Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

TŁUMACZ SIĘ TŁUMACZY. Nie bójmy się obcości

- Dla dzieci tłumaczy się o wiele trudniej, bo dziecięcy czytelnik intuicyjnie wyczuje każdy dysonans czy nachalny dydaktyzm - mówi Eliza Pieciul-Karmińska, profesorka nadzwyczajna w Instytucie Językoznawstwa UAM, tłumaczka literatury z języka niemieckiego.

.
Eliza Pieciul-Karmińska (fot. archiwum prywatne)

Dlaczego zajęła się Pani akurat językiem niemieckim?

Od wczesnego dzieciństwa byłam przekonana, że zostanę nauczycielką matematyki jak moja śp. Mama, więc w liceum wybrałam profil matematyczno-fizyczny, który przypadkiem miał także program poszerzonego języka niemieckiego. I gdy w III klasie LO zakwalifikowałam się do ogólnopolskiego etapu Olimpiady Języka Niemieckiego i zajęłam IV miejsce w Polsce, otrzymując w ten sposób wolny wstęp na filologię germańską, zaczęłam się poważnie zastanawiać nad zmianą planów. Wtedy zresztą po raz pierwszy zobaczyłam Wydział Neofilologii UAM, który miał zostać w przyszłości moim miejscem pracy. Od tamtej pory język niemiecki stał się moim pomysłem na życie zawodowe.

Jak zaczęła się Pani przygoda z tłumaczeniem?

Moje studia przypadły na sam początek lat dziewięćdziesiątych, w których kontakty z innymi krajami były czymś niezwykle atrakcyjnym i pożądanym. W sposób naturalny nauka języka obcego związana była więc z kontaktami międzyludzkimi i potrzebą tłumaczenia. Tak naprawdę tłumaczyłam już od początku studiów - najpierw przede wszystkim ustnie i nieformalnie. Namawiam zresztą wszystkich adeptów sztuki przekładu, by zdobywali praktykę zawodową jak najwcześniej, nie czekając na dyplom.

Dlaczego dobrze być tłumaczem?

Cieszę się z możliwości rozmowy z innością, która może nas czegoś nauczyć i która - jeśli się jej bliżej przyjrzeć - wcale nie jest groźna czy niebezpieczna. Z całą powagą pragnę powiedzieć, że dzisiaj tłumacze i filolodzy języków obcych mają szczególne zadanie, gdyż w oficjalnym przekazie obcość i inność stygmatyzowane są jako zagrażające i szkodliwe. Nieprzypadkowo liczba przemocy na tle ksenofobicznym ciągle rośnie, a w galerii handlowej czy tramwaju można być zaatakowanym za inność: czy to wyglądu, czy języka. A to właśnie przekład pozwala nam obcość "wytłumaczyć", oswoić i przybliżyć. Nie bójmy się obcości - starajmy się ją zrozumieć!

Kiedy pracuje Pani nad przekładami?

Od kiedy jestem szczęśliwą mamą, w sposób naturalny rytm pracy wyznaczają mi dzieci i ich obowiązki szkolne. Pracuję więc, gdy są w szkole, i staram się te kilka godzin wykorzystać maksymalnie. Oczywiście tłumacz pracuje także wtedy, gdy nie tłumaczy - gdy czyta, rozmawia, ogląda filmy, słucha muzyki, chłonie świat wokół siebie. Pięknie o takim nieustannym zdobywaniu erudycji pisze prof. Elżbieta Tabakowska w książce O przekładzie na przykładzie, którą zawsze polecam jako lekturę moim studentom.

Czy przekładu można się nauczyć?

Usilnie wierzę, że tak, bo nie tylko sama nauczyłam się przekładu, ale także od wielu lat przekładu nauczam - w Instytucie Językoznawstwa UAM prowadzę wykład o "elementach translatoryki", ćwiczenia z przekładu niemiecko-polskiego oraz seminarium magisterskie w zakresie teorii przekładu. Staram się przekazać nie tylko wiedzę teoretyczną, ale i moje doświadczenie zawodowe. I zawsze bardzo cieszę się, gdy moi studenci wybierają potem zawód tłumacza.

Z jakich swoich przekładów jest Pani najbardziej dumna?

Z przekładu wszystkich 200 baśni braci Grimm, które ukazały się w roku 2010 w poznańskim wydawnictwie Media Rodzina pod tytułem Baśnie dla dzieci i dla domu z wnikliwym wstępem wybitnego germanisty, prof. Huberta Orłowskiego. Mam poczucie, że tym przekładem udało się nam przywrócić baśnie Grimmów w ich pierwotnym kształcie i zainicjować wiele ciekawych dyskusji na temat ważności baśni w rozwoju dziecka. A dzięki audiobookowi czytanemu przez Jerzego Stuhra te baśnie, mimo że liczą już przecież 200 lat, ciągle są żywe i obecne w świadomości współczesnych dzieci.

Która książka okazała się najtrudniejsza?

Antologia Praeceptores. Teologia i teologowie kręgu języka niemieckiego (Wydawnictwo Poznańskie 2005), wydana w ramach Poznańskiej Biblioteki Niemieckiej prof. Huberta Orłowskiego. Musiałam wtedy przetłumaczyć ponad setkę bardzo różnorodnych tekstów teologicznych z czasów od Marcina Lutra po Hansa Künga i Josepha Ratzingera. Za każdym razem musiałam na nowo wczuwać się w epokę, ducha i język autora. Zdarzało się, że przekład kilkustronicowego fragmentu zabierał mi miesiąc.

Tłumaczy Pani i literaturę dziecięcą, i poważne teksty filozoficzne - czym się różni praca nad tak odmiennymi tekstami?

Tak naprawdę niewiele się różni, bo zawsze, niezależnie od gatunku tekstu, trzeba starać się odczytać intencję oryginału, zrozumieć autora, znaleźć odpowiednie słowa. Jednak dla dzieci tłumaczy się o wiele trudniej, bo dziecięcy czytelnik intuicyjnie wyczuje każdy dysonans czy nachalny dydaktyzm. Takie manipulacje dorosłych obśmiała skutecznie J.K. Rowling w Baśniach barda Beedle'a, gdy ustami Dumbledore'a skrytykowała "uślicznione" przeróbki dawnych opowieści (oraz ich prototypowego bohatera Wilusia Siusialika - jak po mistrzowsku nazwał go w polskim przekładzie Andrzej Polkowski).

Nad czym Pani teraz pracuje?

Od dwóch lat zaangażowana jestem w projekt wydania dzieł zebranych Hermanna Hessego w wydawnictwie Media Rodzina. Tłumaczę w tej chwili posłowie niemieckiego wydawcy do powieści Gra szklanych paciorków. Polecam wszystkim lekturę Hessego, a zwłaszcza Grę szklanych paciorków, która jest książką wizjonerską i optymistyczną, opisującą świat przyszłości - świat, który nastanie po epoce "faktów alternatywnych", jeśli tylko ludzie ponownie zwrócą się w kierunku rozumu, wiedzy i ducha.

rozmawiała Anna Tomczyk

*W kolejnych tygodniach na łamach Kulturypoznan.pl publikować będziemy rozmowy z poznańskimi tłumaczami, w których zdradzają tajniki zawodu oraz opowiadają o swoich literackich fascynacjach.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018