Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

"Droga Olu!" to przedstawienie niezwykłe: łączące w sobie walor historyczności z poruszającą, uniwersalną medytacją nad rzeczami ostatecznymi. Bez zadęcia przekraczające granice sztuk, a jednak prawdziwie podniosłe. Punktem wyjścia do spektaklu były zachowane, wciąż nieopublikowane listy marszałka Piłsudskiego do jego ukochanej (drugiej) żony Aleksandry. Prezentowane w Polskim Teatrze Tańca przedstawienie jest koprodukcją z Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, ale zapewniam - nie ma w sobie absolutnie żadnych cech drętwej akademii ku czci.

. - grafika artykułu
fot. Andrzej Grabowski

Już sam tytuł spektaklu - "Droga Olu!" - wskazuje na to, że twórca próbuje uchwycić Józefa Piłsudskiego (w tej roli Przemysław Stippa) nieco inaczej, intymnie. Wcielające się w rolę Aleksandry Szczerbińskiej-Piłsudskiej aktorki - Magdalena Czerwińska i Weronika Humaj - odczytują fragmenty listów, jakie przez wiele kolejnych lat pisał do niej marszałek (łącznie naliczono ich 106). W cytowanych fragmentach mieści się szerokie spektrum przeżyć: raz jest to czuła tęsknota, a innym zaskakująca bezpośredniość. Marszałek zwraca się do Oleńki per "głuptas", każe jej "nie beczeć" lub po prostu pyta: "a ty, Oluś, jak się masz?".

Eksponowanie uczuciowości, wręcz tkliwości, niezaprzeczalnie wnosi do wizerunku Piłsudskiego nowy rys, bo przecież - niesłusznie - kojarzy się on wyłącznie z oschłością i chłodem. Tymczasem w listach do żony wódz nieskrępowanie odsłania swoją liryczną twarz. Ponadto - a to już rzecz powszechnie wiadoma - był on wielkim admiratorem Juliusza Słowackiego, któremu podczas uroczystości pogrzebowych na Wawelu w 1927 roku wygłosił niezwykłą mowę żałobną.

Ten trop także został podjęty przez twórców przedstawienia. Poezja Słowackiego odgrywa w nim niebagatelną rolę. Pojawiają się fragmenty "Grobu Agamemnona" oraz "Beniowskiego", a wraz z nimi melancholia. Umiejętnie dobrane fragmenty wspomnianego przemówienia sprawiają zaś, że słowa te równie dobrze - z dzisiejszej perspektywy, mogą opisywać samego marszałka, który "żył sto lat zaledwie temu", a "zda się, jak gdyby bramy śmierci przepastne za nim zamknęły się nieszczelnie".

"Droga Olu!" jest bowiem tyleż o tęsknocie i miłości, co o odchodzeniu i wypatrywaniu końca. W wielu listach Piłsudski podkreśla swe kiepskie samopoczucie, narzeka na zdrowie, "zmęczenie i zbolałość" - nawet czterdziestoletni, brzmi czasem jak starzec. Towarzyszy mu także nieustająco tęsknota za spokojem i odpoczynkiem, niknięciem. W połączeniu z minimalistyczną, acz bardzo wymowną scenografią Karoliny Bramowicz, w której główną rolę odgrywają skromne kopczyki ziemi, oraz przejmującą, melancholijną, nokturnową muzyką Andrzeja Dębicza przedstawienie okazuje się konsekwentną i wysmakowaną medytacją nad przemijaniem. Zostaje to wyrażone także słowami samego Piłsudskiego: "Zasnąć, nie myśleć, nie czuć - oto przeważający motyw mojego życia i moich myśli". Jednym z ostatnich elementów przedstawienia okaże się ciężki oddech marszałka.

Spektakl Tomasza Cyza imponuje także na poziomie czysto formalnym. Reżyser zręcznie integruje ze sobą nie tylko słowo i taniec. Wykorzystuje elementy takich dziedzin sztuki jak performans (aktorzy siedzący naprzeciw siebie natychmiast wywołują skojarzenia z twórczością Mariny Abramović), film (projekcje wyświetlane po bokach sceny) i muzyka (w tym operowa aria Jana Kiepury z "Carmen" Georges'a Bizeta). Kluczowe jest połączenie wspomnianej melancholii listów Piłsudskiego oraz wierszy Słowackiego z choreografią oraz działaniami siódemki tancerzy PTT. Dodają oni przedstawieniu potrzebnej lekkości - dzięki nim spektakl traktujący o stracie i śmierci ogląda się z prawdziwą satysfakcją, nie wydaje się wcale patetyczny. Historyczność postaci przestaje być koturnowa dzięki intymności tańca jako takiego. W dodatku tancerze włączają się w akcję przedstawienia na różne sposoby, m.in. pisząc wyobrażone listy Aleksandry do ukochanego (te niestety nie zachowały się do naszych czasów).

Jak już wspomniałem, w postać Aleksandry Szczerbińskiej-Piłsudskiej, wcieliły się aż dwie aktorki. Początkowo myślałem, że jest to rola dublowana, jednak w rozmowie po spektaklu reżyser wyjaśnił, że powód jest inny - w zależności od dyspozycyjności aktorzy mogą w nim występować w rozmaitych wariantach (pomagają w tym nagrania audio zarejestrowane w trakcie pracy nad przedstawieniem). W tym najbardziej radykalnym tancerze są w stanie zagrać spektakl zupełnie sami. I całkiem nietrudno mi to sobie wyobrazić, choć wówczas widzowie straciliby możliwość podziwiania wspomnianej trójki "topowych" wykonawców. Muszę zresztą przyznać, że Przemysław Stippa jest w przedstawieniu znakomity. Fragment Pieśni IV z "Beniowskiego" (zaczynający się od słów "Kłębami dymu niechaj się otoczę...") w jego wykonaniu jest wart więcej niż dziesiątki prób wytłumaczenia fenomenu Słowackiego na lekcjach języka polskiego.

Ostatnimi czasy mnóstwo pochwał zgarnia Teatr Telewizji pod kierownictwem Michała Kotańskiego. Sądzę, że "Droga Olu!" to byłby wprost idealny wybór repertuarowy także dla tego medium. Byłoby szkoda, gdyby przedstawienie Cyza przemknęło przez polskie sceny jak efemeryda, bo zasługuje na więcej.

Adam Domalewski 

  • "Droga Olu!"
  • reż. Tomasz Cyz
  • Polski Teatr Tańca oraz Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku
  • recenzja z 31.01

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026