Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

TŁUMACZ SIĘ TŁUMACZY. Edukować przez tekstową rękawiczkę

- Tłumacz, niczym dźwiękowiec, ustawia swój językoczuły mikrofon w gęstej tekstowej dżungli i robi wielogodzinne nagrania - mówi Kinga Piotrowiak-Junkiert, adiunkt w Instytucie Językoznawstwa Wydziału Neofilologii UAM, tłumaczka z języka węgierskiego.

.
Kinga Piotrowiak-Junkiert, fot. archiwum prywatne

Jak to się stało, że zajęła się Pani językiem węgierskim?

To dość długa historia. Powiedziałabym za Zadie Smith: "Wszystko, co poprzednie pokolenie traktuje jako przypadek, dla nas jest przeznaczeniem". Język węgierski towarzyszy mi od wczesnego dzieciństwa, pamiętam tak samo dobrze ciągnące się w nieskończoność pola węgierskich słoneczników, co zapach sosnowego lasu nad Obrą. Po wielu latach, kiedy zastanawiałam się nad tematem doktoratu, bez zastanowienia wybrałam literaturę węgierską. Wybór tej literatury był oczywisty i z czasem zaowocował pierwszymi przekładami.

Dlaczego wybrała Pani przekład literacki?

W moim przypadku wszystko, co dotąd tłumaczyłam, miało związek z literaturą, którą badam, czyli literaturą węgiersko-żydowską. Tę literaturę znam najlepiej, od lat o niej piszę i traktuję przekład jako naturalną konsekwencję zajmowania się konkretnymi autorami. Przekład to najwnikliwsza lektura: dziesiątki wersji każdego zdania, strojenie tekstu, by miał taką tonację jak oryginał, czytanie na głos, a przede wszystkim praca w języku. A taki rodzaj dłubaniny uwielbiam.

Kiedy najlepiej się Pani pracuje?

W pracy tłumacza trudno mówić o ramach czasowych. Praca trwa nieustannie, ciągle myśli się o zdaniach, słowach, ciągle szuka się najlepszych ekwiwalentów wyrażeń z oryginału, szuka się kontekstów, bada recepcję tekstu lub poznaje tło. Im lepsza i bardziej ambitna literatura, tym więcej szperania. Z tłumaczoną książką żyje się cały czas, aż do chwili, gdy klawisz myszy wysyła ją w świat. Najbardziej lubię pracować rano, ale najczęściej tłumaczę w nocy.

Czy może Pani sama wybierać teksty i autorów?

Przetłumaczyłam dotąd trzy książki: Ostatnią gospodę Imre Kertésza, Oskubaną papugę Rebego. Zmyślone opowieści chasydzkie Gézy Röhriga i Drogę do pustego nieba Zoltána Halasiego i dwie z nich sama zaproponowałam wydawnictwom, ale w świecie tłumaczy bywa i tak, i tak. Największą radość sprawia oczywiście tłumaczenie autorów, których się odkryło, ale czasami to wydawnictwo pyta o książki, na które czekamy. Tłumacze tworzą świadomość literatury, bo ich decyzje wpływają na kreowanie obrazu konkretnego kraju, a zwłaszcza jego kultury. Każdy ma swój gust, ulubiony rodzaj literatury. Wyraźnie widać, co się nam podoba. Tłumacz współpracujący z mądrym wydawcą może wprowadzać trudne tematy, edukować przez tekstową rękawiczkę, i namawiać do bardziej świadomego życia - nie tylko pod względem samorozwoju, ale przede wszystkim uważniejszego bycia z innymi ludźmi. Czasami potrzebujemy do tego obcych autorów, bo słyszymy wyraźniej to, co przychodzi z zewnątrz. Książki wychowują najskuteczniej, bo pozwalają nam mierzyć się z trudnymi tematami w czytelnicznej samotności, możemy wracać do poszczególnych zdań, przemyśleć je. Ten element misji dodaje tłumaczom skrzydeł.

Skąd czerpie się język swoich przekładów?

Wszystko zależy od tego, co tłumaczymy. Jeśli język powieści czerpie z mowy ulicy, slangu subkultur - trzeba nasłuchiwać naturalnego środowiska książki. Kiedy autor osadza dzieło w innej epoce, trzeba przenieść się do biblioteki i wszystko starannie posprawdzać w odpowiednich wokabularzach. Przy każdej książce jest inaczej, ale reguła jest prosta: im więcej tłumacz czyta, tym lepiej, bo pracujemy w języku ojczystym i powinniśmy karmić się wszelkimi estetykami. Jest to pewien paradoks, bo do pracy przygotowujemy się, czytając przez lata książki pozornie nieprzydatne. Tłumacz, niczym dźwiękowiec, ustawia swój językoczuły mikrofon w gęstej tekstowej dżungli i robi wielogodzinne nagrania. Im pokrętniej ta gęstwina zaszeleści, tym szybciej będzie zapamiętana.

Nad czym teraz Pani pracuje?

Tłumaczę wywiady węgierskich krytyków i dziennikarzy z Czesławem Miłoszem.

rozmawiała Anna Tomczyk

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018