Anatomia ludzkiego ciała i egzotyczne zwierzęta nam współczesnym wydają się czymś powszednim, ale w połowie XIX wieku wystawy na ten temat wzbudzały wielką sensację i dreszczyk emocji.
Anatomia ludzkiego ciała i egzotyczne zwierzęta nam współczesnym wydają się czymś powszednim, ale w połowie XIX wieku wystawy na ten temat wzbudzały wielką sensację i dreszczyk emocji.
- Na początku pracowałam w ciemni, byłam Fredzią od "dyrkopa" do kopiowania stykówek - mówi Alfreda Staszewska, którą od 1941 roku zatrudniał u siebie poznański fotograf Ernst Stewner. - Córka Nowaka przyszła wcześniej, od razu po przejęciu firmy od Gregera, i to z jego czasów była większość pracujących tam kobiet. Na przykład moja siostra.
440 lat temu, 12 maja, król Stefan Batory wysłał list do poznańskiego magistratu w sprawie, można powiedzieć, wagi państwowej. Król walczył o utrzymanie władzy.
Jazz rozbrzmiewający na ulicach, kino letnie, wybory miss, darmowe piwo i komunikacja miejska, wreszcie wielki "antysocjalistyczny i antyradziecki" happening w centrum miasta. Tak w maju 1957 roku poznańscy studenci obchodzili swoje pierwsze, powojenne juwenalia.
Dwie kamery, prowizoryczne studio w lokalach zajmowanych wcześniej przez targową restaurację Belweder, program nadawany trzy razy w tygodniu, brak połączenia z Warszawą i ledwie sto zarejestrowanych odbiorników. Takie były początki telewizji w Poznaniu.
"Radjo Poznańskie niechaj szerokim siewem rozkrzewia kulturę polską w kraju i zagranicą, niechaj szumną falą szerzy oświatę, pogłębia umysły, kształci serca, stępia wybujałości, łagodzi waśnie".
Na generalnym zjeździe w dniu św. Wojciecha w 1296 roku w Poznaniu, zapewne na zamku Przemysła, "prałaci i panowie Królestwa Polskiego i księstwa pomorskiego" wybrali Władysława Łokietka na króla. Był "księciem o rzadko spotykanej i niezwykłej odwadze oraz rozsądku" - jak napisał Jan Długosz w "Rocznikach".
Na 23 zakłady fotograficzne odnotowane w księdze adresowej z 1926 roku niemal jedna trzecia należała do kobiet - więcej niż przed I wojną. Mimo to do czasu Zofii Stelmachówny żadna z nich właściwie niczym się nie wyróżniła.
"Uczyliśmy czytelnika, że te same czcionki jego codziennej gazety, odbite na tym samym papierze, czernione tą samą farbą drukarską, mogą pewnego dnia oszaleć i głosić oczywiste brednie".
Uwaga: tekst zawiera drastyczne opisy tortur. Tylko dla czytelników o silnych nerwach.