"Weź to zrozum. Odcinek 1. Promieniowanie" jest "dla młodych i ciekawych w każdym wieku". Prawda czy fałsz? Zdecydowanie prawda. Punktem wyjścia do jego realizacji są nauki ścisłe, a nie humanistyczne. To przykład teatralnego serialu naukowego, "czegoś takiego jeszcze nie było". Z tym też można się zgodzić. Podobnie jak z tym, że twórcy wybrali temat, który często pojawia się w mediach, rozmawiamy też o nim na co dzień. Czy interesuje on najmłodszych? Tego nie wiem. Na pewno jednak, czego dziecko się nie nauczy, tego dorosły wiedział nie będzie, więc każda dodatkowa lekcja fizyki, chemii... czy po prostu życia jest wskazana. A jeśli pożyteczne, możemy połączyć z przyjemnym (bo zakładam, że tym właśnie teatr jest), to już w ogóle nie ma się nad czym zastanawiać.
Wizja ta bez wątpienia brzmi utopijnie. Dlaczego jednak okazała się marzeniem nie do końca do spełnienia? Twórcy, decydując się na ten naukowy i artystyczny eksperyment, nie porwali się wcale z motyką na słońce... tylko wybrali w podróż nad Morze Bałtyckie, do gminy Choczewo, gdzie trwa budowa elektrowni jądrowej. Tam też spotkali się bohaterowie sztuki: Atom (Jakub Szlachetka) - jeżeli uwierzymy Marii Skłodowskiej-Curie, to możemy dodać, że węgla, i Komórka (świetna w tej roli Anna Domalewska), która bywa nerwowa... Jest jeszcze kierownik budowy (Piotr Grabowski), choć on akurat wolałby się zająć wyłącznie pracą. Wszystkie działania relacjonuje telewizja. Prezenterka stacji Grzybnia (Julianna Dorosz) owinęła sobie publiczność/widzów wokół... mikrofonu.
W historii tej - a jej celem jest popularyzacja nauki - swoją rolę (i to niemałą) odegrali także wspomniana Skłodowska-Curie (Alicja Helfojer) i Albert Einstein. "Łebskość" postaci twórcy potraktowali dosłownie! Zarówno Skłodowska, jak i Einstein pojawili się na scenie z nieproporcjonalnie dużymi - w stosunku do całego ciała - głowami, ale za to idealnie proporcjonalnymi do wiedzy, jaką posiadali. Scenografka i autorka lalek Kaja Migdałek wpadła na pomysł, żeby je napełnić/wypchać (nie żartuję) wzorami i symbolami, by potem łatwiej było przeprowadzić na nich wiwisekcję. Dwukrotna noblistka wyjaśniła w trakcie zabiegu, czym się zajmuje, podobnie jak Einstein. Po "Weź to zrozum" każdy widz i widzka rozwiną najsłynniejsze chyba równanie świata wyrażające równoważność masy i energii.
Parę naukowców łączyła nie tylko bliska znajomość (wspólnie wędrowali po górach), ale też... uran. Jego promieniowanie było punktem wyjścia do badań Skłodowskiej, natomiast Einstein swoją teorią względności wyjaśnia, skąd bierze się w nim właśnie energia podczas reakcji jądrowych. Uran na scenie wystąpił w formie, w jakiej bywa w naturze. Kostium, w jakim pojawił się Marcel Górnicki (napędzał ten spektakl), był "łatwo obrabialny", czarny, ziarnisty i puchowy zarazem. Ciekawym dodatkiem do niego były pacynki/istoty pozaziemskie, będące kolejnymi twarzami bohatera. Bo ten, czego dowiadujemy się od śpiewającej Skłodowskiej, może być paliwem do bomb atomowych, ale produkty powstające z rozpadu uranu pomagają też np. w medycynie - w badaniach obrazowych czy radioterapii. Najlepsza scena? Dla mnie chyba ta, w której naukowczyni chce uśpić "Uranka". Dba o niego jak o małego urwisa, którego trzeba wyciszyć, zanim kolejny raz z nadmiaru emocji eksploduje.
Spory rozdział spektaklu zajmuje kwestia fake newsów. Uran na ten czas ustępuje miejsca... ziemniakowi (wspomniana już Alicja Helfojer). Dlaczego? Bo ten zawiera w sobie potas, czyli bardzo niewielką ilość izotopu promieniotwórczego. Podobnie zresztą jak banany! Ale kto by się tym przejmował? Znajdą się i tacy, a pośród nich jeszcze inni, którzy zastanawiają się np., czy pracownicy fabryki jądrowej częściej chorują albo czy temperatura Bałtyku wzrośnie po tym, jak w jego pobliżu powstanie elektrownia.
Skrajnych tez i emocji w spektaklu nie zabrakło. Energii również. Jednak po jego zakończeniu, po finale z krewetką w centrum - jej kostium może spokojnie pojawić się na prestiżowych pokazach mody - istotą niewielką i niepozorną, ale z jedną z największych broni w świecie zwierząt, wyszłam trochę rozczarowana. To, czego mi zabrakło, to na pewno płynność. Zastanawia mnie też liczba mikrowątków, które zostały poruszone. Oczywiście wszystkie związane były mocno z tematem, jednak mogło to skutkować przeciążeniem poznawczym małego widza. Wszystkiego było dużo, w bardzo krótkim czasie. I tak z jednej strony po obejrzeniu spektaklu mogą pojawić się dezorientacja i zmagania z paradoksem wyboru, z drugiej jednak... ciekawość w dawce nieszkodliwej i czysta radość z efektów dźwiękowych, świetlnych albo wizualnych.
Spróbujesz sam rozbroić tę bombę?
Monika Nawrocka-Leśnik
- "Weź to zrozum. Odcinek 1. Promieniowanie"
- reż. Szymon Kaczmarek
- Teatr Animacji
- recenzja z 15.03
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026