Kultura Poznań.pl

Książki

opublikowano:

Ci, co nie rezygnują z zaangażowania

Przemysław Wielgosz we współpracy z Teatrem Ósmego Dnia zaproponował cykl spotkań Historie ludzi bez historii. Cykl ten w przeciwieństwie do prowadzonego przez niego w Teatrze Powszechnym w Warszawie seminaryjno-wykładowego programu Ludowa historia Polski - ma charakter swobodnych rozmów. Doskonale w tę konwencję wpisał się pierwszy gość - antropolog i kulturoznawca Michał Rauszer.

. - grafika artykułu
Spotkanie z Michałem Rauszerem, z cyklu "Historie ludzi bez historii", fot. Printscreen

Badacz przyznał, że równolegle pisał dwie, dopełniające się książki - wydane we wrześniu popularnonaukowe Bękarty pańszczyzny. Historia buntów chłopskich oraz Siłę podporządkowanych, pracę naukową obecnie znajdującą się na etapie redakcji. Ta pierwsza powstała "ze złości i frustracji", odsłaniając przy tym fragmenty jego biografii jako osoby pochodzącej z "warstw ludowych". Jednak to, że dał w niej upust swoim emocjom jest bez wątpienia jej dużą zaletą - i to nie tylko jako pozycji angażującej czytelnika. - Bycie częścią tej grupy i pisanie "ze środka" może przynieść bardzo dobre efekty, ale pod warunkiem, że jesteśmy świadomi tego, że piszemy z zaangażowanego punktu widzenia i znamy ograniczenia, jakie ta perspektywa z sobą niesie. Ktoś piszący w sposób silący się na obiektywizm może popaść w pułapkę, gdy ten "obiektywizm" zakrzywi jego spojrzenie i będzie ono mniej odpowiednie niż moje, zaangażowane. Napisałem Bękarty..., żeby wyrzucić z sobie złość i frustrację, by nie przeszkadzały mi przy pisaniu książki naukowej, która ma trochę inne wymagania - przyznał badacz.

Prowadzący spotkanie Przemysław Wielgosz zauważył, że Rauszer zaczął Bękartami pańszczyzny... pisać historię buntów chłopskich, o których dominująca narracja historiograficzna miała tyle do powiedzenia, że... nigdy ich nie było w dziejach Polski. Antropolog, identyfikujący się z nurtem badań nad buntem, oporem i rewolucjami w swojej pracy mierzy się również z wieloma tendencyjnymi, fałszywymi wyobrażeniami. - Uderzyło mnie to, że podchodzimy do tego typu zjawisk w bardzo zestereotypizowany sposób. Gdy myślimy o buncie, to widzimy rewolucjonistę - przede wszystkim męskiego - z rozchwianą koszulą, który biegnie zdobywać Bastylię. Podobnie jest z podejściem do chłopów. Jeżeli mówimy "lud", to mamy na myśli umorusanego błotem faceta, który siedzi przed lepianką, jest głodny i domaga się czegoś. Trzeci stereotypowy obraz dotyczy walki klas. To nie do końca dobra wyobrażeniowa spuścizna po PRL-u: bolszewik z umorusanym robotnikiem goni kapitalistę, który ucieka we fraku z cylindrem i cygarem w ustach. Przy okazji różnych dyskusji na temat mojej książki pojawia się ten problem. Ktoś mi na przykład zarzucił, że doszukuję się walki klas w tym, co miało być negocjacjami między dworem a chłopem czy między władzą a chłopem. W tym wyobrażeniu pańszczyzna przypomina bardziej spisaną umowę między dwoma równorzędnymi partnerami handlowymi, niż między panem a podporządkowanym - powiedział Rauszer. W Sile podporządkowanych chciał odnieść się do tego zjawiska. Jego głównym celem było pokazanie, w jaki sposób ludzie się buntują i stawiają opór, co nie przybiera formy prostego szturmu, lecz jest dużo bardziej złożonym, rozciągniętym w czasie procesem.

Rauszer pokazał też to, jak takie stereotypowe, uprzedzeniowe myślenie o "ludzie" funkcjonuje w Polsce również w odniesieniu do współczesności. - Jeżeli mamy ludowy bunt, jak ostatnio Strajk Kobiet, to zaraz pojawiają się głosy "A kto za tym stoi?", "A kto tym steruje?", bądź: "Te kobiety nie wiedzą... bo ktoś nimi steruje". To paternalizujące podejście pokazujące, gdzie jest "miejsce" tych kobiet, ludu w historii i narracji. Lud ma siedzieć cicho, miłować swoich panów, a jak mu się nie podoba, to trudno - bo jak się zbuntuje, zostanie oskarżony o przemoc - stwierdził. - Chodzi o formę podejścia, w którym odmawia się warstwom ludowym i różnym innym grupom podporządkowanym ich własnego głosu i podejścia do kwestii życia  - dodał.

Jak zresztą pisze we wstępie do Bękartów pańszczyzny.... - "Powodem napisania tej książki jest chęć pokazania, że moi przodkowie i przodkowie zdecydowanej większości Polaków i Polek wcale tacy głupi, potulni, bezwolni i bezrozumni, jak to się zwykło uważać, nie byli. Świadczyć ma o tym fakt, że w niesprzyjających warunkach, w jakich żyli, stawiali opór na wszelkie możliwe sposoby, tworzyli własną kulturę i sztukę (...) szlachta postrzegała chłopów jako gorszych od siebie, co miało jej dawać poczucie wyższości uzasadniające wykorzystywanie pracy chłopów. Dużo łatwiej jest wyzyskiwać kogoś, o kim myślimy, że jest gorszy i głupszy. Jeden z ideologów takiego podejścia do sprawy - Walerian Nekanda Trepka - w swojej słynnej pracy Liber chamorum, nie chcąc się powtarzać, używa w stosunku do chłopów określeń takich jak: «bajstruk», «buhaj», «dryś», «gnojek», «kundel», «nadmidupa», «pomyje», «suka», «złodziej» oraz «bękart»".

W toku edukacji jego nauczyciele przywiązywali dużą uwagę do podziału prac w tradycyjnych społecznościach chłopskich. - Gdy pisałem popularyzatorski artykuł o roli kobiet, żona zwróciła mi uwagę, że w XIX wieku w klasach wyższych wykształciła się opinia o roli kobiet jako podporządkowanych - stąd słynne teksty o tym, że kobieta jest przywiązana do ciała, a mężczyzna, "ten logiczny", do ducha. Stąd gdy dziś mówi się o tradycyjnych rolach kobiet i mężczyzn, to myśli się o tym, że żona siedzi w domu i nic nie robi, tylko zajmuje się dziećmi, natomiast mężczyzna to ten, który ciężko pracuje i przynosi pieniądze do domu. Natomiast w klasach ludowych - robotniczych i chłopskich - kobiety bardzo ciężko pracowały. na równi z mężczyznami, i jeszcze zajmowały się opieką nad dziećmi. Nasze wyobrażenie o "tradycyjnej" rodzinie jest z pewnością wykrzywione przez narracje, które zaczęły się pojawiać w XIX wieku - powiedział Rauszer.

Zajmując się buntami ludowymi w Polsce i na świecie zwrócił uwagę na to, że kobiety na równi z mężczyznami do nich przystępowały i brały w nich aktywny udział. Jego zdaniem miała na to wpływ właśnie ciężka praca obu płci, dająca kobietom równe "prawo" do uczestniczenia w buncie. - Gdy popatrzymy na zdjęcia z rewolucji meksykańskiej, walk antykolonialnych na Bliskim Wschodzie, relacje z oporu chłopów przeciwko kolektywizacji w Polsce i nie tylko... W Rosji ten opór prowadziły kobiety i nawet w literaturze jest on określany jako "babski opór" - wyliczał antropolog.

W czasie spotkania podjęty został również problem przemocy, związany z pułapkami solidaryzowania się z walczącymi. - To zagadnienie z etyki, moralności, które jest jeszcze do przepracowania. Starałem się uniknąć waloryzowania przemocy podporządkowanych. Intuicyjnie normalni ludzie stoją po stronie tych, którzy walczą o sprawiedliwość. Natomiast musimy mieć świadomość, że ta walka może się odbywać różnymi środkami, a te środki mogą być nie do końca odpowiednie. Wydaje mi się, że to zagadnienie dla filozofów zajmujących się etyką - zauważył Michał Rauszer.

Marek S. Bochniarz

  • spotkanie z Michałem Rauszerem, z cyklu Historie ludzi bez historii
  • prowadzenie: Przemysław Wielgosz
  • Teatr Ósmego Dnia
  • online
  • 15.01

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021