Na zbyt prostej drodze do wolności
Historie pierwszych miłości są w sztuce tak często eksploatowane, że można się pokusić o uznanie samego tematu za kliszę. Większość twórców poruszających taką tematykę godzi się na powtarzalność i zręcznie stara się wykorzystywać utarte schematy, by ucieszyć widza czymś dobrze znanym. "Lato" w reżyserii Colette Bothof to film rozpięty między skonwencjonalizowanym językiem, a próbą indywidualnej ekspresji, ale w efekcie to mezalians pozostawiający wiele do życzenia.
Bohaterką jest Anne, nastoletnia dziewczyna mieszkająca na wsi. Zaraz na początku filmu jej głos spoza kadru opowiada nam o braku poczucia przynależności do wąskiej społeczności, a także mieszczącej się na terenie na wsi elektrowni atomowej, która jest najsprawniej poprowadzonym wątkiem. Będąca źródłem pracy dla większości mieszkańców elektrownia, otoczona niemalże kultem, staje się dla (wyjątkowo religijnej) społeczności czymś nienaruszalnym. Monumentalnym obiektem, sprawującym nad nimi władzę i odbierającym im prawo do własnego głosu. Podnieść rękę na elektrownię to podnieść rękę na życie wszystkich ludzi na wsi. Choć Bothof osią fabularną filmu czyni homoerotyczny związek Anne z tajemniczą dziewczyną na motorze, nic nie będzie miało znaczenia, póki młoda protagonistka nie sprzeciwi się temu, co święte dla jej rodziców i reszty społeczności. Przeciągające się w nieskończoność głębokie spojrzenia zakochanych w sobie dziewczyn to tylko instrument w ręku reżyserki, mówiącej o miłości jako drodze do wolności, ale rozumianej w raczej polityczny sposób.
Chłodno wykalkulowane elementy fabuły nie wzbudzają żadnych emocji, poza zmęczeniem i irytacją. Wątek miłosny sprowadzony do roli kilku ogranych scen zupełnie nie interesuje, zaś kwestia samego życia w zamkniętej i nietolerancyjnej społeczności jest przedstawiona zbyt powierzchownie. Nikt też nie uwierzy, że wystarczy się buntować przeciwko rodzicom i kościołowi, by stać się wolnym, dorosłym człowiekiem.
Krzysztof Kalemba
Genialny chłopiec w skorupie
Czy wszystko można opisać językiem liczb? Czy matematyka potrafi zilustrować cały świat? A jeśli tak, to jakim wzorem opisać... miłość? Nastoletni Nathan, matematyczny geniusz, który od urodzenia cierpi na autyzm, pewnego dnia musi się zmierzyć z najtrudniejszym zadaniem w swoim życiu. Jego idealnie uporządkowany świat zadrży w posadach, kiedy na obozie szkoleniowym na Tajwanie pozna matematyczkę z Chin - Zhang Mei. Sam jest reprezentantem Wielkiej Brytanii i choć jako autystykowi trudno mu dopasować się do zespołu, ostatecznie przełamie bariery, by móc wziąć udział w prestiżowym konkursie. Czy uda mu się zwyciężyć? To rzecz drugorzędna, jeśli brać pod uwagę osobiste zwycięstwo chłopca. Po raz pierwszy od śmierci ojca pozwoli na to, by ktoś się do niego zbliżył. Najpierw będzie to ekscentryczny nauczyciel Pan Humphreys (jedna z najzabawniejszych postaci w filmie), potem naturalna i spontaniczna Zhang Mei, na końcu zaś mama Nathana, której w końcu uda się pokonać barierę dzielącą ją i syna.
Morgan Matthews filmem "X+Y" ostatecznie udowadnia, że nawet tak trudny i wciąż pozostający na marginesie temat można przekuć w pełną ciepła i mądrości opowieść, która budzi nadzieję i pozwala odzyskać wiarę w człowieka. A dokładniej - w jego wewnętrzną siłę i determinację oraz szeroko pojęty humanizm, będący dowodem na to, że zawsze warto walczyć do końca. Niezwykła historia, znakomite kreacje aktorskie i przepiękna ścieżka dźwiękowa. Jeżeli kogokolwiek jeszcze dziwi, że dziecięce jury tegorocznego festiwalu nagrodę Marcinka za film pełnometrażowy postanowiło przyznać właśnie temu tytułowi, zalecam natychmiast przestać.
Anna Solak
- 32. Międzynarodowy Festiwal Filmów Młodego Widza Ale Kino!
- 30.11-7.12
- Multikino 51, Nowe Kino Pałacowe, Scena Wspólna
- www.alekino.com