Znany jest pan z tego, że swoje sztuki pisze zgodnie z zasadą "minimum słów". Mam jednak nadzieję, że z rozmowami jest inaczej...
[Cisza, a po chwili nieśmiały uśmiech]
Często rozmowę o premierowych spektaklach zaczynam od pytania o autora sztuki. I nie zrobię w tej chwili wyjątku - kim jest Robert Jarosz?
Mam opowiedzieć o sobie? Dobrze. Mniej więcej od dwóch lat w przestrzeni zawodowej działam naprawdę intensywnie. Do pisania i reżyserowania dołączyło kierownictwo artystyczne w Teatrze Lalek Guliwer i prowadzenie ćwiczeń dramaturgicznych w białostockim wydziale Akademii Teatralnej w Warszawie.
Co panu przychodzi łatwiej, pisanie czy reżyserowanie?
W zasadzie to nic mi łatwo nie przychodzi. Przynajmniej takie mam wrażenie. Zasadnicza różnica pomiędzy pisaniem a reżyserią jest taka, że piszę w pojedynkę, a reżyseruje z grupą współtwórców. Reżyseria jest gonitwą za czasem, a pisanie gonitwą za myślą.
Jest pan jednak zarówno autorem, jak i reżyserem sztuki "Szczurzysyn - jeden akt o nienawiści", którą niebawem zobaczymy w Scenie Wspólnej. Z definicji - sztuka powstaje po to, żeby zaistnieć w teatrze. Czy pracując nad "Szczurzysynem", widział już pan ten tekst na scenie?
Pisząc "Szczurzysyna", nie wyobrażałem sobie działań scenicznych, skupiłem się jedynie na relacjach między postaciami i ogólnym przekazie płynącym z tekstu. Ten utwór nie zawiera wskazówek inscenizacyjnych. Przystępując do pracy reżyserskiej, opracowałem koncepcję sceniczną, której w żaden sposób nie przewidziałem przeszło pięć lat temu, gdy pisałem tekst.
Kim jest tytułowy Szczurzysyn? To klasyczny bohater zwierzęcy?
Szczurzysyn nie jest bohaterem zwierzęcym. Ma dwanaście lat i nieco inny kolor skóry. W spektaklu rola Szczurzysyna należy do Pawła Siwiaka, który jest po trzydziestce. Jest to celowy zabieg. Zależało mi na sytuacji, w której dorosły mężczyzna mierzy się z trudnym doświadczeniem wieku nastoletniego.
Co z drugą częścią tytułu, czyli "jednym aktem o nienawiści"?
Geneza napisania "Szczurzysyna" jest dość prosta. Postawiłem sprawdzić, czy potrafię napisać jednoaktówkę, która skondensuje pojęcie nienawiści na kilku kartkach słów. Tak więc "jeden akt o nienawiści" to zadanie, które sam sobie postawiłem.
Jakich narzędzi użył pan, żeby współczesny 14-latek, mówiąc kolokwialnie, "kupił" tę historię? Co z muzyką, bo jej świat przeważnie jest mu bliski?
"Szczurzysyn" jest pozbawiony narzędzi skierowanych do czternastolatków. Spektakl jest tak samo dla dorosłych, jak i dla młodzieży. Muzyka użyta w przedstawieniu może w tym samym stopniu podobać lub nie podobać się trzydziestolatkom, jak i czternastolatkom.
Historia Szczurzysyna jest diagnozą czy przestrogą?
Z pewnością to nie jest przestroga. To raczej rozważania nad nienawiścią doświadczaną przez fikcyjną postać, w fikcyjnej historii. Prawie jak w baśni. Wydaje mi się, że teatr nie jest od prawienia morałów. Zależy mi na tworzeniu sytuacji, które prowokują do refleksji.
Rozmawiała Monika Nawrocka-Leśnik
- "Szczurzysyn - jeden akt o nienawiści"
- tekst i reżyseria: Robert Jarosz
- Scena Wspólna
- ul. Brandstaettera 1/ Za Cytadelą
- premiera: 18.03, g. 10 i 18
- kolejne spektakle: 30.03, g. 10 i 18 oraz 31.03, g. 10
- spektakl dla młodzieży od 14 lat
- bilety: 18 zł (indywidualny), 16 zł (grupowy - powyżej 15 osób), 1 zł (dla opiekuna grupy)