Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Czasem potrzeba nam tylko gitary i głosu, by na moment wyciszyć wszystko to, co zdaje się być wokół nas niepotrzebnym szmerem. Oddzielić to, co nasze i prawdziwe, od tego, co obce i zbędne. By dać się wciągnąć w gęste od emocji i znaczeń opowieści, w których można się przejrzeć jak w lustrze. Agata Karczewska jest w ich snuciu mistrzynią - i właśnie to najpełniej wybrzmiało podczas jej piątkowego koncertu w Domu Kultury AZK w Poznaniu.

. - grafika artykułu
fot. Estrada Poznańska

Karczewska od lat konsekwentnie buduje własny język muzyczny. Pochodząca z Warszawy wokalistka i songwriterka porusza się w estetyce amerykańskiego folku, country i bluesa, ale nie traktuje ich jako stylizacji czy dekoracji. To raczej narzędzia, za których pomocą opowiada własne historie: osadzone we współczesności, osobiste, a jednocześnie zaskakująco uniwersalne. Jej droga zaczęła się stosunkowo niedawno, bo niespełna dekadę temu: szersza publiczność mogła ją zauważyć przy okazji programu "Idol" w 2017 roku, jednak (na szczęście) to nie telewizja ukształtowała jej tożsamość artystyczną. Jeszcze w tym samym roku ukazała się jej autorska EP-ka "You're Not So Special", a kolejne lata przyniosły intensywny rozwój koncertowy i coraz wyraźniej zarysowaną wizję twórczą.

Przełomem okazał się album "I'm Not Good at Having Fun" z 2019 roku - materiał oszczędny w duchu charakterystycznego dla Karczewskiej minimalizmu, emocjonalny i niezwykle spójny, który przyniósł jej nominację do Fryderyków i ugruntował pozycję na scenie. W kolejnych latach nie zwolniła tempa: koncertowała, rozwijała repertuar i poszerzała swoje muzyczne horyzonty. Ważnym etapem była współpraca z Johnem Porterem, efektem której stał się, wydany w 2023 roku, rewelacyjny krążek "On The Wrong Planet". Pojawiła się kolejna fala uznania, bo Karczwska pokazała, że potrafi odnaleźć się także w bardziej rozbudowanych formach. Miałam przyjemność być na koncercie tego charyzmatycznego duetu w grudniu 2024 roku, kiedy grali w Auli Artis i to jedno z tych doświadczeń, które chciałoby się powtarzać w zapętleniu. Jeśli będziecie mieli okazję - a mam nadzieję, że tak - nie zastanawiajcie się zbyt długo!

Niezależnie od kontekstu Karczewska pozostaje wierna piosence jako formie opowieści. Słychać w tej muzyce uważność - taką, która nie wynika z akademickiego wykształcenia, lecz z doświadczenia słuchania i rozumienia. Artystka wypracowała język oparty na prostocie, ale też ogromnej świadomości konstrukcji; jej utwory są minimalistyczne, ale pełne znaczeń. Wyczuwalne inspiracje amerykańskim songwritingiem nie dominują nad całością, a stanowią ciekawy punkt wyjścia, który za każdym razem doprowadzić ją może w nowe miejsce, otwierając i ją, i nas jako jej publiczność, na nowe formy i treści.

I właśnie ta świadomość formy najpełniej wybrzmiewa na żywo. Koncert w Domu Kultury AZK pokazał nam że siła oddziaływania nie wynika z rozbudowanych aranżacji, lecz z precyzyjnie kontrolowanej oszczędności. Karczewska prowadzi swoje utwory z dużą uważnością - każda fraza ma tu swoje miejsce, a jednocześnie nic nie brzmi na przesadnie "wypracowane". Jej głos, lekko zachrypnięty i elastyczny, swobodnie przechodzi od miękkiego półszeptu do mocniejszych akcentów, budując napięcie bez potrzeby podnoszenia dynamiki całej kompozycji. Największe wrażenie robi jednak to, jak operuje detalem: drobnym przesunięciem akcentu, pauzą czy delikatnym zawieszeniem głosu. To właśnie tam dzieje się najwięcej i dzięki temu jej teksty wybrzmiewają z taką mocą.

Karczewska nie zagłuszała ciszy: pozwalała jej wybrzmieć i współtworzyć dramaturgię koncertu. Zostawiła przestrzeń dla dźwięku, słuchacza i emocji, które nie zawsze przecież dają się ubrać w słowa. Dzięki temu występ zyskał niemal hipnotyczny charakter, a publiczność w naturalny sposób przeszła w tryb uważnego słuchania - dokładnie takiego, jakie dziać się może wtedy, kiedy grupa znajomych spotyka się w mieszkaniu jednej z osób, która spontanicznie wyciąga gitarę i na środku dużego pokoju zaczyna grać. Tak artystka chciała, by ten koncert wyglądał i tak się stało. To jeden z tych rzadkich momentów, kiedy naprawdę czujesz, że nikt nigdzie się nie spieszy.

Karczewska nie odtwarza swoich utworów - ona je na nowo opowiada. Na żywo są bardziej surowe, mniej "zabezpieczone", ale przez to intensywniejsze. Każda piosenka funkcjonuje jak osobna historia, a jednocześnie wszystkie układają się w spójny, emocjonalny krajobraz. Taki, w którym łatwo się odnaleźć (smutne piosenki o miłości - kto ich nie kocha?), nawet jeśli opowiada o bardzo konkretnych, osobistych doświadczeniach. Niezależnie od tego, czy sięga po twórczość Bruce'a Springsteena czy Taylor Swift, odnajduje się w niej z imponującą swobodą i wyczuciem - jej interpretacje brzmią naturalnie, nienachalnie, a przy tym pozostają w pełni "jej". Co jednak najważniejsze, z tą samą siłą wybrzmiewa jej autorski materiał, który nie tylko dorównuje tym odniesieniom, ale często okazuje się jeszcze bardziej poruszający - szczery, dopracowany i konsekwentnie budujący jej własny, rozpoznawalny świat.

Jej solowy koncert nie był doświadczeniem efektownym w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Nie składał się z zaprojektowanych pod dzikie fale aplauzu momentów, nie opierał się na widowiskowej dramaturgii, ale w zamian zaoferował coś znacznie cenniejszego - atmosferę, która zostaje z nami na dłużej. Głos Karczewskiej brzmi jak jesienne, rześkie powietrze. Układa się na naszych twarzach jak słońce i rozchodzi się po kościach jak najbardziej błogie z uczuć - jak wtedy, kiedy po długim spacerze w lesie siadamy na przypadkiem napotkanej polanie, mając poczucie całkowitego spełnienia i radość z bycia tu i teraz.

Tak snutych opowieści mogłabym słuchać bez końca. Oby było nam to dane!

Marta Szostak 

  • Agata Karczewska
  • Dom Kultury AZK
  • 20.02

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026

Odwiedź także: