Kultura Poznań.pl

Sztuka

opublikowano:

KULTURA W KAPCIACH. Świat w migawce

Niespełna miesiąc temu pisałem, że w czasie spowodowanej koronawirusem izolacji warto przeglądać archiwa konkursów fotograficznych. W tym tego najbardziej znanego - World Press Photo. Jeśli ktoś z szanownych czytelników mnie jeszcze nie posłuchał, to teraz jest ku temu wspaniała okazja. W zeszłym tygodniu ogłoszono laureatów najważniejszego światowego konkursu dla fotografów prasowych. Jednym z nich został Polak, Tomasz Kaczor.

.
World Press Photo 2020, fot. Mulugeta Ayene

A zacząć ich przeglądanie w takich okolicznościach wprost należy od edycji najnowszej. Od razu polecam kierowanie się do kategorii Portret. Tam z czarno-białego zdjęcia spogląda na nas Ewa. Siedzi na wózku, jej hipnotyzujące oczy wpatrzone są w oglądającego. Wydaje się spokojna, ale może to uczucie potęgują dłonie, które są dla niej siłą i oparciem? A może ten pozorny spokój jest spowodowany chorobą? Ewa jest Ormianką, cierpi na syndrom rezygnacji. Tomek Kaczor sfotografował ją na zlecenie "Dużego Formatu" w ośrodku dla cudzoziemców w Podkowie Leśnej. W tej jednej migawce udało mu się uchwycić zdecydowanie więcej niż tylko wzrok nastolatki. Dla mnie ten czarno-biały, intymny portret opowiada historię dużo bardziej uniwersalną, niż tylko historię Ewy. Widzę bijący strach nad nieuchronną i niezaplanowaną przyszłością, która czeka wszystkich uchodźców,  ich wiarę w zaufanie i opiekuńczość jakimi ich obdarzymy. Fotografia Kaczora, niczym dobra powieść, nie podsuwa najprostszych rozwiązań, lecz skłania do zadumy i do zadawania pytań. Na które odpowiedzi każdy z nas może znaleźć sam.

Fotografia-symbol

Ten rodzaj nieoczywistości jest wspólnym mianownikiem najważniejszych zdjęć tegorocznego konkursu World Press Photo. Wystarczy spojrzeć na wykonane w Sudanie Zdjęcie Roku autorstwa Yasuyoshi Chiba, fotografa francuskiej AFP. Straight Voice, czyli Prosty głos (Google już podpowiada: dzieło sztuki). Poruszająca, porywająca fotografia - młode pokolenie dotknięte wojną protestuje. Otoczony rówieśnikami młody człowiek deklamuje wersy wiersza wręcz wykrzykując je. Dookoła niego rówieśnicy, którzy oświetlają go lampkami z telefonów komórkowych. Ta malarska fotografia staje się symbolem bezkrwawych protestów. Dodajmy również, że nie tylko bezkrwawych, ale również nie posiadających tak wyrazistych przywódców jak te, które pamiętamy z przemian demokratycznych w Europie Wschodniej na początku lat 90. Młody człowiek jest bezimienny, jest przedstawicielem krzyczącego tłumu. Na jego miejscu mógłby być każdy.

Albo zestaw zdjęć, które zostały uznane za Fotoreportaż roku (Story). Francuski fotograf Roman Laurendau stworzył opowieść o młodych Algierczykach. Był tak blisko nich, że aby być bliżej musiałby wręcz stanąć im na stopach. W swoim długoterminowym projekcie opowiedział o tym, jak wygląda ich życie. Zdjęcia nie są dramatyzowane, zrobione na siłę. Ich przekaz tkwi w bliskości, a także w kompleksowym wyczerpaniu tematu. Laurendau pokazuje nam dramat młodego pokolenia Algierczyków, umiejętnie stopniuje napięcie, które prowadzi do nieuchronnego - do rewolucji. Ostatnie fotografie z tego zestawu są logiczną konsekwencją wcześniejszych.

Decydujący moment Cartiera-Bressona

Jest też w tegorocznym konkursowym zbiorze jedna fotografia absolutnie niesamowita, zrobiona w idealnym momencie (Cartier-Bresson powiedziałby, że decydującym). Niosąca w sobie niesamowity ładunek emocjonalny. Zdjęcie, które przez lata będzie ikoną wydarzenia. Fotografia, która już zawsze będzie nam towarzyszyła w gazetach, książkach i na niezliczonych plakatach. Obraz, który z pewnością miałby szansę zostać tegorocznym Zdjęciem Roku, gdyby nie była to... fotografia sportowa. Pracujący dla ligi NBA fotograf Mark Blinch uchwycił najważniejszy, historyczny moment decydującego meczu serii finałowej, gdy piłka po tańcu na obręczy wpada w siatkę. Mamy na niej emocje jednej i drugiej strony, mamy piłkę w najlepszym możliwym miejscu i jeszcze nie dowierzającego strzelca. Fotografia kompletna. Jeśli można jednym zdjęciem opowiedzieć całą serię finałową, wszystkie siedem meczów x 48 minut, to jest to właśnie to zdjęcie.

Oczywiście, powyższy wybór jest mocno subiektywny. Brakuje w nim zdjęć przyrodniczych, nie wspomniałem również o świetnych zdjęciach typowo fotoreporterskich z tak zwanych General News. World Press Photo to ogrom świetnych fotografii i stojących za nimi historii. Każdy może wśród nich znaleźć tą dla siebie najciekawszą..

A co o swojej fotografii, która zwyciężyła w kategorii Portret powiedział mi sam autor, Tomek Kaczor?

.

Czy w zwycięskim portrecie Twojego autorstwa ważniejsze są oczy Ewy, czy otaczające ją ręce rodziny?

Nie mnie to chyba oceniać... Ale pomysł na to, by Ewę otaczały ręce rodziców, miałem w głowie jadąc do nich na zdjęcie. Chciałem w ten sposób pokazać, że poczucie bezpieczeństwa jest kluczowe w wychodzeniu z choroby jaką jest syndrom rezygnacji.

Czy już w trakcie robienia zdjęcia miałeś poczucie, że "masz to"? To uczucie towarzyszące wiedzy, że zrobiłeś coś więcej niż zwykłą fotografię do wywiadu.

Nie jechałem tam przede wszystkim z nastawieniem by przywieźć "zwykłą fotografię do wywiadu". Znałem historię Ewy bardzo dobrze, bo na bieżąco obserwowałem jak moja żona (Dorota Borodaj- przyp.red.) pracuje nad artykułem o syndromie rezygnacji, którego Ewa była główną bohaterką. Jechałem więc z nastawieniem, że chcę zrobić zdjęcie, które pokaże ten problem. Dlatego też miałem na nie wstępny pomysł. I wprawdzie już dobrze nie pamiętam co dokładnie sobie pomyślałem, ale chyba miałem poczucie, że do redakcji wyślę raczej to zdjęcie.

Siła twojego portretu tkwi w jego prostocie. To nie jest przeestetyzowane zdjęcie.

Owszem, mogę się tylko zgodzić. Nie robię zresztą przeestetyzowanych, przekombinowanych zdjęć. W fotografii znacznie bardziej cenię sobie prostotę.

Ta prostota, to swego rodzaju klasyczne podejście do fotografii, cechuje twoje zdjęcia -  nie tylko te portretowe, ale i krajobrazy. Czy w fotografii krajobrazowej szukasz tego samego, co w portrecie?

Na pewno inaczej podchodzę do portretu, a inaczej do krajobrazu, ale faktycznie to co je łączy, to oszczędność w formie, możliwie czysty kadr.

Opowiadałeś, że miałeś bardzo mało czasu na zdjęcia. Czy twój portret Ewy przeczy tezie, że dobrą fotografię trzeba "wychodzić"?

W tym przypadku było tak, że choć nie spotkałem wcześniej Ewy ani jej rodziny, to mimo wszystko sporo o nich wiedziałem od swojej żony. Więc mimo że tego dnia spotkaliśmy się po raz pierwszy, czułem jakbyśmy jednak już trochę się znali. Oni też słyszeli o mnie od Doroty. Jasne że zarówno dla fotografa jak i modela/modelki łatwiej jest gdy wcześniej mają okazję lepiej się poznać, ale myślę, że chodzi tu głównie o zaufanie. Wydaje mi się, że Ewa i jej rodzina obdarzyli mnie tym samym zaufaniem, które swoją delikatnością, empatią i szczerością zdobyła u nich Dorota.

Na koniec muszę zapytać - jak się dalej potoczyły losy młodej Ormianki?

Ewa jest dziś już zupełnie zdrowa. Gdy patrzy na to zdjęcie nie mówi: "To jestem ja", tylko "To byłam ja". Nie chce wracać do tamtych wspomnień. Razem z rodziną nadal są w Polsce. Ewa i jej młodszy brat bardzo dobrze mówią już po polsku, oboje uczą się w polskich szkołach. Złożyli wniosek o ochronę międzynarodową, ale niestety otrzymali odmowę. Odwołali się od tej decyzji. Aktualnie trwa w ich sprawie procedura odwoławcza.

Adam Jastrzębowski

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020