Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Sanah jest jednym z tych fenomenów, które bardzo łatwo zbyć wzruszeniem ramion, jeśli patrzy się na nie z bezpiecznej pozycji człowieka "poważnego muzycznie". Bo przecież te zdrobnienia, sukienki, kwiaty, "No sory", "Szampan", pamiętnikowy ton, cały ten lekko przesłodzony teatr niewinności i zakłopotania. Czy to po prostu sprawnie zrobiony pop dla bardzo szerokiej publiczności? Odpowiedź nie jest taka prosta, a taka diagnoza szybko okazuje się zbyt leniwa. Wiele wskazuje na to, że pod powierzchnią tej lekkości działa bardzo skuteczny, konsekwentny i wcale nieprzypadkowy język. Język, który może się podobać i się podoba, co z pewnością pokaże również koncert piosenkarki na ENEA Stadionie w ramach trasy "Sanah na Stadionach".

Młoda kobieta siedzi w otoczeniu żółtych kwiatów. - grafika artykułu
Sanah, fot. materiały prasowe

Kariera Zuzanny Ireny Grabowskiej z domu Jurczak jest niewątpliwie dość dziwnym przypadkiem współczesnego popu w Polsce. Z jednej strony wygląda jak modelowy sukces głównego nurtu - takiego z wielkimi hitami, rekordami, diamentowymi płytami, wyprzedanymi stadionami i statusem artystki, której piosenki znają ludzie nawet bardzo dalecy od śledzenia muzycznych nowości. Z drugiej strony Sanah nigdy nie była wyłącznie produktem radiowej maszyny. W jej muzyce od początku było coś osobnego - ta specyficzna maniera, która jednych natychmiast rozbraja, innych doprowadza do szału, ale prawie nikogo nie zostawia całkiem obojętnym. Powiedzmy więc to sobie szczerze: Zuzanna to piosenkarka, która na pewno nie zbudowała swojej pozycji na neutralności. Jej piosenki mają własny charakter pisma. Czasem irytujący, czasem przesadnie słodki, innym razem genialnie celny. Są w nich słowa niby za małe na wielkie sceny, a jednak świetnie na nich działające, frazy jak z notatnika, emocje podane w półżarcie, półserio, no i te refreny, które potrafią wejść do głowy z siłą czegoś znacznie prostszego, niż naprawdę jest. W tym sensie jej pop - lub, jak kto woli, połączenie art-popu z poezją śpiewaną, indie i klimatami dance - działa trochę jak dobrze zaprojektowana pułapka, w którą wielu z przyjemnością daje się złapać.

Co ważne, w odróżnieniu od wielu koleżanek po fachu, Sanah ma przy tym zaplecze, którego w jej piosenkach czasem, z pewnością celowo, od razu nie słychać. Przez długi czas uczyła się gry na skrzypcach, studiowała na warszawskim Uniwersytecie Muzycznym im. Fryderyka Chopina, zdobyła licencjat w klasie skrzypiec i magisterium z instrumentalistyki. Zdaje się jednak wiedzieć, że warsztat zawsze ma służyć piosence, a nie odwrotnie. I w tym miejscu dochodzimy do ukrywania rozmaitych muzycznych konstrukcji pod pozorem spontaniczności. Tam, gdzie wielu wykonawców wygładza emocję do postaci eleganckiego produktu, ona zostawia grymas, zawahanie, zdrobnienie, lekki fałsz językowy, coś pozornie niezgrabnego. Jej świat jest trochę retro, a trochę internetowy, trochę z pokoju nastolatki, a trochę z sali koncertowej. Bywa przesadzony, ale właśnie dlatego jest tak rozpoznawalny, jednocześnie stając się czymś zupełnie osobnym.

Może dlatego droga od jej debiutanckiej "Królowej dram" (2020) do dzisiejszych widowisk na stadionach nie jest wyłącznie historią wzrostu popularności. To przecież także historia tego, jak prywatny język został przepchnięty do skali masowej. Wersy z takich numerów jak "Ale jazz!", "Cześć, jak się masz?", "Szampan", "Melodia", "Ten stan" czy "Marcepan" działają już trochę jak hasła z osobnego słownika jej i całej rzeszy jej fanów. Po "Uczcie" (2022), która wyglądała jak wielki popowy stół zastawiony głosami różnych środowisk, jakże różnej od wcześniejszej "Irenki" (2021), przyszło ważne, jeszcze śmielsze przesunięcie w stronę poezji. I to przesunięcie mogło się skończyć bardzo źle, bo dobrze wiemy, jak łatwo popowe śpiewanie wierszy może zamienić się w szkolną akademię lub inny sentymentalny dekor. Tymczasem u Sanah wydarzyło się coś przewrotnego - wiersze realnie weszły do masowego obiegu bez udawania, że są czymś innym niż piosenkami. "Nic dwa razy" Wisławy Szymborskiej stało się przebojem, a projekt "Sanah śpiewa Poezyje" (2022) przyniósł jej Fryderyki w kategoriach Artystka Roku oraz Album Roku - Piosenka Poetycka i Literacka.

Zresztą "Kaprysy" (2024), jak i późniejsza płyta "Dwoje ludzieńków" (2025), potwierdziły, że nie był to jednorazowy gest. Pokazał to zwłaszcza ostatni jak dotąd album, pełen kompozycji do twórczości rozlicznych poetek i poetów, w których obok gospodyni pojawili się Krzysztof Zalewski, Michał Bajor, Anna Maria Jopek, Mela Koteluk, Kuba Badach, Zespół "Mazowsze", Natalia Szroeder, Katarzyna Nosowska, Alicja Majewska, Kasia Kowalska i Sobel. Sanah wprowadziła poezję do mainstreamu, i to bez miny zarozumiałej kustoszki i bez muzealnego chłodu. Kropka. W tej historii osobnym rozdziałem są też wspomniane już wcześniej stadiony. Warto odnotować, że w 2023 roku podczas trasy wokalistki zatytułowanej "Uczta nad Ucztami" jako pierwsza Polka wyprzedała stadion, a właściwie trzy stadiony: Stadion Śląski w Chorzowie, Polsat Plus Arenę Gdańsk i PGE Narodowy, łącznie występując dla 180 tysięcy osób. Sanah weszła w ich przestrzeń z zupełnie innym pakietem znaków niż bywało to do tej pory: ze skrzypcami, fortepianem, chórem, poezją, popową czułością, teatralną dziewczyńskością i refrenami, które nie wstydzą się własnej kruchości.

Dlatego myśląc o stadionowym koncercie Sanah w Poznaniu, trzeba podkreślić, że na pewno zabrzmi ona na nim nie tylko efektownie, ale i intrygująco dwuznacznie - z piosenkami, które jednocześnie są wielkie i małe, łatwe i dziwne, komercyjne i autorskie, przesłodzone i podszyte smutkiem. I może właśnie dlatego jej fenomen wciąż działa. Dziś pop zwykle próbuje wyglądać na chłodny, szybki i bezbłędny, tymczasem ta dziewczyna zbudowała muzyczne imperium na zawahaniu, czułostce, literackim cytacie i frazie, która brzmi tak, jakby ktoś najpierw zapisał ją tylko dla siebie. I może rzeczywiście tak było.

Sebastian Gabryel

  • Sanah
  • 29.05, g. 20
  • ENEA Stadion
  • bilety

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026