Centrum Szyfrów Enigma działa od pięciu lat. Czekacie na 250-tysięcznego gościa. Jakie były te pierwsze lata? Czy 250 tysięcy zwiedzających to dużo?
Monika Herkt: Myślę, że dużo. Startowaliśmy w bardzo trudnym momencie, kiedy w ogóle nie było mowy o licznych zwiedzających. Przypomnę, że był środek pandemii covid i nawet uroczystość otwarcia była zorganizowana z obostrzeniami. Dla nas oznaczało to, że nie wszystkie osoby, które chcieliśmy zaprosić, mogły się pojawić. Ale chociaż początek był trudny, to wynik frekwencyjny wydaje mi się bardzo dobry. Dobra frekwencja cały czas się utrzymuje i co ciekawe, obserwujemy stały wzrost liczby zwiedzających spoza Polski, a o to przecież m.in. chodziło, żeby historię złamania Enigmy przez Polaków poznawały także osoby z innych krajów. Co ciekawe, wśród grup, które najbardziej przyrastają liczbowo, są przede wszystkim Brytyjczycy i generalnie turyści z Zachodu.
Kim są odwiedzający CSE? Czy są to przede wszystkim dzieci i młodzież szkolna, przyprowadzona przez nauczycieli i rodziców, czy dorośli? Jak zwiedzają? Modny jest termin "turystyka doznań", która polega na odwiedzaniu miejsc, gdzie czegoś można dotknąć, przeżyć, zrobić samemu...
Piotr Bojarski: Profil odwiedzających układa się trochę według kalendarza, bo w roku szkolnym dominują zorganizowane wycieczki, klasy ze szkół podstawowych i średnich. Natomiast latem są to częściej indywidualni odbiorcy, a także rodziny, które chętnie przychodzą do nas w weekendy. Gdy pytają, dla kogo jesteśmy, odpowiadamy, że dla wszystkich, bo przekrój wiekowy jest bardzo szeroki. Jeśli chodzi o "turystykę doznań", to myślę, że my akurat dobrze się w nią wpisujemy, bo nasza ekspozycja jest interaktywna, zapewnia zwiedzającym zaskakujące formy kontaktu z wiedzą, z historią. Nie wszyscy spodziewają się, że zetkną się osobiście z szyframi. Goście są też pod wrażeniem aranżacji ekspozycji. Podoba im się klimat: półmrok, aura tajemnicy i to, że u nas można się skupić.
Czy wśród zwiedzających więcej jest humanistów zainteresowanych historią, czy też "ścisłowców" pasjonujących się matematyką, szyframi i kryptologią?
P.B.: Nie odpowiem precyzyjnie, ponieważ nie prowadziliśmy badań osób, które do nas przychodzą, ale z tego, co obserwuję, to się równoważy. Najczęściej są to ludzie zainteresowani historią, odkrywający ją, lecz wątek matematyczny też jest ważny. Narracja na ekspozycji jest przesiąknięta szyframi i kodami, ale jest ona prowadzona w sposób przystępny i chyba tak być powinno. Każdy, kto chce w historię wejść głębiej, może to zrobić za pomocą poszczególnych aplikacji, złamać szyfry, pójść do Mediateki, gdzie udostępniamy więcej materiałów poświęconych Enigmie i ludziom, którzy ją złamali. Gdy CSE się otwierało, czuliśmy obawę, czy nie okażemy się zbyt trudni w odbiorze, zbyt chłodni, że jest dużo matematyki, że to jest trochę "mało sexy". Okazało się jednak, że nie. Zapewne także dlatego, że przez te pięć lat rozbudowana została oferta różnych ścieżek zwiedzania, a nasza działalność obrosła w aktywności popularyzacyjne. Te działania dodatkowe powodują, że np. pojawiają się w Centrum kolejni twórcy, którzy biorą udział w rezydencjach artystycznych. Bardzo mi to odpowiada, bo ja też obawiałem się, że zostaniemy zamknięci w szufladce "matematyka", a nie o to przecież chodziło.
Nie wiem, czy jest możliwe szybkie zwiedzenie CSE, bo wszędzie czekają zagadki, szyfry, kody i różne tajemnice do rozwikłania. Czy są ludzie, którzy rozwiązali je wszystkie?
P.B.: Mamy rekordzistkę, studentkę, która spędziła u nas dwa dni od rana do wieczora! To była osoba, która powiedziała sobie, że chce przejść przez wszystkie stanowiska i rozwiązać wszystkie zadania. I zrobiła to! Na koniec dostała od nas dyplom uznania. Zazwyczaj zwiedzanie CSE przez wycieczkę zorganizowaną, grupę szkolną trwa trochę ponad godzinę, wtedy ograniczamy się do przewodnika. Natomiast jeżeli ktoś ma więcej czasu i wciągnie się w nasze wyzwania, to może spędzić na ekspozycji nawet do pięciu godzin.
Centrum Szyfrów Enigma ma ogromny atut, którego nie mają muzea czy instytucje pokazujące wystawy stałe. Ci, którym za pierwszym razem się spodoba, mogą wrócić i rozwiązać pominięte zagadki, kolejny raz zagrać w grę, której nie przeszli. Ja sam przychodziłem kilka razy, żeby zagrać w gry strategiczne z Enigmą w tle. Czy są zwiedzający, którzy do Was wracają?
P.B.: Tak, wracają! Najczęściej jest tak: przychodzi turysta, który coś słyszał o złamaniu Enigmy i z grubsza wie, co to była za maszyna. W Centrum szybko jednak orientuje się, że to nie będzie zwykłe, bierne zwiedzanie: nie spodziewał się bowiem takiego natężenia różnych aplikacji, ale też licznych zadań analogowych, wyzwań, przed którymi może stanąć. Dlatego najczęściej za pierwszym razem ogranicza się do poznania ekspozycji z audioprzewodnikiem, czyli przejścia podstawowej ścieżki, ale w tyle głowy zostaje mu, że musi przyjść jeszcze raz, żeby przetestować to, co go interesuje. Bardzo inspirującym motywem na ekspozycji jest np. Manuskrypt Wojnicza. Jego zagadka bardzo ludzi pociąga. Przez pierwszy rok przychodziły do nas różne osoby z propozycjami złamania go. Zwiedzających bardzo interesuje też tajemnica szyfru Zodiaka (seryjnego mordercy grasującego w latach 60./70. w San Francisco - przyp. red.).
Do niedawna wydawało nam się, że historia kryptologów, którzy złamali Enigmę, jest zamknięta. Tymczasem ciągle pojawiają się nowe informacje, dokumenty, np. takie, które przywiózł do Polski i później przekazał do CSE Mariusz Borowiak. Jest więcej danych, nazwisk i historii do opowiedzenia. Traktujecie to jako wyzwanie?
P.B.: Cały czas śledzimy nowości i uczestniczymy w procesie gromadzenia wiedzy. Pracownicy CSE nagrali np. wywiad z Ferdynandem Vanke, ostatnim żyjącym weteranem Biura Szyfrów, które w czasie wojny działało przy Naczelnym Wodzu w Anglii. To niebywałe, że 103-letni bohater wszystko dobrze pamięta, stanowi świetne źródło wiedzy i jeszcze chce się spotykać. Takich wątków jest więcej. Podejmujemy te tematy, bo czujemy taki obowiązek. Przygotowaliśmy projekt "Kursanci", w którym próbujemy ustalić, kto (poza Rejewskim, Różyckim i Zygalskim) dokładnie wziął udział w tajnym kursie szyfrów w 1929 roku. Zleciliśmy kwerendę w archiwum UAM. Mamy sześćdziesiąt parę nazwisk z biogramami, wojennymi i powojennymi losami tych ludzi. Jestem przekonany, że właśnie wśród nich było dwadzieścia parę osób, które wzięły udział w kursie. Będziemy analizować ten bogaty materiał. Chcemy też dotrzeć do rodzin kursantów. Pierwsze efekty kwerendy zaprezentujemy niebawem. Pójdziemy dalej tym tropem i zakładam, że w ciągu najbliższych lat uda nam się zrekonstruować część listy uczestników kursu, bo ten cały czas jest wielką tajemnicą. Dziś wiemy tylko o kilku osobach. Zakładamy, że byli to najlepsi studenci, ci "czwórkowi" raczej na kurs się nie dostali...
Centrum Szyfrów Enigma z powodów oczywistych promuje przede wszystkim postać Henryka Zygalskiego, najbardziej poznańskiego z polskich kryptologów - łamaczy Enigmy. Wydaliście książkę o nim, zbiorowego autorstwa pracowników CSE. Czy będą kolejne?
P.B.: Tak, szykują się co najmniej dwie książki. Mamy ambicję, żeby napisać pełnoprawną biografię Zygalskiego. W tym celu wykonujemy kwerendę zagraniczną. Byliśmy w tym roku u pani Anny Canon-Zygalskiej w Anglii. Okazało się, że ma niesamowite zbiory dokumentów i zdjęć poświęconych jej stryjowi. Jest to np. jego korespondencja powojenna z Rejewskim, listy z polskim środowiskiem na emigracji, m.in. z ludźmi z Biura Szyfrów. Pozyskaliśmy dużo nowych zdjęć, przede wszystkim z powojennego okresu życia Zygalskiego. Mamy nowe materiały, chcielibyśmy, żeby książka ukazała się za dwa lata. Druga książka jest rozwinięciem projektu i wystawy "Szyfrodziewczyny", poświęconych wybitnym kobietom, kryptolożkom, szyfrantkom. W tej książce pokażemy ich postacie, które na pewien czas zniknęły z pola widzenia historyków.
Pojawiają się czasem słowa krytyki, że nazywacie się Centrum Szyfrów Enigma, a nie macie własnego egzemplarza Enigmy. Stosujecie inne rozwiązanie: pokazujecie maszyny wypożyczone.
M.H.: Kwestię braku własnego egzemplarza Enigmy, którą początkowo postrzegaliśmy jako pewną trudność, przekuliśmy w atut - przez 5 lat działalności pokazaliśmy aż 7 modeli tego urządzenia. Z każdym z nich wiąże się nietuzinkowa opowieść i różnorodne rozwiązania techniczne. Dzięki temu nasza publiczność, jak i my samy mogliśmy doświadczyć wyjątkowych wrażeń i zdobyć szeroką wiedzę o tym urządzeniu. Enigma jest dla nas ważna, jednak to przede wszystkim punkt wyjścia do sedna opowieści o ludziach, ich odwadze, determinacji i kreatywności. Myślę, że skoro kryptologom się udało, to również nasz zespół w dłuższej perspektywie znajdzie równie pomysłowe rozwiązanie, które zagwarantuje ciągłość prezentacji Enigmy na wystawie.
Co przygotowaliście z okazji 5-lecia?
P.B.: Jesienią chcielibyśmy zaprosić naszych sympatyków na dwa koncerty - we wrześniu zagra u nas poznański zespół Głupi Komputer, a w listopadzie - Jakub Królikowski, jeden z członków tego zespołu, świetny młody pianista, który występuje również solo. W październiku na ekspozycji CSE pokażemy spektakl Studia Teatralnego ty.art, działającego przy Centrum Inicjatyw Międzykulturowych Horyzonty, inspirowany życiem Zygalskiego. Jesienią zaprosimy także na spotkanie, podczas którego przedstawimy nowe ustalenia zespołu CSE na temat polskich kryptologów, ze szczególnym uwzględnieniem nowych zdjęć, wątków i dokumentów dotyczących Henryka Zygalskiego oraz osób, często z drugiego szeregu, które pracowały w Biurze Szyfrów i wykonywały tam pracę może nie tak eksponowaną, ale także trudną, mrówczą i równie ważną.
Rozmawiał Szymon Mazur
- Koncert zespołu Głupi Komputer z okazji 5-lecia CSE
- 26.09, g. 19
- Centrum Szyfrów Enigma
- wstęp wolny (wejściówki)
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026