Magdalena Miklasz, reżyserka spektaklu, sięgnęła po tekst Federico Garcia Lorki z 1936 roku, w którym artysta rozprawia się z demonami otaczającego go świata. Dramat opowiada o matce, która po śmierci męża zmusza swoje dorosłe córki do ośmioletniej żałoby oraz więzi je w rodzinnym domu.
Reżyserka zrezygnowała z politycznego tła tekstu. Swoje bohaterki (gra je dziewięć kobiet i jeden mężczyzna) umieściła na konserwatywnej prowincji. Nie ocenia jednak mieszkających tam ludzi, nie stawia żadnej diagnozy ani nie wypowiada się ideologicznie. Jej "Dom Bernardy Alba" to krótka historia zniewolenia. - Bernarda w mojej interpretacji jest wrzucona w przestrzeń, w której czuje się obca. Jest skrzywdzona przez miejsce, dlatego przekłada całą swoją agresję na córki, próbując jednocześnie ochronić je przed światem zewnętrznym. Te kobiety są odmienne, ponieważ są zamknięte. Żyją w mikroświecie, w którym nie ma miłości - mówiła Magdalena Miklasz podczas konferencji prasowej.