Kultura Poznań.pl

Sztuka

opublikowano:

Sztuka milcząca i introwertyczna

Kiedy tylko na facebookowym profilu Muzeum Narodowego w Poznaniu pojawiła się zapowiedź wystawy zatytułowanej Vilhelm Hammershøi. Światło i cisza, reakcja internautów zainteresowanych sztuką była natychmiastowa.

. - grafika artykułu
Vilhelm Hammershøi, "Widok z Fortunen", 1901 r. Fot. Muzeum Narodowe w Poznaniu, ze zb. National Gallery of Denmark

Wystawę przygotowano we współpracy ze Statens Museum for Kunst w Kopenhadze. Będzie pierwszą w Polsce prezentacją dorobku tego artysty. Jest więc się z czego cieszyć i na co czekać. Można liczyć na to, że wystawa przyciągnie wiele osób już deklarujących chęć jej obejrzenia. W końcu ten urodzony w 1864 roku w Kopenhadze artysta uchodzi za jednego z najważniejszych skandynawskich malarzy przełomu XIX i XX wieku, a jego prace rozproszone są po całym świecie, znajdując nie bez powodu miejsce w największych i najważniejszych muzeach i galeriach.

W związku z tym, że jest to pierwsza w naszym kraju prezentacja dzieł Vilhelma Hammershøia, kuratorce Martynie Łukasiewicz zależało na tym, by zaprezentować przekrój motywów, jakie przewijały się w jego twórczości. Nie zabraknie więc ani portretów, które stanowiły największą część prac na początku jego artystycznej drogi, ani pejzaży czy dzieł przedstawiających architekturę, ani też tego, z czego jest szczególnie znany i co rozumiane jest wręcz jako jego znak rozpoznawczy. Chodzi mianowicie o obrazy przedstawiające wnętrza i umieszczone w nich tajemnicze sylwetki kobiet, najczęściej odwróconych do widza plecami. To właśnie tego rodzaju obrazy o oszczędnej, monochromatycznej kolorystyce i zachowanym minimalizmie elementów pojawiających się w pomieszczeniu zdobyły uznanie miłośników i krytyków sztuki, a także badaczy, którzy próbują rozwikłać symboliczny wymiar tych dzieł. Symboliczny, ponieważ artysta, malując realistycznie, równocześnie nadał im zastanawiający wydźwięk i charakter, wprowadzając przy tym widza do zagadkowego, wykreowanego przez siebie świata. Jakby znanego, ale nie do końca.

Odbiorca najczęściej wchodzi tu w rolę podglądacza. Kogoś, kto ma okazję obserwować zatrzymane w ruchu postaci, domyślać się, że cisza może być jedynie chwilowa, a pustka ma w sobie coś nienaturalnego, ale kto nie ma szansy na to, by wejść głębiej i doczekać się przerwania tego milczenia. Kogoś, kto nie może również przekroczyć progu pomieszczenia, choć ciemne korytarze, otwarte drzwi widoczne w tle, a prowadzące do innych pokojów, tak bardzo intrygują. Już w trakcie nauki w Akademii Sztuk Pięknych w Kopenhadze dostrzegano jego talent. Dziś niezmiennie fascynuje. Przez lata wielu historyków usiłowało dojść do tego, jak należy odczytywać jego sztukę i co miało największy wpływ na jego twórczość. Próbowano tłumaczyć ją przez pryzmat poszukiwań epoki, w jakiej artyście przyszło żyć, ale też jego usposobienia, doszukując się zbieżności między jego milczącą i nieco wycofaną naturą a ponurymi tak często pracami. Podczas rozmów i pytań o swoją twórczość, często odpowiadał nie tyle wymijająco, co zwyczajnie przyznawał, że nie wie, co nim kieruje, kiedy maluje. Podczas jednego z wywiadów z 1907 roku pytano go między innymi o to, dlaczego maluje tak wiele wnętrz. Odpowiedział wprost, że cieszą się one dużym zainteresowaniem. Na pytanie o dobór takiej, a nie innej kolorystyki - nie wyjaśniał niczego na siłę. Przyznawał skonsternowany, że jest to dla niego rzecz zupełnie naturalna. Jego rozmówcy, którzy usiłowali wydobyć jakieś informacje, odchodzili z kwitkiem i przekonaniem, że sztuka tego artysty odpowiada jego charakterowi - milczącemu, zdystansowanemu, wręcz introwertycznemu.

Niełatwo nam dzisiaj ocenić, na ile malarz był w swoich wypowiedziach szczery, a na ile zwyczajnie niechętny temu, by opowiadać o swojej twórczości. Obie postawy można zrozumieć. Mogły one jednak wpływać na ogołacanie sztuki Hammershøia z jej wielowymiarowości. Przekonanie, że źródła sztuki należy szukać w osobistych przeżyciach, wydaje się niewystarczające. Podobnie jak teoria na temat tego, że twórca wpisywał się w jakiś nordycki, melancholijny nurt, który wszystko ujmował w ramy egzystencjalnych pytań, poczucia samotności, wyobcowania oraz żałobnego tonu. Wydaje się również zbyt oczywiste porównywanie artysty z malarzami holenderskimi, np. Vermeerem lub bliższym jego czasom Whistlerem, choć pod względem doboru tematów, kolorystyki i operowania światłem, a także specyficznej, wytwarzanej za ich pomocą atmosfery pewne podobieństwa są zauważalne. Wszystko to za mało.

Tytuł wystawy odnosi się do dwóch przymiotów obrazów Hammershøia. Wierzę jednak, że ani "światła", ani "ciszy" nie musimy rozumieć w tym wypadku tendencyjnie, ale że będą to raczej hasła, które zachęcą do własnych poszukiwań i interpretacyjnych wniosków, które dla każdego znaczyć będą co innego, a tym samym staną się przyczynkiem do tego, że i na samego artystę spojrzymy z szerszej perspektywy.
Justyna Żarczyńska

  • wystawa Vilhelm Hammershøi. Światło i cisza
  • kurator: Martyna Łukasiewicz
  • Muzeum Narodowe
  • czynna: 21.11-23.01.2022

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021