Kultura Poznań.pl

Książki

opublikowano:

No i co? Nie mam szczęścia?

- Talent nie jest jedynym elementem, który składa się na sukces w życiu - radził młodym artystom na spotkaniu otwierającym tegoroczną edycję Festiwalu Literatury dla Dzieci Józef Wilkoń. Zdaniem słynnego ilustratora trzeba na niego zwyczajnie zapracować.

. - grafika artykułu
fot. Biblioteka Raczyńskich

Skończył 90 lat. Ale nie chce się zatrzymać. - Ja już jestem w tym wieku, że gdybym usiadł i zaczął rozmyślać, to rzeczywiście by mi się przestało chcieć. Ja zwyczajnie czepiam się tego, co widzę w naturze. Nie myślę wtedy o tym, co doskwiera. A doskwiera - i nie tylko ludziom w moim wieku, bo to czas bardzo trudny dla wszystkich - wyjaśniał na spotkaniu w Bibliotece Raczyńskich Józef Wilkoń. Jego jednak czas pandemii zmobilizował, dużo pracował. Chciałby, żeby inni ludzie tak jak on docenili to, co mają wokół. Żeby np. zaczęli szanować lasy. - Ludzie dysponują rozsądkiem, ale robią rzeczy straszne - mówiąc to, apelował też, by nie strzelać do wilków. - Myśliwy jest mordercą, dopóki się nie wróci do łucznictwa, oszczepu... - domagał się aprobaty wśród publiczności, przyznając jednocześnie, że sam strasznie się boi wilków, że mu się śnią. - Są tuż tuż, a nogi, jak to mówią, wrośnięte w ziemię - opowiadał. Pomimo tego zrobił jednak kilka książek w ich obronie. Wśród nich są np. Wilczki wydane przez Media Rodzina.

Wychowali syna na dziada

Józef Wilkoń kojarzony jest przede wszystkimi z ilustracjami zwierząt, z książkami dla dzieci. - Chcę powiedzieć wyraźnie - robię to przy każdej okazji, kiedyś nawet tym zdaniem się naraziłem pewnej pani krytyk, że przychyliłbym nieba dziecku. Bo to prawda, zrobiłby to każdy z nas. Ale na miły Bóg, tak jak tu siedzimy, mam też do czynienia z dorosłymi - wyjaśniał na spotkaniu, "tylko tak dla porządku", ilustrator. - Ja naprawdę ilustruję też dla dorosłych - powtarzał. Przypomniał o pracach, jakie zrobił np. do Don Kichota i Pana Tadeusza. - Miło słyszeć, że się jest malarzem zwierząt. Ale w Panu Tadeuszu ilustrowałem również ludzi... zrobiłem album z listami Fryderyka Chopina. - Tak po prawdzie to ilustruję przede wszystkim dla siebie. To może brzmi egoistycznie, ale nie o to chodzi. Bo to najpierw musi się mnie spodobać, żeby oddać później w ręce dziecka.

Artysta wspominał swoje dzieciństwo, które, choć przypadło na czas okupacji, było szczęśliwe, i do dziś stanowi dla niego inspirację. Opowiedział jak godził studiowanie malarstwa z przyswajaniem na Uniwersytecie Jagiellońskim historii sztuki. - Ojciec był z zamiłowania malarzem, malarzem amatorem. Wiele rzeczy nawet nieźle mu się udało. Ale co najważniejsze, był zapalonym malarzem i każdą wolną chwilę spędzał przy sztalugach - opowiadał Wilkoń. - Ojciec miał oczywiście na mnie bardzo duży wpływ, można powiedzieć, że zawdzięczam mu wszystko, co przynajmniej na początku mojej drogi robiłem, czego się uczyłem - dodał.

To właśnie ojciec zawsze chciał, żeby malował. Przeciw z kolei była rodzina matki, która nie chciała, by "wychowali syna na dziada". - Zapadło mi to w pamięć, bo jak pierwszy raz wyjechałem do Paryża, byłem tam trzy miesiące, i wróciłem luksusowym samochodem, to od razu z moją żoną Małgosią i moją mamą, wjechaliśmy w Łańcucie na podwórze rodziny, między te kaczki, gęsi, trąbiąc! Chciałem pokazać jakim samochodem jeżdżą dziady - wspominał z radością Wilkoń. Przyznał również, że wiele zawdzięcza pedagogom, do których miał szczęście od samego początku. Wśród nich był m.in. "ogromny, łysy i wąsaty" Roman Kozioł. To on właśnie po tym, jak zobaczył młodego Wilkonia z linijką przy "martwej naturze", którą miał namalować, powiedział: "Wyrzuć chłopcze tę linijkę. Linia krzywa też jest piękna". - Przecież to jest godne Leonarda! Takie zdanie pamięta się całe życie - wspominał ilustrator. - Wziąłem gumę, pomazałem. A on na to: "Wyrzuć te gumę, bo jak mażesz, to nie widzisz, jakie robisz postępy".

Mistrz życia

Wilkoń wytłumaczył się także z tego, że wiele zawdzięcza szczęśliwym przypadkom. - Przypadek ma ogromne znaczenie w moim życiu, ale również w twórczości. Pierwszy okres, tzw. akwarelowy, to są doświadczenia z cieczą, wodą, to gra przypadków. Tylko ten, który to robi, ten żywioł kontroluje - wyjaśniał. Opowiedział też o tym, jak zaczęła się jego przygoda z rzeźbą, bo tak naprawdę nigdy tego robić nie chciał. - Nazwałem to ilustracją przestrzenną - mówił. Pokłosiem jest m.in. książka Psie życie. - Bandura, wspaniały rzeźbiarz krakowski, wchodzi do pracowni, gdzie lepimy głowy z gliny, staje przed moim pulpitem i mówi tak: "O Jezu, Wilkoniowi znowu urosła głowa". Miałem taką tendencję... - wspominał na spotkaniu artysta. - Na szczęście miałem piłę, siekierę i drewno... Widocznie dodawanie mi nie wychodziło, a odejmowanie mi wyszło.

Przypadek też sprawił niejednokrotnie, jak twierdzi sam Wilkoń, że w ogóle żyje. - Odprowadzałem kiedyś rodzinę żydowską, bo musieliśmy po dwóch tygodniach to robić, dla bezpieczeństwa. Odprowadzałem ich z Bogucic pod Wieliczką, gdzie mieszkaliśmy, do Bieżanowa. Idziemy drogą i potem ona się rozdwaja. Jedna jest wygodna, a druga wiedzie przez wąwóz, gdzie jest taka smrodliwa rzeczka. I ja kazałem im właśnie tam iść. Powiedziałem, że będzie trudniej, ale nikt ich nie będzie widział. Pożegnałem ich, wracam, przechodzę przez tory, a tam na rowerze jedzie gestapowiec... - wspominał ilustrator. - Minuta i nie byłoby mnie, ani całej mojej rodziny, ani też tej żydowskiej. No i co? Nie mam szczęścia? Okupację przeżyła cała nasza rodzina - mówił dalej. Wilkoń podkreślił też, że pomimo tego wszystkiego miał piękne dzieciństwo, że wojna nie odcisnęła na nim piętna, które miałoby wpływ na jego późniejsze życie. - Kopaliśmy szmacianą piłkę, bo innej nie było, jeździliśmy na nartach z desek z beczki... Sami robiliśmy sobie takie rzeczy, ale się bawiliśmy! Nasze pastwisko to był teatr - opowiadał.

Wilkoń nazywany jest naszym polskim "dobrem narodowym", "mistrzem ilustracji, rzeźby" oraz "mistrzem życia"... Tego ostatniego określenia jednak nie lubi, bo twierdzi, że tak nazwać może się tylko głupiec. - Jestem jednym z wielu, których nachodzą refleksje. Każdemu to grozi - mówił. - Każdy na swój sposób uczy się życia do końca. Nigdy nie jest na to za późno. Moja mądrość to jest mądrość życia, natury. To jest biologia, przyroda...

Relacja Monika Nawrocka-Leśnik

  • Festiwal Literatury dla Dzieci: spotkanie z Józefem Wilkoniem na finisażu wystawy jego prac Józef Wilkoń. Lektury obowiązkowe
  • Biblioteka Raczyńskich
  • 30.09

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020