Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Ster artystyczny Teatru Wielkiego objęła Karolina Sofulak. Reżyserka wielokrotnie realizowała spektakle w poznańskiej operze. Widzowie mieli okazję zobaczyć jej "Fausta", "Alberta Herringa" czy "Rusałkę", za którą zdobyła Nagrodę im. Jana Kiepury w kategorii najlepsza reżyseria, oraz najnowszą "Hrabinę".

Kobieta leży w zdobionej, staroświeckiej wannie, która stoi na scenie jako rekwizyt. Uśmiecha się, czyta duży zeszyt. - grafika artykułu
Karolina Sofulak, fot. Edyta Dufaj

Gdy rozmawiałyśmy przed premierą "Hrabiny", mówiła Pani, że tak jak głównej bohaterce tej opery, zdarzyło się Pani lub Pani współpracowniczkom spotkać na swojej drodze Podczaszyców i Dzidzich depczących po Waszych sukniach. Dyrekcja artystyczna daje Pani większą sprawczość?

Muszę przyznać, że jestem w wyjątkowej sytuacji. Wielkim zaszczytem jest dołączenie do Teatru, z którego wizją artystyczną i misją zgadzam się od lat. Oddaję więc swoją freelancerską wolność i po 15 latach bycia panią swojego czasu z zaufaniem, optymizmem i niezwykłą radością wchodzę na nową ścieżkę. Teatr Wielki - scena pod Pegazem jest pełna wyjątkowych ludzi, wspaniałych osobowości artystycznych. Cieszy mnie i buduje fakt, że stałam się częścią tego organizmu. A jeśli chodzi o "deptanie sukni"... miałam na myśli odległe czasy, może moje pierwsze asystenckie kroki, które były pełne negocjowania ze swoim ego i stania w cieniu. Ale teraz czuję się pewnie i mam wrażenie, że w sztuce jest więcej przestrzeni dla młodych kobiet i ogólnie dla młodego pokolenia.

Pracuje Pani właśnie nad wznowieniem pierwszego spektaklu zrealizowanego dla poznańskiej opery - "Faustem" z 2016 roku, który w lutym wraca na afisz...

Nie do końca. Kiedy dowiedziałam się, że Teatr Wielki planuje wznowienie "Fausta", to z przykrością zauważyłam, że terminy realizacji pokrywają się z moją działalnością w Wielkiej Brytanii. Właśnie pracuję nad wznowieniem "Petera Grimesa" w oryginalnej reżyserii Phyllidy Lloyd. To legendarna produkcja na Wyspach, a jednocześnie ważny dla mnie spektakl, dlatego podjęłam się tego zadania w Opera North. Natomiast w związku z tym, że w Teatrze Wielkim jednym z moich zadań będzie podnoszenie jakości wznowień i innych repertuarowych spektakli, postanowiłam zwrócić się z prośbą do współpracującego z poznańską operą kolegi po fachu - Krzysztofa Cicheńskiego...

I to właśnie on zadba o odświeżoną wersję "Fausta"?

Krzysztof, w ramach solidarności zawodowej, zgodził się wznowić mój spektakl. Dobrze go zna, rozumie i pamięta. Tworzymy tutaj nowe zasady działania pomiędzy reżyserami naszego pokolenia. Nie postrzegamy się jako konkurencji, a wzajemnie się wspieramy. W kwietniu na naszej scenie pojawi się "Król Roger" w reżyserii Krzysztofa Cicheńskiego. To była pierwsza koncepcja, którą przyjmowałam jako dyrektorka artystyczna, i myślę, że to będzie fantastyczna produkcja.

A czego możemy się spodziewać po Pani działaniach w nowej roli? To będzie rewolucja czy ewolucja?

Jak najbardziej ewolucja i dalszy rozwój tego, z czego Teatr Wielki słynie od wielu lat. Dużą dumą napawa mnie to, że poznańska opera jest rozpoznawalną marką w operowym obiegu międzynarodowym, a także w środowisku zrzeszonych w Opera Europa. Nie snuję wizji w próżni, ale dołączam do prężnie działającego zespołu dyrekcyjnego. Mam znakomitą partnerkę i wielką inspirację operową w osobie Renaty Borowskiej-Juszczyńskiej, którą darzę pełnym zaufaniem. Mam tu także wokół siebie wspaniałych partnerów muzycznych, czyli dyrektora Jacka Kasprzyka, Katarzynę Tomalę-Jedynak, która jest obecnie nową kapelmistrzynią, Olenę Skrok - naszą casting managerkę. Działamy blisko i zespołowo. A czego możemy się spodziewać? Na pewno dalszej pracy nad ważnymi współczesnymi operowymi tematami. W tym sezonie w Teatrze Wielkim zrealizowano znakomite zamówienie kompozytorskie, czyli "Doriana Greya" Elżbiety Sikory w reżyserii Davida Pountneya. Planowane jest kolejne nowe zamówienie. Oprócz tego pracujemy nad zrównoważonym rozwojem. To ma dużo wspólnego z ekologią teatralną i tzw. zielonym kompendium teatru. "The Theatre Green Book" to taki zbiór dobrych praktyk, które pozwalają nam lepiej współgrać ze środowiskiem i jednocześnie oszczędzać. Przodowniczką w tych działaniach jest scenografka Dorota Karolczak, której prace zawsze mają jakieś aspekt recyklingu. A ona sama często myśli o tym, żeby materiały, z którymi pracuje, nie zaśmiecały świata.

A jakie jeszcze zdania stawia Pani przed sobą?

Chciałabym wnieść dalszą pracę nad tym, co nazywamy rzecznictwem opery. To jest temat, który mnie szczególnie interesuje i którym w stowarzyszeniu Opera Europa zajmują się świetni specjaliści. Chodzi o sposoby mówienia o operze, które rozszerzają nieco temat, demistyfikują ten gatunek i pozwalają jej być wsparciem w naszym codziennym życiu, w życiu miasta i społeczności. Moja dalsza praca polega też na wspieraniu tego, co dzieje się w bieżącym repertuarze. Według mnie dyrektor artystyczny nie jest tylko po to, żeby snuć własne wizje, ale po to by podtrzymywać dobre relacje wewnątrz instytucji. Planujemy wprowadzenie kodeksu etyki w teatrze, który reguluje to, jak się do siebie wzajemnie zwracamy, i który wymaga od nas, żebyśmy jakiekolwiek złe emocje pozostawiali tylko i wyłącznie do użytku na scenie, kiedy mamy je zagrać na potrzeby dzieł operowych.

A co należałoby poprawić?

Na pewno będziemy pracować nad jeszcze większym otwarciem Teatru na młode pokolenie i widzów, i śpiewaków. Wrócę więc do tematu wznowień. Chciałabym przekazać całą swoją wiedzę dotyczącą praktycznych aspektów rzemiosła reżyserskiego i dokumentacji spektakli, bo doświadczenia zbierałam przez lata działań w europejskich teatrach. Będziemy też chcieli wrócić trochę do tego, jak Teatr działał podczas remontu, gdy zdarzały nam się premiery w Auli Artis czy w hali Międzynarodowych Targów Poznańskich. Myślimy też o tym, by ruszyć w region, wychodzić ze spektaklami do widzów, który normalnie może by nie pomyśleli, że opera jest czymś dla nich.

Pani spektakle, choćby ostatnia "Hrabina", mają głęboko feministyczny wydźwięk. Czy to feministyczne myślenie przełoży się na działalność artystyczną w Teatrze Wielkim?

Myślę, że wiele osób w Polsce kojarzy feminizm z tym, co działało w latach 90. lub wczesnych dwutysięcznych. Ja rozumiem ten nurt jako aspekt humanizmu - podtrzymywanie równowagi między płciami, dobrego porozumienia, wzajemnego uzupełniania się. Nie spodziewajcie się więc Państwo, że przemaluję Teatr na różowo albo że nagle będą reżyserować i śpiewać wyłącznie kobiety. W "Hrabinie" zaczęłyśmy od skupienia się na kobiecym ego i kobiecym prawie do gniewu. Potem mieliśmy "Doriana Greya", który skupiał się na męskim narcyzmie. Nadchodzącego "Króla Rogera" widzę jako syntezę sezonu. Bardzo się na to cieszę.

Obejmuje Pani stanowisko w ciekawym momencie, bo trwa właśnie konkurs na dyrektora Teatru Wielkiego w Poznaniu. Nie ma Pani obaw?

Bierzemy w tym konkursie udział. Zobaczymy. Ktokolwiek obejmie tę dyrekcję, Teatr musi działać. Planowanie w operze odbywa się z bardzo dużym wyprzedzeniem, a Teatr nie może wisieć w próżni.

Rozmawiała Agnieszka Nawrocka

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026