Kultura Poznań.pl

Sztuka

opublikowano:

Wybieram abstrakcję

- W swoich pracach zawieram refleksy podróży i piękna natury. Skąd nagle wzięła się we mnie taka przestrzeń, że zacząłem tworzyć? - zastanawia się Szymon Piotrowski*, którego wystawa Podróż/Czas zostanie otwarta w sobotę w Galerii Jak. - Nie starałem się niczego pana Szymona nauczyć ani nic nie sugerowałem. To były bardzo partnerskie spotkania - mówi prof. Wojciech Gorączniak** z UAP, który jako pierwszy konsultował prace artysty.

.
fot. materiały organizatorów

Dowiedziałem się, że pracując w sklepie plastycznym spotkał pan Katarzynę Śmiałowicz - koordynatorkę Galerii Jak w Poznaniu i od razu zaproponował jej wystawę swoich prac. Co pana skłoniło do tak odważnej propozycji?

Szymon Piotrowski: Mam już swoje lata - w tym roku kończę 52. Od momentu gdy zacząłem malować do otwarcia wystawy minął ekspresowo krótki czas. Rysuję raptem od grudnia 2018 roku. Pewnego dnia usiadłem i realistycznie naszkicowałem otaczające mnie przedmioty. Ale ciągnęło mnie w kierunku abstrakcji, więc zacząłem tworzyć własne kompozycje. W czerwcu sięgnąłem po farby i była to dla mnie spora zmiana. Siadałem wieczorami po pracy i malowałem czasem nawet i do pierwszej, drugiej w nocy. Czułem, że zaczyna mi to malowanie wychodzić.

Po dwóch-trzech miesiącach zadzwoniłem na Uniwersytet Artystyczny i zaaranżowane zostało spotkanie z profesorem Gorączniakiem. Był to dla mnie przełomowy dzień. Powiedziałem sobie wcześniej: "Obojętnie, co powie, będę malował dalej". Szedłem zdenerwowany, miałem z sobą te swoje malunki, wszystkie w formacie A5, rozłożyłem je na stole i pomyślałem: "Najwyżej każe mi spakować kredki do tornistra, zająć się czymś innym". A on spojrzał i spodobały mu się moje prace. Zapytałem go nawet o indywidualny tok nauczania, ale uznał, że nie potrzebuję szkoły, by robić swoje.

Co pan czuł?

S.P.: Przez dwa-trzy dni chodziłem jak w malignie, to była dla mnie petarda. Od tego czasu spotykamy się z profesorem mniej lub bardziej regularnie. Wciąż maluję. Kilka prac darowałem, kilka też sprzedałem. Założyłem konto na Instagramie aby widzieć, jaki moje prace mają oddźwięk, czy się podobają. Po kilku miesiącach śledziło mnie około stu osób. Nie wiem czy to jest dużo.

Czy to był nagły impuls, czy coś się wydarzyło w pana życiu, że pojawiło się poczucie chęci zmian, spróbowania czegoś zupełnie nowego - a więc malarstwo?

S.P.: Dużo się nad tym zastanawiałem. Przez całe życie pisałem do szuflady. Zaczynałem opowiadania i krótsze teksty, ale nigdy ich nie publikowałem. Chciałem się w końcu za to zabrać, nareszcie wydać... ale zacząłem malować. I nie mam teraz czasu na pisanie.

Dlaczego lubi pan sztukę abstrakcyjną, co w tym pana najbardziej pociąga?

S.P.: Z abstrakcją jest jak z jazzem. Mogę zrobić wszystko, ale muszę dbać o to, aby zachować pewną harmonię - jak w dobrym utworze muzycznym. A bywa, że jazz ma nietypowe kompozycje - tak, jak nietypowe są kompozycje abstrakcyjne.

Jak patrzę na obraz abstrakcyjny, to każdego dnia odkrywam w nim coś nowego. W obrazie realistycznym ten proces jest moim zdaniem bardziej jednostronny. I dlatego wybieram abstrakcję.

Co pan robił wcześniej?

S.P.: Miałem przez kilkanaście lat agencję reklamową - w czasach, gdy nie było aż tylu grafików komputerowych. Raz poproszono mnie, żebym wydał album poznańskiego malarza Stanisława Brajera. Wizyta w jego pracowni była jednym z najważniejszych spotkań w moim życiu. Brajer otworzył mi oczy - wyjaśnił, jak patrzeć na obraz abstrakcyjny, że ważne są emocje. Patrząc na abstrakcję można wyłączyć myślenie i zdać się na swoje odczucia.

A nie bał się pokazywać swoich prac - właśnie tego, że będąc postrzegany jako malarz-amator, zostanie pan wyśmiany w środowisku artystycznym? Obecnie panuje przecież tendencja, aby danego człowieka przypisać do danej roli - może zajmować się jedną czynnością i musi poświadczyć, że ma kompetencje, a więc i wykształcenie... Oceniając z takiej perspektywy, kiedy się nie jest specjalistą, to się nie powinno danym czymś zajmować.

S.P.: Oczywiście, że się tego obawiam. Każde środowisko jest zawistne. Czasami czuję się jak Jańcio Muzykant co nagle chwycił za farbki i pędzelek i zaczął malować. Ale żyję w izolacji, nie mam zbyt wielu kontaktów. Ci, którzy przyjdą na wystawę - przynajmniej ci, których znam - będą mi przychylni. Wspiera mnie też prof. Gorączniak.

Na Instagramie znalazła mnie galeria, która chciała mnie wypromować za pieniądze. Wybrali trzy moje prace na wystawę w Wenecji. Na razie nie chciałem w to wejść, ale ważne jest dla mnie to, że ktoś zauważył moje prace.

Nie czuł pan, że mogą pana oszukać, że to rodzaj przekrętu: jeśli pan zapłaci pieniądze, to zostanie wystawiony w Wenecji - i może nawet jest ta galeria, ale znajduje się pod Wenecją?

S.P.: Nie. W kontrakcie jest informacja, że pokazują mnie na dwóch-trzech imprezach. Prowadzi to włoska firma i mogę sprawdzić, jacy artyści są tam promowani. Nie sądzę, żeby to było naciąganie. Nie traktuję zresztą malarstwa jak biznesu. Ale chciałbym, by moje prace trafiały do domów innych ludzi.

Chciałby pan być oglądany?

S.P.: Tak. Nie chodzi o zaspokojenie próżności. Widzę radość znajomych, gdy daruję im swoje obrazy. I pamiętam to uczucie, gdy sam w przeszłości dostawałem prace. To niesamowite uczucie. Dostaje się coś bardzo osobistego i indywidualnego, co istnieje w jednym egzemplarzu, na co ktoś poświęcił swój czas.

...

Jak to się stało, że poznał pan Szymona Piotrowskiego?

Wojciech Gorączniak**: Centrum Aktywności Artystycznej UAP. Zadzwoniła do mnie pani i powiedziała, że jest ktoś, kto ma potrzebę rozmowy o swoich pracach. Spotkaliśmy się z pół roku temu w wakacje. Pan Szymon przyniósł prace i rozmawialiśmy o nich.

Jak pan do niego podszedł - czy tak, jak do swoich studentów?

WG: Jednak trochę inaczej, bo jest to człowiek dojrzały. Przyszedł do mnie już z bagażem pewnego doświadczenia życiowego i artystycznego. Nasza rozmowa była bardzo swobodna.

Czy pana studenci przychodzą konsultować podobne problemy?

WG: Nie, nie można tego porównywać. Praca ze studentami polega na kontakcie intensywnym, prawie codziennym. W tym przypadku to były bardzo niezobowiązujące rozmowy. Nie starałem się niczego pana Szymona nauczyć ani nic nie sugerowałem. Jedynie wyrażałem opinie na temat jego prac. To były bardzo partnerskie spotkania.

Jak pan odbiera jego prace? Czy twórczość jako taką można w ogóle łatwo podzielić na amatorską i profesjonalną, czy nie da się tego łatwo wykazać i dostrzec?

WG: Tak bym tego nie dzielił. "Bycie artystą profesjonalnym" czy "bycie artystą nieprofesjonalnym" są to bardzo umowne pojęcia. Dyplom uczelni artystycznej nie daje żadnych uprawnień ani wyłączności do zajmowania się sztuką.

Twórczość pana Szymona sytuuje się w obszarze abstrakcyjnym. Można tu przywołać nazwiska Marka Tobeya, Henriego Michaux. Szczególne jest to, że bardzo późno zdecydował się zająć malarstwem i rysunkiem.

Co w nich zwróciło pana uwagę?

WG: Zainteresowały mnie z powodu swojej formy. Pan Szymon wcale nie jest laikiem jeśli chodzi o obszar sztuki. Jest zaangażowany w to co robi i sam również kolekcjonuje prace innych artystów. Widać, że cały czas rozwija świadomość swojej aktywności twórczej.

Czy dotychczas interesował się pan twórczością osób tworzących malarstwo w sposób amatorski?

WG: Pan Szymon był pierwszą osobą spoza uczelni z którą rozmawiałem przez dłuższy czas, a która miała potrzebę skonsultowania swoich prac.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

  • wernisaż wystawy Szymona Piotrowskiego Podróż/Czas
  • 7.03, g. 19
  • Galeria Jak
  • wstęp wolny
  • czynna do 21.03

* Szymon Piotrowski - na przełomie lat 90. i 00. był menadżerem agencji reklamowej Simon, w ramach której wydawał katalogi, książki, płyty. Obecnie zajmuje się sztuką, którą tworzy i kolekcjonuje. Mieszka i pracuje w Poznaniu.

** prof. Wojciech Gorączniak - ur. w 1976 r. w Poznaniu. W latach 1996-2001 studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Od 2008 r. pracuje na poznańskim Uniwersytecie Artystycznym. Jest kierownikiem VIII Pracowni Malarstwa na Wydziale Malarstwa i Rysunku.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020