Kultura Poznań.pl

Muzyka

opublikowano:

Osiecka bez pretensji

Widowisko, dobra energia, świetne głosy i jeszcze lepsi muzycy - twórczość Osieckiej ponownie zatriumfowała w Teatrze Nowym i zdobyła nowe, Bibobitowe konteksty. Osieckowe show z Danielem Moszczyńskim w roli głównej zachwyca przede wszystkim muzycznie - kilka aranżacji z pewnością zapisze się w bogatej historii interpretacji tych popularnych piosenek.

.
Fot. Jakub Wittchen

Osiecka nie umie robić nic innego - pisze więc i gada, pisze i gada - dowiadujemy się z radiowych fragmentów wywiadów, które wplecione zostały między utwory. Dodają im kontekstów, bawią, podrasowane elektroniką przechodzą płynnie do muzyki. Na początek - Międzyczas 1987 na hip-hopową nutę, zadziorną, mocną. Dalej równie świetna, przejmująca w interpretacji Daniela Moszczyńskiego piosenka Kobiety, których nie ma i rzadziej wykonywana Księżyc frajer z genialnym, improwizowanym dialogiem dwóch klawiszowców - Jacka Piskorza i Adama Lemańczyka. Na razie zespół gra pełnymi głosami, pełną obsadą. Prócz sześciu muzyków Bibobitu, na scenie gościnnie wystąpił Jacek Piskorz, cztery aktorki Teatru Nowego oraz kwartet smyczkowy.

Na początku hierarchia wykonawców jest jasno ustalona - to Bibobit wiedzie prym, a aktorki w składzie: Alicja Juszkiewicz, Oliwia Nazimek, Julia Rybakowska i Małgorzata Walenda raczej pełnią rolę chórku. Chórku, trzeba dodać, nad wyraz świetnego. Szkoda jedynie, że tyle pary poszło w ciągłe przebieranie aktorek - działanie niewnoszące wiele do odbioru całości. Pierwsza część koncertu była jak show skrojone na potrzeby telewizji - zmienne, głośne, zabawne, kolorowe, lekkie - ot, rozrywka. Z tym że rozrywka ta, prócz elementów show, zachwycała intrygującymi aranżacjami, a charyzmatyczny lider czarował tak głosem, jak umiejętnością naturalnego, niewymuszonego kontaktu z publicznością.

Pewna zmiana nadchodzi, paradoksalnie, wraz z jednym z największych hitów Osieckiej. Na przekór Małgośce (poprzedzonej fragmentem wypowiedzi Osieckiej o tym, jak Maryla Rodowicz znalazła w jej mieszkaniu tekst, który wkrótce miał stać się największym przebojem w karierze piosenkarki) towarzyszy kwartet smyczkowy. Na pierwszy plan tym razem wysnuwają się aktorki. Alicja Juszkiewicz była zdecydowanie gwiazdą tego wieczoru. Niezależnie czy w szpilkach, ciężkich buciorach, sukience mini, czy futurystycznym kostiumie - na scenie czuła się swobodnie, zagarniała ją swoim zadziornym, niezwykle charakterystycznym głosem i po prostu - bawiła się tą muzyką.

Wspaniale wypadła także Małgorzata Walenda - jej mocny, nieco rockowy głos mógł rozbrzmiewać w pełni swoich możliwości i w świetnych aranżacjach. Zupełnie inny, intrygujący, znacznie łagodniejszy wokal ma Julia Rybakowska - aktorka obyta już w repertuarze Osieckiej i potrafiąca bezbłędnie wydobyć z niego tę mieszankę żartu i powagi, ironii i kiczu. Najmniej odnalazła się w tym świecie Oliwia Nazimek. Chociaż nie można jej odmówić pięknego głosu o głębokiej, czystej barwie, to jednak przy tych trzech energicznych wokalistkach była nieco przygaszona i mało naturalna.

Po Małgośce na scenę powrócił w wersji solowej Daniel Moszczyński z Zielono mi zapowiedzianym krótkim motywem skrzypcowym. Ta piosenka aż prosi się o poszukiwania brzmieniowe, co oczywiście przyniosło jej mnóstwo wspaniałych interpretacji, od wersji Andrzeja Dąbrowskiego po Katarzynę Nosowską. Aranżacja Bibobitu wbiła w fotel. Przepiękny wokal Moszczyńskiego, łagodne brzmienie smyczków swobodnie łączące się z elektroniką, miksy nakładające się na zupełnie klasyczną harmonię. Później nastąpił zwrot w zupełnie inną stronę i kolejny utwór, który z pewnością zapisze się jako aranżacja wybitna. Gaj znany m.in. z klasycznych wykonań duetów: Rodowicz i Grechuta lub Turnau i Jopek tym razem zabrzmiał w wersji disco. Aktorki Teatru Nowego razem z Moszczyńskim stworzyli tak niesamowitą energię, że nawet publiczność dołączyła do wspólnych refrenów. Przed bisami zabrzmiała jeszcze Rozmowa poety z komornikiem. A dalej już tylko gromkie brawa i kolejne piosenki wykonane na prośbę pełnej entuzjazmu publiczności. To był naprawdę udany koncert - bez pretensji do teatru i wielkiej sztuki. Bez puenty i morału.

W jednym z nagrań radiowych słyszymy Osiecką, która mówi o tym, że ma jedną ogromną wadę - nie potrafi nie popełniać tych samych błędów. Jest jak człowiek nieumiejący pływać, który po akcji ratunkowej na drugi dzień stoi w wodzie i znów się topi. I chyba tak też jest z wielbicielami twórczości Osieckiej - nawet jeśli czasem się zrażą czyjąś interpretacją, nawet jeśli zakłuje nieco słabszy tekst piosenki, to wciąż wracają po kolejne, choć znają je przecież na pamięć. A kiedy już usłyszą tak wspaniały koncert, jaki dał Bibobit - to "nie ma bata". Zaczyna się odliczanie do kolejnej edycji Pamiętajmy o Osieckiej.

Aleksandra Kujawiak

  • Stan podgorączkowy. Bibobit/Osiecka
  • premiera: 21.02 (recenzja koncertu z 23.02)
  • Teatr Nowy

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020