"Żurek" - to słowo padło w czwartkowy wieczór ze sceny wielokrotnie, zdecydowanie częściej niż na przykład "oud" - czyli cudownie brzmiący instrument, przodek europejskiej lutni, na którym grywa bohater wieczoru. Dlaczego żurek? Ano dlatego, że Youssef, jak przyznawał ze sceny, bardzo lubi Polskę, a w Polsce - szczególnie tę właśnie potrawę. Pod koniec koncertu, wyraźnie rozbawiony pytał ze sceny publiczność, gdzie w Poznaniu można zjeść najlepszy żurek...
Muzyka, która uwodzi
A jak było muzycznie? Z całą pewnością słuchaliśmy muzyki perfekcyjnej pod względem brzmieniowym i aranżacyjnym. Dhafer Youssef i jego czteroosobowy zespół to absolutni profesjonaliści, którzy doskonale wiedzą, po co są na scenie i co chcą osiągnąć. Ów przepis na sukces zawiera w sobie trochę elementów muzyki arabskiej i bliskowschodniej, pewną domieszkę jazzu i rockowej energii, trochę elektroniki, trochę zgoła popowego scenicznego luzu. Wszystko to daje całość, która uwodzi publiczność, która ma w sobie niezbędną dawkę egzotyki i oryginalności by zaciekawić, ale też jest odpowiednio komunikatywna, by spodobać się (bardzo spodobać!) stosunkowo szerokiej publiczności.
Mogło być piękniej
Oczywiście, wszystko ma swoją cenę. I wskutek tego ów cudowny, królewski - jak o nim niektórzy mówią - instrument ginie czasami w szumie, w zaprogramowanym chaosie brzmienia innych instrumentów. To paradoksalne, ale można momentami odnieść wrażenie, jakby Dhafer Youssef obawiał się, że jego oud ma w sobie za mało mocy, że sam nie udźwignie muzyki i musi uciekać się do wsparcia mocnych bębnów oraz gitarzysty, który ma dość nieprzyjemną w tych okolicznościach skłonność do nadużywania "przesterów".
Oczywiście, to co piszę, to lekka retoryczna przesada. Ale kiedy w pewnym momencie koncertu zabrzmiał przepiękny, kameralny temat "Sweet Blasphemy" z ostatniej jak dotąd płyty Youssefa "Birds Requiem" - zagrany tylko przez trio: oud - fortepian - kontrabas, wszyscy usłyszeli, że to mógł być prawdziwie magiczny wieczór. Niestety, utwór się skończył i w miejsce lekko uduchowionego nastroju, znów pojawiły się mocniejsze brzmienia, w których oud był tylko jednym z uczestników dialogu.
Dobry nastrój
Faktem jest, że wszystko to było doskonale przygotowane. Że lider świetnie radził sobie również w tych bardziej dynamicznych tematach, doskonale panował nad całością, a na jeden jego ruch ręką ci doskonali zawodowi muzycy reagowali w mgnieniu oka. Muzycy to zresztą ze zdecydowanie bardziej jazzowymi niż "etnicznymi" inklinacjami, ale dzięki temu sztukę improwizacji mieli opanowaną w stopniu znakomitym. Szczególne oklaski słuchaczy zbierał estoński pianista Kristjan Randalu, wzbogacający muzykę tunezyjskiego lidera porywającymi, potoczystymi partiami.
A sam Youssef? Nie tylko grał, ale i fascynująco śpiewał. Publiczność ujął jeszcze zanim wydał pierwszy dźwięk z instrumentu. Zapowiadający koncert Maciej Rychły prosił, by wszyscy artyści przedstawili się do mikrofonu. Kiedy przyszła kolej na lidera, ten powiedział: "Angela Merkel". Ledwie publiczność skończyła się śmiać, okazało się, że jest jakiś problem techniczny z kontrabasem. Youssef rzucił więc do słuchaczy, że mogą jeszcze iść się czegoś napić do kawiarni, na jego koszt. Muzyka jednak popłynęła błyskawicznie, choć pogodny nastrój się nie zmienił. A na koniec - jak wspomniałem - były huraganowe oklaski.
Ten koncert, mimo moich drobnych zastrzeżeń, świetnie wróży tegorocznemu festiwalowi. Zainteresowanie jest spore, publiczność entuzjastyczna, a dalsze (miejmy nadzieję) prawdziwie wielkie wydarzenia tuż przed nami.
Tomasz Janas
- Dhafer Youssef / Ethno Port Poznań
- Sala Wielka CK Zamek
- 12.06