Kultura Poznań.pl

Sztuka

opublikowano:

Świat bez ludzi

Czy fotograf Bogdan Konopka bał się ludzi? A może w jego wizji świata byli oni po prostu zbędni? Prace Konopki, prezentowane do połowy marca w otworzonych po remoncie gościnnych progach ulokowanej na Jeżycach WBPiCAK, stawiają więcej pytań, niż zostawiają odpowiedzi.

. - grafika artykułu
fot. Adam Jastrzębowski

A z pewnością jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest nietypowy charakter wystawy. Nie jest to fotograficzny "the best of", tylko prezentacja wybranych prac należących do jednej kolekcji. Prac nietworzących konkretnego zbioru - łączy je w zasadzie tylko nazwisko autora, Bogdana Konopki. Artysty dla polskiej fotografii ważnego. Związanego (fotograficznie; to właśnie tam najczęściej naciskał migawkę swojego aparatu) z Francją i Paryżem, a także z Wrześnią i redakcją legendarnego "Kwartalnika Fotografia", w której zarówno publikował swoje prace, jak i pełnił funkcję redaktora oraz "francuskiego łącznika", jak to ujęli w katalogu wystawy Jolanta i Waldemar Śliwczyńscy. Wystawiane zdjęcia to prace, które Śliwczyńscy od Konopki dostali lub kupili. Są wśród nich również odbitki, które posłużyły do skanowania na potrzeby "Kwartalnika". Jak kolekcjonerzy sami zauważyli, są to po prostu jego ulubione prace, które znalazły się w ich zbiorach.

Całe życie robimy jedną fotografię. O sobie - mówił Konopka w rozmowie z Magdaleną Rybak z "Tygodnika Powszechnego". To zdanie wydaje się kwintesencją stylu fotograficznego polsko-francuskiego fotografa. Bo jest to fotografia nienachalna, niekrzycząca, a jednocześnie przemyślana. Każdy kadr jest dopracowany, każdy jego element znalazł się tutaj po coś. Na pierwszy rzut oka wydają się scenografią i obrazami niekompletnymi, tłem, na które zaraz wskoczy prawdziwy temat zdjęcia. Ale warto podejść do nich jeszcze raz, tym razem bliżej (same fotografie są maleńkie, fotografujący aparatem wielkoformatowym Konopka najchętniej korzystał z techniki stykowej przygotowywania swoich odbitek), by przypatrzeć się uważniej i odkrywać kolejne detale. Bo zdjęcia Konopki nie krzyczą z daleka "to ja je zrobiłem", nie są spektakularne i widowiskowe jak filmy rodem z Hollywood, raczej pokazują sposób myślenia fotografa. Myślenia światłem.

Bo to właśnie ten budujący świat fotografii pierwiastek, ten najważniejszy, od którego wszystko się zaczęło - który Niépce i Daguerre na początku XIX wieku nauczyli się chwytać za pomocą działań chemicznych - jest najważniejszym bohaterem zdjęć Bogdana Konopki. Zdjęć, na których właściwie nie ma ludzi, nie licząc portretu przyjaciółki i fotografki Evy Rubinstein. Zresztą dopiero pod koniec życia fotografa, w roku 2019, nakładem wydawnictwa Delpire ukazał się album, w którym ludzie stanowili element najistotniejszy. Być może do tej decyzji musiał Konopka dojrzeć. Na zdjęciach pokazanych w WBPiCAK ludzi nie ma, ale oprócz krajobrazów są wytwory działalności człowieka. Klatki schodowe, rowery, samochód-rakieta, plątanina rur i jakichś metalowych elementów, pośród której wprawne oko dostrzeże głowę Jezusa. Jednak głównym bohaterem jego klasycznych, czarno-białych fotografii jest światło.

To ono buduje nastrój zdjęć, to ono uwypukla kolejne faktury i warstwy. W tym świetle (i cieniu) Konopka też niektóre elementy chował, zostawiając je do odkrywania przy spojrzeniu ponownym; tak jak na zdjęciu z Paryża uwiecznionym 31 sierpnia 1994 roku, gdzie Matka Boska z Dzieciątkiem ukryci są w cieniu. Choć (prawie) niewidoczni, to czuwający. Lub jak na pejzażowych zdjęciach z Masywu Centralnego i Szwajcarii (rok 1992 i 1993), w których przez środek kompozycji przepływa wzburzona rzeka, tworząc kontrastowy akcent.

Ten kunszt w operowaniu światłem i cieniem widać na zdjęciu (ach, dlaczego one nie mają podpisów? W katalogu nie ma wszystkich fotografii) przedstawiającym wnętrze... groty? Jaskini? Pomieszczenia? Jednym małym punktowym źródłem światła, może oknem albo szczeliną, zbudowane jest całe napięcie i cały kadr. Kolejne plany oświetlane są przez ten strumień światła, budując nieoczywistą, ale bardzo ciekawą fotografię.

Sam format niewielkich fotografii zmusza do podejścia bliżej. A w efekcie - do intymnego obcowania z talentem Konopki i do zabawy w odkrywanie. Poukrywane na zdjęciach szczególiki i detale, rytmy i ukazywane przez światło pejzaże zyskują, dopiero gdy uważnie im się przypatrzymy. A żeby to zrobić, potrzebna jest chwila czasu i oddechu.

I takie też są fotografie Bogdana Konopki: spokojne, wyważone, wymuszające czas na przemyślenie. Są ucieczką od codzienności, chwilą na zadumę i zastanowienie. Tego czasu potrzeba zapewne idealnie tyle samo, ile potrzebne było na ich wykonanie. W końcu kamera wielkoformatowa wymaga uwagi i precyzji. Tak bardzo to go różni od dzisiejszych szybkich cyfrówek czy aparatów w telefonach, które działają tu i teraz i od razu, błyskawicznie. Świadomy wybór techniki obrazowania zaowocował wysmakowanymi, a przede wszystkim konsekwentnie wykonanymi fotografiami.

Nie sposób przy tej okazji nie wspomnieć o samym miejscu, w którym wystawa była prezentowana. Bogdan Konopka - fotograf, ale nie tylko była pierwszą ekspozycją w nowych przestrzeniach galeryjnych należących do WBPiCAK. Ten, kto pamięta minione wystawy prezentowane w holu na ul. Prusa 3, zauważy zdecydowany przeskok jakościowy. Zdjęcia nie są już pokazywane jakby przy okazji, pomiędzy recepcją a windą, stały się celem samym w sobie. I chociaż kameralne miejsce nie pomieści większych prezentacji, to jest dobrym miejscem na intymne, kameralne prezentacje jednego fotografa. Nawet takiego giganta jak Bogdan Konopka.

Adam Jastrzębowski

  • wystawa Bogdan Konopka - fotograf, ale nie tylko, z kolekcji Jolanty i Waldemara Śliwczyńskich
  • WBPiCAK
  • 11.02-10.03

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021