Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Już w tę sobotę, 13 czerwca, na poznańskim Enea Stadionie wystąpi Dawid Podsiadło, który po starcie w Chorzowie przemierza Polskę ze swoją najnowszą, równie widowiskową co poprzednia, trasą "Obrotowy Tour". Największa dziś gwiazda polskiego popu zagra z rozmachem właściwym stadionowej architekturze, a zarazem z gestem tak charakterystycznym dla tego artysty, potwierdzającym, że piosenka pozostaje u niego w centrum nawet wtedy, gdy wokół niej szaleją gigantyczne ekrany, rozbrzmiewa ona z wielkiej, cylindrycznej sceny, a w jej rytmie poruszają się tysiące światełek z LED-owych opasek na nadgarstkach fanów.

Wokalista trzyma mikrofon uniesiony w górze. Za nim publiczność i strzelające w górę słupy ognia. - grafika artykułu
Dawid Podsiadło, fot. Sony Music Polska

Po dwuletniej przerwie od solowych koncertów stadionowych Dawid powraca do formuły 360 stopni, choć trudno uznać to jedynie za powtórkę z rozrywki, skoro przypomina o sobie nie tylko nowym, jak na razie singlowym materiałem, ale i jeszcze mocniej rozbudowanym językiem widowiska. "Obrotowy" działa dosłownie i symbolicznie. Od strony technicznej chodzi o scenę ustawioną na środku stadionu, o publiczność otaczającą artystę z każdej strony i o pop przeniesiony z klasycznego układu "front - widownia" w pełny krąg. Od strony muzycznej - o symboliczny obrót kariery, która w przypadku tego sympatycznego chłopaka od lat rozwija się według własnej mechaniki: krok do przodu, później chwila wyciszenia, następnie skok na jeszcze większą skalę, a potem znów piosenka pełna tej typowej dla niego "skrępowanej swobody".

Cofnijmy się jednak na moment do czasów, kiedy Podsiadło zaczynał w telewizyjnym programie "X Factor", który wygrał w 2012 roku. Wtedy jeszcze jako lider swojej założonej w liceum alt-rockowej kapeli Curly Heads dostał kontrakt, rozpoznawalność i pierwszą wielką szansę, którą - w odróżnieniu od większości zwycięzców tego rodzaju programów typu talent show - wykorzystał skutecznie i stworzył długofalowy kapitał. Wydany rok później album "Comfort and Happiness" (2013) wszedł na sam szczyt sprzedaży już w pierwszym tygodniu, a z czasem - podobnie jak każda kolejna - przekroczył próg diamentowej płyty. Debiut zabrzmiał łagodnie, miękko, momentami chłopięco, ale nie brakowało w nim radiowego nerwu, za sprawą którego takie piosenki jak "Trójkąty i kwadraty" czy "Nieznajomy" opanowały całą Polskę, ustawiając wokalistę w miejscu, w którym alternatywna wrażliwość spotyka się z masową komunikatywnością.

"Ruby Dress Skinny Dog" (2014) - tym razem w ramach Curly Heads - miało już ostrzejsze, bardziej zadziorne brzmienie, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Jak wspominał później Podsiadło, jeszcze chwilę wcześniej dopłacał z kolegami do grania w sosnowieckich pubach, a nagle mieli profesjonalnie zrealizowaną płytę, okładkę, trasę i sztab ludzi wokół siebie. Niedługo później przyszedł czas na solowe "Annoyance and Disappointment" (2015) - płytę bardziej introspektywną, mniej jednoznacznie przebojową, a jednak zawierającą utwory, które szybko weszły do koncertowego kanonu Dawida: "Pastempomat" i "W dobrą stronę". I kiedy wydawało się, że to właśnie moment, w którym nabrał on największego rozpędu, nastąpił ruch zupełnie nieoczekiwany: przerwa. Podsiadło zatrzymał koncertową machinę w chwili, gdy pracowała pełną parą, później opowiadając, że dopiero ten odpoczynek pozwolił mu naprawdę zrozumieć własny układ z muzyką. Z cudownym skutkiem.

Za moment prawdziwego powrotu można uznać lato 2018 roku, kiedy stanął na głównej scenie Open'era, by chwilę później wydać "Małomiasteczkowego" - chyba najlepszą pozycję w całym jego dotychczasowym dorobku. Bartosz Dziedzic - mający na koncie między innymi fenomenalną "Grandę" Brodki (2010) i niemniej udane "Składam się z ciągłych powtórzeń" Artura Rojka (2014) oraz "Plagiaty" Lecha Janerki (2005) - pomógł mu zbudować materiał, który w bardzo wdzięczny, a jednocześnie przemyślany sposób połączył retro-pop, miejską melancholię i opowieść o pochodzeniu. Tytułowe słowo "Małomiasteczkowy" - zazwyczaj obciążone protekcjonalnym tonem - u Dawida zabrzmiało wyjątkowo ciepło. Artysta przyznał, że po premierze krążka ludzie z małych miast w różnych zakątkach Polski pisali do niego, że tytułowa piosenka sprawiła, iż poczuli się lepiej, w końcu dostrzeżeni.

Na kolejny album musieliśmy czekać aż cztery lata. "Lata dwudzieste" (2022) udźwignęły ten ciężar, dopełniając obraz Dawida jako artysty, który potrafi opowiedzieć o dorastaniu z tak specyficznym luzem, autoironią i wyczuciem tonu, że trudno nie zainteresować się nim nawet w sytuacji, gdy na mainstreamowy pop łypie się raczej podejrzliwym wzrokiem. To płyta sentymentalna, taneczna, momentami gorzka, a czasem rozbrajająco osobista. W "Tazosach" przywracał ducha dzieciństwa lat dziewięćdziesiątych, "O czym śnisz?" z Sanah przywoływało świat programów typu talent show, a "Mori" - z towarzyszącym mu teledyskiem, w którym Jerzy Skolimowski przechadza się po pustej, pandemicznej Warszawie - nosił w sobie ładunek emocjonalny, który pokazał, że o rzeczach trudnych nie trzeba mówić trudnym językiem, by poczuć ich wagę.

Zbierając te wątki w całość i doliczając kolejne przeboje, które Podsiadło ma w swoim repertuarze - również "Nie ma fal", "W dobrą stronę", "Trofea" czy "Początek" - warto zauważyć, że bez względu na to, jak patrzymy dziś na Dawida, trudno odmówić mu umiejętności okiełznywania stadionów przy jednoczesnym zachowaniu wrażenia, że cały czas opowiada o rzeczach prywatnych: dzieciństwie, skrępowaniu, chęci bycia lubianym, zmęczeniu oczekiwaniami, relacjach, wstydzie i ambicji. W jednym z wywiadów wspominał szkołę i reguły, które wtedy porządkowały mu świat. Mówił, że był dzieckiem irytującym innych, bo zawsze trzymał się zasad, a przy tym bardzo zależało mu na sympatii grupy. To w jego twórczości wraca bardzo często - potrzeba bycia częścią wspólnoty i jednoczesny wysiłek zachowania własnego tempa. Może właśnie dlatego jego piosenki tak dobrze działają w wielkim tłumie: mają zbiorowy wymiar, ale koniec końców karmią się samotnością. Są popowe, lecz często zbudowane wokół głosu, który brzmi tak, jakby zaraz miał powiedzieć coś trochę zbyt osobistego. I robi to z nieśmiałym uśmiechem, który autentycznie rozbraja. Gigantyczne widowisko pełne kruchych piosenek - jeśli jesteście na to gotowi, plan na sobotni wieczór może być tylko jeden.

Sebastian Gabryel

  • Dawid Podsiadło
  • 13.06, g. 17.30
  • Enea Stadion
  • bilety 

Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026

Powiązane wydarzenia

Baner promujący wydarzenie. Nazwa wydarzenia, data i zdjęcie Artysty.
Baner promujący wydarzenie. Nazwa wydarzenia, data i zdjęcie Artysty.
Enea Stadion, ul. Bułgarska 17