Prezentowane w Ślinie prace są doskonałym dowodem na świetną kondycję młodej polskiej sztuki. Widzimy tu twórczość, która świadomie odchodzi od chłodnego autotelizmu na rzecz żarliwości i poszukiwania autentycznego dialogu z widzem. Artyści nie boją się emocjonalnego bagażu i operują mediami w sposób płynny.
Manifestuje się to chociażby poprzez obiekty tekstylne, których faktura i haptyczność niemal fizycznie przywołują wspomnienia domu oraz intymnej bliskości. To wyraźny ukłon w stronę tradycyjnego rzemiosła, które w dobie wszechobecnej cyfryzacji staje się paradoksalnie najbezpieczniejszą przystanią dla naszych wspomnień. Obserwujemy tu szerszy, niezwykle ciekawy trend: powrót młodych twórców do kraftowości i rzeczy wykonanych ręcznie. W świecie masowej produkcji to właśnie praca rąk, personalizacja i unikalność przedmiotu pozwalają artystom (i nam, odbiorcom) odnaleźć zagubioną tożsamość.
Z drugiej strony wystawa dotyka zjawiska technonostalgii, rzucając nowe światło na różnice pokoleniowe. Dla młodych twórców technologia nie jest "intruzem", lecz naturalnym środowiskiem, niemal częścią DNA. To niezwykle poruszające, jak potrafią odczarować surowość mediów nadając im organiczny charakter. Podczas gdy dla starszych pokoleń ekran często pozostaje jedynie chłodnym, obcym narzędziem - "zimną technologią", którą trzeba było mozolnie oswoić - dla nich jest on naturalnym przedłużeniem pamięci. To, co dla wielu bywa sterylne i zdystansowane, w ich rękach staje się naturalne i udomowione.
Kuratorka Gosia Nowak, rezygnując z wystawy solowej na rzecz formatu grupowego (wyłonionego z imponującej liczby 185 zgłoszeń!), nadała ekspozycji wyjątkową głębię. To zderzenie różnych spojrzeń widać już od wejścia. Prace artystów to powrót do figuratywności, która nie boi się "wściekłych mord" codzienności czy brzydoty, szukając w nich prawdy o naszej tożsamości. Przykładem są "Białasy" Basi Dubis - praca opatrzona tekstem o tęsknocie za Polską. "Dziwne było dla mnie to, że wszyscy są szczęśliwi" - brzmi fragment opisu, który celnie punktuje dysonans między emigracją a domem.
Z pamięcią i percepcją grają także portrety stworzone z pasków. Tuż obok czarno-biała grafika z blokowiskiem przenosi nas w scenerię, która dla wielu pokoleń wciąż jest nasycona silnym sentymentem. Z kolei multimedialna instalacja Kacpra Antoszewskiego rozbawiła mnie trafnym wyborem wspomnień - "Próba pochwycenia ryby w Auchanie" to absurdalny, a jednocześnie tak bliski wielu z nas obrazek z dzieciństwa. Niezwykle ujęła mnie również praca Matyldy Błaszyk - ręcznie robiony zeszyt z włóczki pt. "Kruszy się".
Podczas wernisażu panował gwar, słychać było rozmowy. Sztuka nie zawsze była na pierwszym planie - i to było w tym wszystkim dobre. Podobnie jak wspomnienia, które często kryją się w zakątkach naszej świadomości, nie narzucają się, ale po cichu budują nas i tworzą. "Zbiór miejsc nieuchwytnych" to wielowątkowe doświadczenie, które zmusza do refleksji nad tym, co w życiu jest naprawdę trwałe. Odpowiedź na pytanie czy przedmioty mogą pamiętać pozostaje niejednoznaczna, ale z pewnością rezonuje w nas jeszcze długo po opuszczeniu Śliny.
Barbara Pilawska
- Wystawa "Zbiór miejsc nieuchwytnych"
- Ślina
- czynna do 26.03
© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026