Kultura Poznań.pl

Muzyka

opublikowano:

ZA PARTYTURĄ. Wciąż marzę o uniwersalnej muzyce

- Zawsze miałem silne predylekcje do muzyki łączonej z obrazem. Utwory, w których to forma i struktura są elementami dominującymi, były dla mnie mało pociągające - mówi Gabriel Kaczmarek*, kompozytor związany z Teatrem Cortiqué.

. - grafika artykułu
Gabriel Kaczmarek, fot. Beata Orcholska

Jak pracuje się w środowisku baletowym, z tyloma ludźmi odpowiedzialnymi za powstawanie dzieła?

Na początku nie było łatwo. Zaczynałem jako kompozytor muzyki filmowej i największa trudność polegała na wypracowywaniu wspólnej wizji z reżyserami. Ale przez te doświadczenia udało mi się opracować skuteczny język komunikacji z twórcami. Za to moja współpraca z Anną Niedźwiedź jest niezwykła, myślimy o dziele prawie zawsze tak samo, wzajemnie się motywujemy, co pozytywnie wpływa na jakość naszych projektów.

Jak rozpoczęła się Wasza współpraca?

To dosyć zabawna historia. Znajoma umówiła mnie z właścicielką prywatnej szkoły baletowej, która chciała zrealizować spektakl z orkiestrą. W pierwszym momencie pomyślałem, że to szalony pomysł, i trudno było mi wyobrazić sobie, jak jakaś szkoła baletowa zorganizuje tak gigantyczne przedsięwzięcie. Ale kiedy przedstawiłem Annie Niedźwiedź, z czym łączy się zorganizowanie tego rodzaju spektaklu, spotkałem się wyłącznie z entuzjazmem.

Kiedy po premierze mąż Anny zapytał nas, jakie mamy marzenia związane z tym spektaklem, ona, nauczona doświadczeniem, powiedziała, że chciałaby, aby po prostu trochę częściej móc go grać. Ja jeszcze z idealistycznym zapatrywaniem powiedziałem, że marzy mi się, aby spektakl ten pojawił się w wielu operach i został na stałe w repertuarze, żeby dzieci mogły się na nim wychowywać.

Od premiery minęło pięć lat i Pana życzenie się spełniło. Alicja była wystawiana w polskich teatrach, a już wkrótce zabrzmi w USA.

W dużej mierze nasza współpraca ze Stanami rozpoczęła się z inicjatywy kierownika muzycznego spektaklu Cheunga Chau. Dyrygent przekazał dziekanowi Wydziału Artystycznego Utah Valley University materiały związane ze spektaklem. Kiedy decydenci uniwersytetu zapoznali się z nimi, zapalili się do pomysłu wystawienia go w Noorda Center for Performing Arts. Utah to stan, w którym instytucja rodziny jest szczególnie hołubiona. Fakt, iż prawie pięćdziesiąt procent mieszkańców jest Mormonami, ma wpływ na to, że przyrost naturalny jest tam jednym z najwyższych w USA, więc potrzeba takich rodzinnych spektakli jest tam duża. We wrześniu udało nam się już wybrać 52 uczennice i studentów z różnych amerykańskich szkół oraz 26 muzyków z Utah Valley University, którzy wystąpią w Alicji. Z Polski do Stanów przyjadą 44 osoby, w tym 22 uczennice Szkoły Baletowej Anny Niedźwiedź i 11 muzyków z Sinfonietty Polonia. Będzie to więc dla nas także wyzwanie logistyczne.

Odbiorcami Pana muzyki są w dużej mierze dzieci. Jak to jest pisać dla tak szczerych krytyków?

Zgadza się, dzieci to świetni krytycy. Aby zainteresować je muzyką, pomocne są pewne elementy warsztatu muzykologicznego. Na dzieci najbardziej oddziałują dwa elementy: barwa i rytm. Wyraziste rytmy angażują uwagę, dzięki nim dziecko nie będzie się nudzić. Natomiast częste zmiany barwy silnie pobudzają dziecięcą wyobraźnię dźwiękową. Także to, gdy każda postać w spektaklu ma przypisany swój łatwy do zapamiętania motyw melodyczny, bardzo ułatwia zrozumienie spektaklu. Jednak nawet w takiej muzyce staram się "puszczać oko" do specjalistów. Między innymi język, w którym śpiewają niektóre postacie w Alicji, oparty jest na ciągu Fibonacciego.

A jak na Pana partytury reagują wykonawcy?

Jest jedna rzecz, której nie przemyślałem do końca w partyturze do Alicji. Założyłem, że każdy muzyk orkiestry jest niezrealizowanym solistą, który marzy o wielkiej karierze. Myślałem, że jak napiszę trudną partię, to w końcu będzie mógł się wykazać. Co tu dużo mówić... Nawet jeśli ten zapał w muzykach jest, to nie mają oni zazwyczaj wystarczająco dużo czasu, żeby uczyć się tak wymagających partytur. Teraz, znając realia, staram się ułatwiać pracę muzykom, szukając kompromisu między wyobraźnią a praktycznością.

Rozpoczynając swoją karierę, sądził Pan, że wyspecjalizuje się w muzyce baletowej?

Zawsze miałem silne predylekcje do muzyki łączonej z obrazem. Utwory, w których to forma i struktura są elementami dominującymi, były dla mnie mało pociągające. Wiemy przecież, że percepcja działa w ten sposób, że to nie struktura decyduje o tym, że przeciętny odbiorca odróżnia jedno dzieło od tysiąca innych. W końcu muzyka popularna operuje na kilkuakordowych schematach, a jednak miliardy ludzi rozróżniają jedną piosenkę od drugiej, mimo że strukturalnie, od strony harmonicznej, a często również rytmicznej, to dzieła jotę w jotę takie same. W związku z tym ślepym zaułkiem jest dla mnie skupianie się wyłącznie na strukturze. Zwłaszcza jeśli zależy nam na słuchaczach.

I to z myślą o nich Pan komponuje?

Tu zgodzę się akurat z Schönbergiem, kompozytorem znanym ze skupienia prawie wyłącznie na strukturze - że jeśli ktoś ma zostać kompozytorem, to nim zostanie, choćby nie wiem co. Mam bardzo silną potrzebę tworzenia. Jednakże chcę, aby moje utwory oddziaływały na słuchaczy, poruszając ich emocjonalnie, a nie tylko intelektualnym brylowaniem. Mam w sobie wciąż wiele naiwnego idealizmu, przez który wciąż marzę o uniwersalnej muzyce działającej zarówno na odbiorców niedoświadczonych, jak i wyrafinowanych. Trudno byłoby mi pisać muzykę z założeniem, że skończy ona w szufladzie. Dlatego tak dobrze odnajduję się w Szkole Baletowej Anny Niedźwiedź, bo mam poczucie, że tu rzeczywistość jest zmieniana.

Proszę opowiedzieć o najbliższych planach.

Zrealizowałem niedawno nagrania do Pięknej i Bestii, która za rok będzie miała premierę. Poprosiłem, aby dziełem tym na potrzebę nagrań zadyrygował Wojciech Rodek, dyrektor artystyczny Filharmonii Lubelskiej. Pracowałem nad tą partyturą przez rok i przyznaję, że skończyłem ją na dzień przed nagraniem. Wiem już, co czuł Mozart, gdy w dzień premiery pisał uwerturę do Czarodziejskiego fletu, i będę unikał podobnych doświadczeń. Większość nut wysłałem tydzień wcześniej, ale finał pisałem do ostatniej chwili. Twierdzę jednak, że udało się Wojtkowi stworzyć niesamowity zespół, który pracuje w doskonałej atmosferze. Takie warunki sprawiły, że pierwszy raz usłyszałem swoją muzykę dokładnie tak, jak brzmiała ona w mojej wyobraźni. Jest to spełnienie mojego wiele lat czekającego na realizację marzenia.

rozmawiała Aleksandra Kujawiak

* Gabriel Kaczmarek - kompozytor muzyki do spektakli baletowych, teatralnych i filmów. Zastępca dyrektora ds. artystycznych w Teatrze Cortiqué, prezes Zarządu Fundacji Artystyczno-Edukacyjnej Anny Niedźwiedź.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019