Czy gry z serii "Kim być chcecie, zostaniecie" testowała Pani na dzieciach?
Oczywiście, testowanie na grupie odbiorców to jeden z najważniejszych elementów pracy nad projektem. I z moich obserwacji wynikło, że dzieci bardzo te gry polubiły - zwłaszcza klocki. Co więcej, klocki wzbudziły również ciepłe emocje w starszych odbiorcach, którzy mogą kojarzyć podobne ze swojego dzieciństwa - ja sama zresztą bawiłam się takimi!
Przedstawmy zatem Pani projekt. Złożyła się na niego książeczka oraz uzupełniające ją trzy gry.
Książeczka została napisana wierszem i jest przeznaczona dla dzieci w wieku 4-6 lat. Opisują - i książeczka, i gry - 14 zawodów, 7 przedstawionych w reprezentacji męskiej i 7 w żeńskiej. Dążyłam do tego, by kolorowe ilustracje "opowiadały" o zainteresowaniach i mocnych stronach dziecka, a potem zaskakiwały nieoczywistą ścieżką, jaką takie dziecko może podążyć. Np. dziewczynka lubiąca wiązać warkocze może zostać fryzjerką, ale również żeglarką, która wiąże mocne liny. Z chłopca, który lubi wycinać i ma setki pomysłów na minutę, byłby z kolei znakomity krawiec.
Skąd potrzeba zajęcia się takim tematem?
Zacznę od tego, że wcześniej, podczas studiów, w centrum moich zainteresowań był plakat. Projektowałam głównie z myślą o teatrach i wkrótce zaczęłam współpracować z teatrami dziecięcymi. To wtedy zainteresowałam się ilustracją zahaczającą o edukację i zaczęłam spisywać różne pomysły - ten dyplomowy był jednym z nich i uznałam go za najbardziej naglący. Dlaczego? Bo badając rynek publikacji dla dzieci, zauważyłam, że jest spora luka wśród gier i książeczek, które dotyczyłyby zawodów wykonywanych w dorosłości, a o których dzieci zaczynają myśleć bardzo wcześnie, obserwując chociażby swoich rodziców, sąsiadów, przechodniów. Książki, które zostały na ten temat wydane, miały z kolei nienajlepszą jakość - zarówno merytoryczną, jak i estetyczną. Po drugie, zauważyłam, że sporo wydawnictw, nawet tych uznanych, często powiela w swoich publikacjach stereotypy płciowe, przyznając bohaterom konkretne role. Postanowiłam zaprojektować coś, co będzie promowało równościowe aspekty i zaszczepiało je w dzieciach od ich najmłodszych lat. Uznałam, że książeczka to za mało, i stąd również gry, które miały na celu utrwalenie wiedzy, a przy tym są po prostu ładne - dzięki czemu zachęcają do zabawy.
Jakie to gry?
Bazowałam na formułach i mechanikach, które są ogólnie znane, nie wymyślałam koła od nowa. Pierwsza gra to zestaw klocków. Z trzech elementów składamy ciało, mamy do wyboru osobny element na głowę, tułów i nogi. I z tego wychodzi osoba wykonująca konkretny zawód, dzieci mogą same zdecydować, jakiej będzie płci i jak będzie ubrana. Druga gra to Memory - polega na szukaniu prawie identycznej pary. Tutaj mój pomysł był taki, że para jest "prawie" identyczna, bo choć postacie są tak samo ubrane i mają te same pozy, to różni je płeć. Trzecia i ostatnia gra to historyjki obrazkowe - mocno wspierająca rozwój i często wykorzystywana w gabinetach psychologicznych. Ważna szczególnie dla dzieci w wieku przedszkolnym, bo nie dość, że rozwija wyobraźnię, to pomaga też uczyć się związków przyczynowo-skutkowych.
Dlaczego wybrała Pani akurat przedszkolaków na swoją grupę wiekową?
Bo z moich badań wynikło, że właśnie w przedszkolu najczęściej rozwijają się i ugruntowują stereotypy płciowe - i zostają na długo. Młodsze dzieci dopiero poznają i zaczynają rozumieć koncept płci, starsze z kolei mają już zakodowane konkretne przekonania. Co ciekawe, dotyczy to nawet dzieci pochodzących z rodzin, w których rodzice promują idee równościowe. Może to wynikać właśnie stąd, że dzieci nie znajdują potwierdzenia tych idei w książkach, grach, zabawkach, które je otaczają.
Chciałaby Pani wydać swoją publikację lub w inny sposób ją udostępnić?
Wysyłam ofertę do różnych wydawnictw, ale na razie bez odzewu. Bardzo bym chciała wydać książkę i gry, ale zdaję sobie sprawę z tego, że to nie jest temat z gatunku tych, które łatwo i szybko się sprzedają.
No właśnie - co na to wszystko rodzice?
Nie ukrywam, że książka i gry były testowane głównie na osobach z mojego otoczenia, a są to raczej świadomi rodzice, którzy wspierają równościowy rozwój swoich dzieci i oni wyrażali bardzo pozytywną opinię. Również dostrzegali brak tego typu literatury na rynku. To, co szczególnie się podobało, to nienachalny sposób uczenia o wzorcach, bez narzucania na siłę odwrotnych ról (przecież nie trzeba wykonywać stereotypowo męskiego zawodu, żeby być feministką!). Natomiast wiem, że istnieje spora grupa rodziców, którzy dostrzegają zagrożenie w tego typu przekazach i samo użycie feminatywów i wyjście poza utarte kanony wywołuje w nich strach, a ten niepokój często przejawia się w postaci oburzenia i złości. Nie gniewam się, rozumiem ten mechanizm, ale to tylko kolejny znak, że takie treści są nam potrzebne, żeby wychowywać otwartych i tolerancyjnych młodych ludzi.
Rozmawiała Izabela Zagdan
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026