Saga wciąż ma pięć lat. Czas wolny spędza zazwyczaj ze swoim sąsiadem Samirem. W ten weekend jednak odwiedzili ją Albin i Alba. Kuzyni są starsi od Sagi, wydaje się, że zamienili już zabawki na tablety, które "pikają i plumkają". Saga też chciałaby taki mieć... Tę myśl jednak przerywa szybko głos cioci, która każe dzieciom odłożyć ekrany i pójść na dwór, bo jest piękna pogoda.
Albin i Alba przyjechali do Sagi na rowerach (tylko ich są czerwone, a nie niebieskie, jak dziewczynki, i mają przerzutki, dzwonki oraz przednie hamulce, a jej niedawno dopiero odkręcili boczne kółka!), więc oczywiście chcą się ścigać. Pierwszy wyścig wygrywa ten, kto dojedzie do parkingu pierwszy. Saga jest ostatnia. Drugi wyścig polega na tym, żeby odepchnąć się na rowerze trochę jak na hulajnodze. Wygrywa ten, kto zajedzie najdalej bez pedałowania. Saga jest rozczarowana, bo znów przegrywa. W złości wprowadza rower na jedyny pagórek w okolicy i próbuje zjechać. Chce udowodnić sobie, choć może bardziej jednak pozostałej dwójce dzieci, że też coś potrafi. Zjechała! Jest cała i zdrowa. Ale oczywiście kuzyni jej pozazdrościli... Nie chce zdradzać wszystkiego, ale jako rodzic powiem śmiało, że bliscy dorośli dzieciaków zachowali się wzorowo. Przypuszczam, że sama nie byłabym tak opanowana... Kilka chwil po tym, jak "dzieciak wjechał prosto na ulice", siedział na kanapie tylko z dwoma plastrami - i to nie byle jakimi, jeden był w serduszka, a drugi w gwiazdki. I ku radości Sagi mogli się w końcu pobawić jej samochodzikami. Możliwości (tym razem mikropojazdów) sprawdzali, spuszczając je z poduszkowej górki.
Która funkcja książki w tym przypadku jest nadrzędna? Oprócz wartości wynikającej z budowania relacji z dorosłym (dla mnie jednak jest to zawsze kluczowe), wybija się jej wartość poznawcza i edukacyjna. Poprzednia część serii - "Saga i pożar", podobnie jak "Saga i wyścigi" uczy dzieci konkretnych zachować w danej, niebezpiecznej sytuacji. W ostatnim tomie dziewczynka z Samirem zareagowali (Saga musiała przełamać swój strach i głośno krzyczeć) na widoczny dym i uratowali lodziarnie, w nowym tytule dostali lekcję (i to bolesną) zasad ruchu drogowego. W obydwóch częściach, na ich końcu, znajdują się proste ilustrowane instrukcje. Dzieciaki poznają najważniejsze znaki drogowe (i to jest dobry moment, żeby wytłumaczyć najmłodszym, że znaków w Polsce, które ostrzegają przed łosiami prawie nie ma... ale mamy uważać na takie dzikie zwierzęta, jak np. sarny czy jelenie). Oczywiście autorka przypomina o tym, że dzieciaki jeżdżące na rowerach muszą mieć kask i warto nosić odblaski.
"Saga i wyścigi" to również kolejna część z serii, która przeznaczona jest do samodzielnego czytania czy też czytania "pod nadzorem". Po tym jak czytelnik przebrnie przez zasady ruchu drogowego trafi na kolorowy (polski) alfabet!
Josefine Sundström i Emma Göthner wiernie trzymają się tego, co już się sprawdziło. Sundström pokazuje życie (dziecka i rodzica) takim, jakie jest. Ludzi mniejszych i większych, którymi targają te same emocje - od euforii, przez nudę, po strach.
Na czym polega wyjątkowość serii "Sagi z ulicy Słonecznikowej"? Właśnie na braku wyjątkowości! Na podjęciu tematów bliskich, znanych. Rozprawianiu się z problemami realnymi, a nie wymyślonymi. Ilustracje Göthner są zarazem bajkowe i dokumentalne. Widzimy z góry osiedle Sagi, wiemy jak daleko ma do Samira, któremu właśnie macha. Ale też - jeśli ktoś ma wątpliwości - może sprawdzić swoją wiedzę ze znajomości budowy roweru (pojawia się schemat) albo poczuć żwir na twarzy, kiedy dzieciaki hamują podczas wyścigów. Po lekturze przecieraz jednak oczy i spokojnie idziesz spać...
Monika Nawrocka-Leśnik
- "Saga i wyścigi" z cyklu "Saga z ulicy Słonecznikowej"
- tekst: Josefine Sundström
- ilustracje: Emma Göthner
- tłum.: Anna Czernow
- wyd. Wydawnictwo Frajda
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026