego "Makówki" czy "Lilie wodne" utrzymane są w minimalistycznym klimacie sztuki z Azji Wschodniej.

"Świat jak zielnik" pokazuje, w jaki sposób naturę widzą i jak z niej korzystali artyści kiedyś i jak interpretują ją artyści współcześni. Zamkowa ekspozycja stawia przyrodę w centrum. Przyrodę, nie konkretnych artystów. W antropocentrycznych czasach próbuje przewartościować nasze patrzenie na świat. Wystawa to refleksja nad tym, co jest w tym tykającym niczym bomba zegarowa świecie zarówno kojąco piękne, jak i ponadczasowo zachwycające, a zarazem nad tym, co bezpowrotnie tracimy. A gdzieś w tle pobrzmiewa niewypowiedziane pytanie, na które nie ma dobrej odpowiedzi: Dlaczego tracimy?

Adam Jastrzębowski

  • "Świat jak zielnik. Natura w sztuce od XVII do XXI wieku"
  • CK Zamek
  • czynna do 6.12

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026

Powiązane wydarzenia

Na grafice plakat wydarzenia.
Na grafice plakat wydarzenia.
CK Zamek, Sala Wystaw, ul. Święty Marcin 80/82
Odwiedź także: