Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Szukamy guza, trafiamy w punkt

Dla wielu osób to właśnie Luxtorpeda jest jedną z tych nielicznych kapel, za sprawą których polski rock naprawdę, na serio, jeszcze nie zginął. W końcu, czy znamy drugi taki przypadek po 2010 roku, który pokazał, że można go grać i nabierać tylko coraz większej mocy? Załoga Litzy i Hansa ma zbyt wiele udanych albumów i zbyt wiele przebojów na swoim koncie, by przejść obok niej obojętnie. Panowie idą cios za ciosem, a dowodzi tego również kolejna, nagrana na samiutki koniec 2025 roku, ósma już płyta, która ukazała się pod jakże wymownym tytułem "Szukamy guza". Ale w klubie Blue Note to oni będą chcieli nam go nabić.

. - grafika artykułu
Luxtorpeda, fot. materiały prasowe

Początek tej historii ma charakter niemal organiczny. Jest rok 2010, Poznań, Robert "Litza" Friedrich zbiera skład, który z jednej strony niesie cały ciężar jego wcześniejszych doświadczeń - Acid Drinkers, Flapjack, projekty spod znaku 2Tm2,3 - a z drugiej działa już według zupełnie innej logiki. Robert "Drężmak" Drężek, Krzysztof "Kmieta" Kmiecik i Tomasz "Krzyżyk" Krzyżaniak tworzą fundament, który od początku opiera się na komunikacji bardziej intuicyjnej niż deklaratywnej. Momentem, który ustawia całość na właściwym torze, okazuje się jednak dołączenie Przemysława "Hansa" Frencla - jego obecność wprowadza zupełnie drugi biegun. No bo jak to, raper znany z 52 Dębiec miałby stanąć z nimi w szeregu? A jednak to, co wydawało się niemożliwe, udało się od pierwszego taktu, tworząc Luxtorpedę jak się patrzy, z własnym systemem muzycznych strzałów i bomb.

Idąc dalej tym militarnym żargonem, kolejne płyty układają się jak precyzyjnie planowane operacje - z rozpoznaniem terenu, korektą ognia i coraz lepszą kontrolą nad polem dźwięku. Debiutancka "Luxtorpeda" (2011) niosła w sobie energię inicjalną - jeszcze surową, jeszcze miejscami nieoszlifowaną, ale już wyraźnie ukierunkowaną, bo taki hitowy "Autystyczny" zadziałał jak impuls, który wyciąga zespół poza lokalny obieg, czyniąc go ogólnopolską gwiazdą i uruchamiając szerszy rezonans. Druga płyta "Robaki" (2012) rozwijała ten ruch - brzmienie gęstniało, a komunikat się zaostrzał. "A morał tej historii mógłby być taki, mimo że cukrowe, to jednak buraki" (2014) rozbudował ten język jeszcze dalej - przybyło kontrastów, świadomego operowania napięciem i pracy na samej strukturze utworów, które zaczęły funkcjonować jako większe, bardziej złożone organizmy, co później z powodzeniem kontynuowało się również na "Mywaswynas" (2016), "Anno Domini MMXX" (2020) i "Elektroluxtorpeda" (2021).

W tym miejscu warto podkreślić napięcie, jakie od początku tkwi w twórczości tej grupy. Jej teksty - o relacjach, wierze, zwątpieniu, słabościach i próbach ich przepracowania, podane językiem konkretu, bez ozdobników - zawsze próbują w nas coś poruszyć i uruchomić. Jednocześnie obok tego pojawia się dystans i autoironia, która skutecznie rozbraja patos i trzyma wszystko blisko życia. A skoro już o napięciu mowa, to słychać je również w polu czysto muzycznym - z jednej strony krótkie, impulsywne formy bliskie punkowi, z drugiej dociążone riffy i groove wywodzący się z thrash metalu. Wydana w 2022 roku "Omega" działa na podobnej zasadzie, jak żadna dotychczas, wyraźnie oparta na estetyce lat 90.

Na tym tle "Szukamy guza" (2025) funkcjonuje jako wyraźne poszerzenie pola, i to pola, którego punktem wyjścia jest stoner rock. Riff przestaje pełnić rolę napędu - staje się czymś, co kołysze, powtarza się i wciąga, co słychać już w otwierającym "Stereo", opartym na powolnym, mechanicznym pulsie, budującym napięcie przez repetycję. Niedługo później "Maszynka do mięsa" wprowadza ducha klasyków z Queens of the Stone Age, "Barabasz" intryguje bluesowym feelingiem, który pozwala gitarom wybrzmieć inaczej, a "Dobry człowiek" pracuje na plemiennym pulsie i orientalnym zabarwieniu, tak bliskim Litzy z lat 90. Obok tego pojawiają się momenty rozrzedzenia - "Lubię się" i "Tak bar", czyli Casio, falset, rytm bliższy piosence niż manifestowi. Niby niewiele się zgadza, a jednak zgadza się wszystko. Zwłaszcza że w warstwie tekstowej Luksi wracają do tego konkretu i doświadczenia, którego najlepiej zaznawać bezpośrednio. "Fajne stare dziady" nie mają złudzeń - trwa "wojna Polski z Polakami". Jest trochę śmiesznie, trochę straszno. Znamy to?

Luxtorpeda Anno Domini MMXXVI działa jak dobrze naoliwiony mechanizm reagowania na rzeczywistość - jest szybka jak diabli i nie ma u niej miejsca na na dekoracyjne granie i bezpieczne pozy. Wszystko pozostaje w ruchu i wszystko pracuje. Dziś panowie "szukają guza", ale przy okazji sprawdzają, ile z tego wszystkiego da się jeszcze podkręcić na żywo - i czy przypadkiem to nie publiczność wyjdzie lekko poturbowana, choć z poczuciem, że właśnie o to w tym chodziło.

Sebastian Gabryel

  • Luxtorpeda
  • 11.04, g. 18
  • Blue Note
  • bilety: 99-120 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026