Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Między Dniem Świstaka a Odyseją

W bloku na Rusa toczyła się tragiczna opowieść pełna namiętności, opowieść o zdradzie i zemście. To, co zapamiętane, okazuje się najmniej ważne. To co najważniejsze - zostało zapomniane i trzeba je napisać na nowo. "Antyhipokamp" to książka o dzieciństwie Adama Kaczanowskiego, wrażliwego dziecka, na przełomie lat 80. i 90. To także spóźniona próba przepracowania traumy po odejściu matki do innego pana, jak również - eksperyment z dokumentowania nieustannego procesu nadpisywania danych w mózgu-palimpseście.

Kobieca twarz o mocno podkreślonych ustach i rzęsach - została narysowana grubymi liniami na niebiesko-fioletowej okładce. - grafika artykułu
Adam Kacznowski, "Antyhipokamp", fot. materiały prasowe

Adam Kaczanowski to poznański (choć mieszka już w stolicy) poeta i prozaik, związany z "Twórczością". Debiutował "Powieką" w kwartalniku "FA-art", potem wydał m.in. sześć tomików poetyckich w WBPiCAK. Pisze również prozę - trzy lata temu opublikował choćby "Ze Słowackiego", śmieszną, choć ponurą opowieść o życiu w toksycznej, hermetycznej społeczności na jednym z warszawskich strzeżonych osiedli. Tym razem przenosimy się do Poznania w drugiej połowie lat 80. Narrator, wówczas 10-letni chłopiec mieszkający w jednym z wielkich bloków na osiedlu Rusa, przeżywa dzieciństwo kolorowane paczkami z RFN i stygmatyzowane odejściem matki do innego mężczyzny, przyjaciela jej ojca, który mieszka w tym samym bloku, tylko że w innej klatce. Matka to Kramerowa (nawiązanie do świetnego dramatu "Sprawa Kramerów" z 1979 roku), w gorszym przypadku "suka". Zdrajca to po prostu Zdrajca. Książkę otwiera cykl fantazji na temat niszczenia przez chłopca modeli samolotów podarowanych mu przez Zdrajcę: były wyrzucane przez okno, miażdżone, podpalane i zostawiane na torach, po których do zoo kursuje Maltanka, albo też pozostawiane na pastwę kopyt potężnych żubrów. "Nie wiem, jak wypieprzyliśmy te osrane gówna" - wyznaje narrator, mówiąc, rzecz jasna, o rzeczonych modelach. Może po prostu na każdym z nich napisał "suka" i zostawił pod drzwiami Kramerowej? Dziecięca, hiperbolizowana wulgarność jest jednym z atutów języka narratora. Jednocześnie destrukcyjne fantazje, którymi próbuje kompensować deficyty w rejonie hipokampu, w którym przechowywane są wspomnienia, przybierają formę jakże dorosłych, przepełnionych frustracją i resentymentem wizji, za które można pójść siedzieć.

Między kolejnymi scenami ukazującymi potencjalne pozbywanie się przeklętych modeli otrzymujemy anegdoty, z których wyłaniają się rodzice, babcia z Junikowa i postaci drugoplanowe, Polska w późnym PRL-u. Wszystko to zostaje przefiltrowane przez młodzieńczą fantazje rozbujaną przez komiksy z Kaczorem Donaldem oraz indiańskie opowieści o Winnetou i Old Shatterhandzie, co prowadzi do odrealnienia kolejnych scenek. Książka bowiem, co trzeba podkreślić ze względu na dynamikę narracji, ma konstrukcję scenkową. A z uwagi na fakt, że następujące po sobie scenki często w dużej części są takie same, narrator stawia czytelnika w sytuacji granicznej, pomiędzy entuzjastycznym przyjęciem konceptu a irytacją płynącą z faktu mielenia tego samego po raz enty.

Mnie jednak udało się pozostać po tej "dobrej" stronie. Podoba mi się zamysł, podoba mi się wykonanie, "Antyhipokamp" to dużo lepsza rzecz niż "Ze Słowackiego". Za intertekstualną, gatunkową ironię i osadzenie w Poznaniu kolejne plusy, choć miasto jest tu raczej tłem niż bohaterem. Komediowe zapętlenie przypomina mi kultowy "Dzień świstaka", erozja pamięci narratora z kolei "Memento" Nolana. Są też choćby świadomie wykorzystywane klisze z kina grozy. Przy całym tym efekciarstwie powieść dźwiga ciężar "Sprawy Kramerów" - smutek dziecka porzuconego przez matkę i wpływ rozwodu na rodzinę. Sam rozwód jednak okazuje się rozczarowująco nieskomplikowany. Wszystko to podszyte jest więcej niż szczyptą seksualności. Z początku dziecięcej, nieświadomej, gdy matka pokazuje synowi piersi, a kiedy indziej, podczas lekcji historii narrator przeżywa pierwszy orgazm, potem brudnej, nastoletniej, gdy chłopiec odkrywa uciechy masturbacji, a ostatecznie już dojrzałej, kiedy to eksperymentuje zarówno z kobietami, jak i mężczyznami. Pomieszanie faz rozwoju seksualności na przestrzeni całej powieści dodaje jej sporo pikanterii. Opowiada przecież dorosły, który nie jest w stanie odtworzyć stanu ducha dzieciaka, co prowadzi do psychologicznych pułapek i anachronizmów.

"Antyhipokamp", czyli przeciwieństwo skarbnicy pamięci, to naczynie na gdybanie, fikcję literacką, która zrywa kajdany mimetyzmu i zamiast rejestrować oraz odtwarzać rzeczywistości, halucynuje ją. Hipokamp, ośrodek, znajdujący się w płacie czołowym mózgu, może ulec uszkodzeniu na skutek stresu. Skoro już przywołaliśmy Christophera Nolana - w spektakularny sposób przedstawia to "Odyseja" skupiającą się na losach zmiażdżonego przez PTSD, fantazjującego o cyklopach, Odysa. Ten epicki trop podejmuje Kaczanowski. Szukanie kolejnych analogii między dziełami byłoby zbyt dużym nadużyciem, jednak lubię myśleć, że odpowiednikiem wiernego psa Argosa z Itaki jest w "Antyhipokampie" babciny Tarzan z Junikowa, którego przed przyjściem gości należy zamykać w kojcu, ponieważ istniało ryzyko, że mógłby za bardzo skakać i oszaleć ze szczęścia.

Jacek Adamiec

  • Adam Kaczanowski, "Antyhipokamp"
  • wyd. Ha!art

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026