Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

TŁUMACZ SIĘ TŁUMACZY. Przyjemność dociekania znaczeń

- Szczerze zazdroszczę tłumaczom literackim, że nie mają do czynienia z przekładaniem przypisów - mówi Katarzyna Thiel-Jańczuk - adiunkt w Instytucie Kulturoznawstwa UAM, tłumaczka z języka francuskiego.

.
Katarzyna-Thiel-Jańczuk, fot. archiwum prywatne

Dlaczego wybrała Pani przekład?

Zacznę od wyjaśnienia, że nie przekładam dzieł typowo literackich, lecz eseje i teksty naukowe z różnych dziedzin humanistyki powstałe w języku francuskim, choć pragnę spróbować swych sił także jako tłumacz literacki. Jestem romanistką i pracownikiem naukowym Instytutu Kulturoznawstwa UAM, doktoryzowałam się ze współczesnej literatury francuskiej, ale francuskiej literatury dotąd nie przekładałam. Chyba zabrakło mi odwagi. Coraz bardziej jednak mam ochotę spróbować swoich sił w tym obszarze - zwłaszcza od czasu, gdy wstąpiłam do prężnie rozwijającego się Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury - i mam nadzieję, że to wkrótce nastąpi.

Czy w takim razie przekład tekstów literackich i naukowych mocno się różni?

Współczesna humanistyka - zwłaszcza od lat 70. i 80. - posługuje się językiem mającym wiele wspólnego z literaturą. Nie jesteśmy tu może w konsekwentnie tworzonym świecie fikcyjnym, jak w przypadku powieści, ale z pewnością dzieła te nie są pozbawione literackości - myślę o użyciu figur, obrazowaniu, stylu. Wielu współczesnych autorów tworzących dzieła z zakresu humanistyki świadomie wychyla się w stronę pisarstwa literackiego. Język przekładu naukowego jest z pewnością bardziej precyzyjny, nawet jeśli zbliża się do pisarstwa literackiego. Sądzę, że mam w pewnym sensie ułatwione zadanie - ograniczona możliwość interpretacji, zwykle skromniejszy wachlarz znaczeń, w porównaniu z tymi, po których porusza się typowy tłumacz literacki. Doświadczam jednak jak sądzę porównywalnej przyjemności dociekania znaczeń, cyzelowania zdań, poszukiwania odpowiednich słów. To najbardziej w przekładzie lubię. Natomiast szczerze zazdroszczę tłumaczom literackim, że nie mają do czynienia z przekładaniem przypisów.

Może Pani sama wybierać przekładane teksty?

Różnie to się układa - dotąd wydawnictwa zgłaszały się do mnie same, ale zdarzało mi się również proponować teksty (zwykle krótsze, na przykład dla "Literatury na świecie"), zwłaszcza, gdy związane to było z jakimś naukowym projektem. Z dużą przyjemnością przekładałam esej o francuskim pisarzu i nobliście Patricku Modiano, a także jego własny krótki tekst, o charakterze publicystycznym, który ukazał się we francuskiej prasie w kontekście pewnych odkryć związanych z deportacjami francuskich Żydów w czasie wojny.

Ma Pani swoich ulubionych tłumaczy?

Tak. Z klasyków trudno nie wspomnieć o przekładach Tadeusza Boya-Żeleńskiego, choć coraz częściej mówi się ostatnio o konieczności ich "przewietrzenia", aktualizacji i uzupełnieniach. Z bardziej współczesnych - Ryszarda Engelkinga, który - co zupełnie niesamowite - poza tym, że jest świetnym tłumaczem Flauberta, Baudelaire'a czy Nervala, jest również znanym matematykiem. Z tłumaczy młodego pokolenia - zdecydowanie Tomasz Swoboda. No i nieustannie podziwiam i wielbię - choć to już nie przekłady z języka francuskiego - Stanisława Barańczaka.

Gdzie się Pani najlepiej tłumaczy?

Przekładem zajmuję się "po godzinach". Mam swoje małe biuro w domu i to w nim chętnie pracuję, często późnym wieczorem. Lubię również pracować rano, w nowym gmachu Biblioteki Raczyńskich. Tam najłatwiej jest mi się skupić, dostępne są też niezbędne słowniki.

A nad czym Pani teraz pracuje?

W tej chwili skupiam się intensywnie na pracy naukowej - przygotowuję książkę poświęconą współczesnym fikcjom biograficznym we Francji. Nie wykluczam jednak, że jeśli coś ciekawego pojawi się na horyzoncie skuszę się i znajdę czas również na przekład.

rozmawiała Anna Tomczyk

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018