Pokazujesz nam się w nowym wcieleniu jako DOMI/NIKA. Muzycznie wygląda to na próbę pogodzenia dwóch stron: delikatności i tanecznego impulsu, songwriterstwa i elektroniki, prywatności i sceny. Ale co najbardziej przecina ten ukośnik?
On jest dla mnie miejscem spotkania tych dwóch światów. Z jednej strony jestem prywatna, introwertyczna, związana z emocjami i songwriterstwem, z drugiej - odważniejsza, sceniczna, ciągnąca w stronę elektroniki i ruchu. DOMI/NIKA nie jest wyborem między nimi, tylko próbą pokazania, że obie strony mogą istnieć jednocześnie.
Masz za sobą Groberską, Vyspę i teraz DOMI/NIKĘ. To są kolejne etapy, osobne postacie czy raczej różne sposoby mówienia tym samym głosem? Często mówi się o "nowym projekcie", ale w Twoim przypadku za tym "nowym" stoi ponad dekada pracy, prób, koncertów i szukania języka. Czujesz się dziś bardziej debiutantką czy kimś, kto wreszcie układa wcześniejsze doświadczenia we własny porządek?
Mówienie o sobie jako debiutantce byłoby rzeczywiście pewnym uproszczeniem, a nawet pominięciem wszystkiego, co robiłam muzycznie wcześniej. Każdy projekt wniósł coś ważnego do mojego rozwoju i nauczył mnie nowych rzeczy, które dziś składają się na DOMI/NIKĘ. Trudno więc nazwać mnie debiutantką, ale przecież pojawiam się na scenie w zupełnie nowej odsłonie, a niewiele osób kojarzy mnie z wcześniejszymi dokonaniami. Uważam jednak, że każdy etap mojej dotychczasowej działalności był potrzebny. To właśnie te doświadczenia mnie ukształtowały i pozwoliły odnaleźć własną muzyczną tożsamość. Dzięki nim zyskałam również pewność siebie jako artystka, która dziś stanowi fundament tego, co tworzę i kim jestem na scenie.
Twoje piosenki często mają lekką, chwytliwą powierzchnię, ale pod spodem pojawia się niepokój, samotność, rodzaj zawieszenia albo kłopotów z podejmowaniem decyzji. Łatwiej Ci opowiadać o trudniejszych sprawach, kiedy niesie je taneczny puls?
To zależy. Moje teksty zazwyczaj poruszają tematy, które nie są do końca lekkie, ale mogą funkcjonować zarówno w bardziej energetycznych kompozycjach, jak i w tych spokojniejszych, bardziej nastrojowych. Nie przywiązuję się do jednego schematu - wszystko zależy od charakteru konkretnej piosenki. Zawsze jednak staram się, żeby tekst dobrze współgrał z muzyką. Najpierw powstaje kompozycja, a dopiero później pojawia się tekst. To właśnie muzyka wyznacza kierunek i buduje emocjonalny klimat, który później próbuję ubrać w słowa. Tekst jest więc często odzwierciedleniem tego, co czuję podczas komponowania, albo emocji, które towarzyszą mi, gdy słucham pierwszej wersji. Dzięki temu oba te elementy - muzyka i słowa - tworzą spójną całość i wzajemnie się uzupełniają.
Kiedyś mówiłaś o tym, że jesteśmy sami w sobie sprzeczni. Pisanie piosenek pomaga Ci te sprzeczności porządkować, czy raczej pozwala je uczciwie zostawić w całym ich bałaganie?
Myślę, że wspomniany wcześniej ukośnik w nazwie mojego projektu doskonale odzwierciedla to, co powiedziałam przed laty, i jest dowodem na to, że te słowa wciąż pozostają aktualne! Pisanie piosenek chyba nawet bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że każdy z nas jest wewnętrznie pełen sprzeczności. Z jednej strony czegoś pragniemy, z drugiej się tego obawiamy. Jednocześnie potrafimy odczuwać dwie pozornie wykluczające się emocje i nosić w sobie wiele różnych wersji samych siebie. Nie mam też poczucia, że pisanie piosenek służy porządkowaniu tych sprzeczności czy znajdowaniu na nie jednej odpowiedzi. Raczej pomaga mi je zauważyć, nazwać i zaakceptować ich obecność. Z wiekiem coraz bardziej przekonuję się, że nie wszystko da się w sobie zmienić, a część naszych sprzeczności po prostu jest elementem tego, kim jesteśmy. I być może nie trzeba ich rozwiązywać za wszelką cenę. Dlatego w moich piosenkach bardziej próbuję oswoić ten wewnętrzny chaos i pokazać, że można funkcjonować pomiędzy różnymi emocjami, pragnieniami i myślami. W pewnym sensie zostawiam więc te sprzeczności w ich naturalnym bałaganie, ale dzięki muzyce ten bałagan staje się dla mnie trochę bardziej zrozumiały.
Jesteś mocno związana z poznańską sceną - od wcześniejszych projektów, przez lokalne inicjatywy, po "My Name is Poznań", na którego najnowszej kompilacji pojawia się Twój utwór "Z wysokości". Co Poznań naprawdę daje muzykom, poza samym hasłem o "lokalnym środowisku"?
Na pewno warto wspomnieć o takich inicjatywach jak "My Name is Poznań" czy różnego rodzaju festiwalach showcase'owych, które dają młodym artystom możliwość zaprezentowania swojej twórczości szerszej publiczności i przedstawicielom branży. Bardzo cennym wsparciem są również stypendia twórcze Miasta Poznania. To realna pomoc, która pozwala zainwestować w rozwój działalności artystycznej. Tworzenie muzyki daje ogromną satysfakcję, ale wiąże się też z dużymi kosztami, dlatego takie programy mają ogromne znaczenie. Mam jednak wrażenie, że coraz bardziej brakuje miejsc, w których mniej rozpoznawalni artyści mogliby regularnie prezentować swoją twórczość. Poznańskie kluby stopniowo znikają z mapy albo ograniczają działalność koncertową, bo organizacja małych koncertów często okazuje się po prostu nieopłacalna. Publiczność częściej wybiera dziś duże wydarzenia z udziałem najpopularniejszych artystów, przez co skromniejsze projekty mają coraz mniej przestrzeni do zaistnienia. Kiedyś funkcjonowały także formaty takie jak BalconyTV czy Sofar Sounds, które dawały muzykom szansę dotarcia do nowych odbiorców i pokazania się w kameralnej, autentycznej formule. Dziś takich możliwości jest znacznie mniej. Dlatego uważam, że inicjatywy pokroju "My Name Is Poznań" powinny być jeszcze mocniej promowane i rozwijane, bo pełnią bardzo ważną rolę w budowaniu lokalnej sceny muzycznej i wspieraniu artystów na początku ich drogi.
A masz poczucie, że Poznań potrafi zatrzymać artystów przy sobie, czy raczej wypycha ich dalej?
Moim zdaniem, jeśli ktoś chce na poważnie rozwijać swoją karierę muzyczną, to prędzej czy później zaczyna kierować wzrok w stronę Warszawy... To właśnie tam koncentruje się duża część branży muzycznej - wytwórnie, managementy, media i najważniejsze wydarzenia. Dlatego wielu tutejszych artystów decyduje się na przeprowadzkę albo przynajmniej rozwija swoje działania zawodowe głównie w stolicy. Nie oznacza to oczywiście, że w Poznaniu nie da się tworzyć czy budować swojej publiczności, ale jeśli mówimy o możliwościach zawodowych i kontaktach branżowych, to Wa-wa nadal daje ich znacznie więcej. To naturalnie sprawia, że sporo utalentowanych osób opuszcza lokalną scenę albo dzieli swoją aktywność pomiędzy oba te miasta.
Czy DOMI/NIKA doczeka się pełnoprawnego albumu?
Tak, mój album jest już gotowy pod względem muzycznym. Wszystkie utwory są skończone, a cały materiał czeka tylko na premierę. Obecnie skupiam się na przygotowaniu warstwy wizualnej i wszystkich elementów związanych z wydaniem, bo zależy mi na tym, żeby całość była spójna i dopracowana również od tej strony. Zostało jeszcze kilka ostatnich kroków organizacyjnych i wkrótce będę mogła podzielić się płytą ze słuchaczami!
Rozmawiał Sebastian Gabryel
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026