Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Na złe czasy też opowieść

- Kiedy ekonomiści i militaryści nabałaganią, to wtedy trwoga kieruje wszystkich do humanistów i mówią: powiedzcie nam co się stało" - zauważył Przemysław Czapliński przedostatniego dnia Festiwalu Fabuły. - W trudnych czasach wzrasta znaczenie humanistyki, ponieważ głębsze są pytania o sens - dodała Inga Iwasiów. - Na złe czasy nie tylko broń i leki, ale też opowieść - radziła. Nie mogła trafić do lepszego audytorium: Festiwal Fabuły kolejny raz udowodnił, że bez dobrze opowiedzianych historii żyłoby się nam o wiele ciężej. A tych, tradycyjnie już, było bez liku.

Pisarka odbiera nagrodę na scenie z szerokim uśmiechem. - grafika artykułu
Dorota Masłowska, Gala Poznańskiej Nagrody Literackiej 2026, fot. Maciej Kaczyński CK ZAMEK

Choć wśród festiwalowych wydarzeń najwięcej było spotkań z twórcami i paneli dyskusyjnych z udziałem ekspertów, program wzbogacały nietransmitowane exclusive'y, takie jak spacery literackie. Udałem się na jeden z nich. Środowe wydarzenie rozpoczęło się o godzinie 21. Z przewodniczkami i przewodnikami spotkaliśmy się pod Salą Wielką. Stamtąd przeszliśmy do zachodniego skrzydła Zamku, a potem, pokonując kolejne korytarze i Schody Granitowe, trafiliśmy do Sali pod Zegarem. To pierwszy przystanek na przechadzce literacko-artystycznej wieńczącej drugi dzień Festiwalu Fabuły. Na pierwszy ogień poszła twórczość dwóch poznańskich, bardzo obiecujących autorek - Marty Maciejewskiej i Lidii Karbowskiej. Pierwsza z twórczyń odczytała fragmenty swoich "Roślin ruderalnych" - intymnej poetyckiej prozy inicjacyjnej, w której oprócz doświadczenia własnego bohaterka bada również zbiorowe doświadczenie katastrofy klimatycznej, której ofiarą padł m.in. zalany Gdańsk. Druga z pisarek, laureatka stypendium dla młodych twórców poznańskiego środowiska artystycznego, podzieliła się z nami efektami pracy nad poetyckim quasi-reportażem o roboczym tytule "To nie jest kraj dla ludzi z dystrofią mięśniową". - Jeśli ktoś ma uczulenie na poezję, to trudno - rzuciła, po czym odczytała fragment swojego dzieła. - Wbrew tytułowi tego festiwalu nie idzie mi w fabuły - wyznała. Bez względu na przynależność rodzajową prezentowanej twórczości trzeba zaznaczyć, że niecodzienna literatura opowiadająca o obcowaniu z chorobą i wykluczeniami oraz o pięknej, nieoczywistej więzi łączącej opiekunkę i "zaopiekowanego", wyróżniająca się błyskotliwym (często czarnym) humorem, spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem słuchaczy.

Literackie bingo

Z Sali pod Zegarem przenieśliśmy się do Sieni Przejazdowej - tam czekało nas spotkanie z Antoniną Tosiek. Tosiek to także poetka, lecz ostatnio pisarka znana przede wszystkim jako znawczyni diarystyki ludowej, autorka świetnie przyjętej książki "Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet". Tym razem jednak gościni nie występowała ani jako poetka, ani eseistka, lecz autorka dojrzewającej i nabierającej w związku z tym kolorów powieści. Zanim jednak mogliśmy usłyszeć o tejże pozycji, każdy z kilkudziesięciu uczestników i uczestniczek spaceru otrzymał kartkę z "bingo literatury polskiej", na której znalazły się gotowe do odhaczenia hasła takie jak "nikt nikt nie chodzi na terapię, a każdy powinien", "matka nie żyje", "ojciec alkoholik" czy "lata 90.". Ile z tych pozycji udało się skreślić w trakcie rozmowy z Tosiek? Kto był, ten wie, a kto nie - będzie musiał poczekać aż do premiery. Nocne zbliżenie z literaturą okazało się nie tylko okazją do spotkania się z prozą i poezją in status nascendi, ale też, co istotne dla łowców okazji, do darmowego zwiedzenia zamkowych kątów niedostępnych dla zwiedzających w godzinach nocnych.

W mieście wojna

Festiwal Fabuły wystartował w roku 2014, co oznacza, że od samego początku spleciony jest z wojną za naszą wschodnią granicą. Po raz trzeci odbył się w okolicznościach wojny pełnoskalowej. Nic dziwnego zatem, że i tym razem wśród gości znaleźli się ukraińscy (i nie tylko) pisarze mierzący się z tym prawdopodobnie najtrudniejszym tematem literackim. Tym razem, prócz reportażystów Tomáša Forró i Wojciecha Tochmana, był to gwiazdor ukraińskiej literatury (bo nie tylko prozy, ale i poezji) Serhij Żadan. Sala wypełniona była po brzegi, a znaczna część widowni porozumiewała się z sobą i pisarzem w języku ukraińskim. To tylko przypomina, jak ważnym twórcą dla swoich rodaków jest Żadan, który po eskalacji wojny w 2022 pozostał w Charkowie, gdzie pisał swoją facebookową kronikę wydaną później w formie książkowej jako "W mieście wojna".

Prowadzący spotkanie Piotr Śliwiński dopytywał autora, w jaki sposób zmieniła się ukraińska mowa w ostatnich latach. - Od 2014 roku język ukraiński stracił swoją czystość - tłumaczył gość. - Przestał być destylatem. A po 2022 po raz pierwszy stał się językiem całego narodu [...] język ukraiński rozbrzmiewa teraz nawet w obszarach, gdzie kilka lat wcześniej nie występował - dopowiadał Żadan. Dopytywany m.in. o kondycję kultury ukraińskiej w czasie wojny mówił: - Imponuje mi to, że Ukraińców tak ciągnie do wydarzeń kulturalnych mimo głosów, że to nieaktualne. Bardzo istotne jest to, że tak wiele osób nie traci swoich zdolności literackich. Niemal wszystkie wypowiedzi pisarza publiczność nagrodziła gromkimi brawami.

Nadawca białkowy, nadawca krzemowy

Gdy festiwalowa machina już została wprawiona w ruch, Polską wstrząsnął skandal literacki z Olgą Tokarczuk w roli głównej. Noblistka, podczas odbywającej się w Poznaniu konferencji "Impact'26" przyznała, że w procesie twórczym korzysta ze wsparcia sztucznej inteligencji. Echa jej wypowiedzi powracały wielokrotnie podczas różnych wydarzeń festiwalowych. Także podczas frapującej debaty dotyczącej sztuki pisania, w której udział wzięli poeta i krytyk Grzegorz Olszański, krytyk Piotr Sadzik oraz amerykański pisarz i wykładowca Michael Kula. Ważnym problemem poruszanym przez rozmówców były możliwe reakcje na zalewanie przestrzeni literackiej generatywnymi treściami AI.

Jak zauważał Piotr Sadzik z "Dwutygodnika", jak każdy proces, także i ten będzie miał swoja dialektyczną kontrę. Krytyk podejrzewa, że na znaczeniu z czasem będzie zyskiwał ruch w kierunku "autentyfikacji, uwierzytelnienia, że autorem jest nadawca białkowy, a nie krzemowy". Jego współrozmówca, Olszański stwierdził ponadto, że główny problem z AI polega na tym, że widzimy "najbardziej koszmarną twarz kapitalizmu", a "nawet jeśli narzędzia miałyby być pomocne, w każdym przypadku bazuje to na kradzieży dokonanej przez niezwykle bogate firmy". - Niech państwo zwrócą uwagę na to, co dzieje się w innych przestrzeniach rynku - kontynuował. - Jest mnóstwo firm, które przekazują zadania botom i AI, co mogłoby sprawiać, że ludzie tam zatrudnieni będą mieć nieco mniej zadań, ale oczywiście się ich zwalnia - zauważał ponuro. - Generowane pieniądze idą albo do akcjonariuszy, albo do właścicieli - dorzucił.

To oczywiście zaledwie kilka z kilkunastu wydarzeń tegorocznego Festiwalu Fabuły, który ubarwiły także premiery książek Wita Szostaka i Macieja Płazy, spotkania z Weroniką Murek, Pawłem Sołtysem i wyróżnioną Nagrodą Adama Mickiewicza za całokształt twórczości Dorotą Masłowską oraz spektakularna gala Poznańskiej Nagrody Literackiej. Przypomnę, że tegoroczną stypendystką Nagrody-Stypendium im. Stanisława Barańczaka została Justyna Kulikowska, autorka książki poetyckiej "Wnyki dla światła".

Myśląc o festiwalu z perspektywy kilku dni dochodzę do budującego wniosku, że mimo niekwestionowanego zagrożenia ze strony cyfrowego kapitalizmu i (lub) technofeudalizmu dla literatury i sztuki, wartość spotkań z autorami i autorkami oraz twórczością odczytywaną na żywo nie spada. Przeciwnie - rośnie. Zamek stał się zatem, jeśli nie Okopami Świętej Trójcy, to przynajmniej Zbarażem. Ta druga historia skończyła się dobrze.

Jacek Adamiec

  • Festiwal Fabuły
  • CK Zamek
  • 19-23.05

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026